Testy owulacyjne – jak zaplanować przyjście dzidziusia?

26 sierpnia 2014, dodał: Redakcja

Firmy farmaceutyczne i ośrodki planowania rodziny raz po raz prześcigają się w serwowaniu najlepszych i niezawodnych środków uniemożliwiających zajście w ciążę. Cóż jednak wtedy, kiedy to właśnie poczęcie i posiadanie potomka jest naszym największym marzeniem? Jakiś czas temu na „rodzicielskim” rynku pojawiło się kilka nowości, które mają przybliżyć przyszłym rodzicom ten długo wyczekiwany przez nich moment. Należą do nich testy i termometry owulacyjne oraz lubrykanty ułatwiające zapłodnienie. Przyjrzyjmy się im nieco bliżej.

12

Cel: płodność

O tym, czy i kiedy istnieje szansa zapłodnienia, decyduje spełnienie szeregu różnych warunków. Jednym z najważniejszych jest jednak bez wątpienia wystąpienie u kobiety owulacji. W jej trakcie w organizmie wzrasta poziom tzw. hormonu luteinizującego (w skrócie zapisywanego jako „LH”). To właśnie ów hormon, produkowany w przysadce mózgowej, powoduje pęknięcie pęcherzyka Graffa i uwolnienie dojrzałej komórki jajowej, która następnie „przenosi” się do jajowodu, tym samym umożliwiając plemnikom zapłodnienie. Sam moment owulacji następuje zazwyczaj na około 24-36 godzin po gwałtownym skoku poziomu hormonu LH, zwykle pomiędzy 12-14 dniem cyklu menstruacyjnego (liczonym od pierwszego dnia wystąpienia miesiączki – jeśli przyjmiemy przy tym, że sam cykl trwa 28 dni).

Poza zmianami hormonalnymi istnieje także kilka innych sygnałów, które wysyła nasz organizm informując nas, że właśnie zbliżają się tzw. dni płodne – najbardziej odpowiednie na „spłodzenie” potomka. Temperatura naszego ciała wzrasta, szyjka macicy zmienia nieco swoją pozycję, sam śluz szyjkowy natomiast przybiera nieco inną formę i konsystencję – z mętnej, gęstej, na o wiele rzadszą i lepką (co ma również określoną funkcję i służy ułatwieniu dotarcia plemników do jajeczka w jak najkrótszym czasie). Ponadto, wiele kobiet skarży się wówczas na bóle podbrzusza lub pleców, przypominające te świadczące o nadchodzącej miesiączce. Niekiedy owulację poprzedza też senność, umiarkowane rozdrażnienie lub delikatne wahania nastroju (takie, jak przy PMS, czyli Zespole Napięcia Przedmiesiączkowego). Wiele kobiet zauważa także u siebie wystąpienie łagodnego plamienia (wówczas śluz przybiera postać nieco krwistą), co świadczy o tym, iż przed chwilą nastąpił moment pęknięcia pęcherzyka i uwolnienia jajeczka. Do jednego z „przyjemniejszych” symptomów wzrostu naszej płodności należy też bez wątpienia fakt, iż to właśnie wówczas zdecydowanie wzrasta nasza ochota na seks.

Wszystkie powyższe sygnały wysyłane przez nasz organizm mają jednak charakter bardzo indywidualny, zależny m.in. od uwarunkowań genetycznych, stanu zdrowia i trybu życia każdej kobiety. Przy doskonałej znajomości i dokładnej, częstej obserwacji naszego ciała, wielu z nas udaje się więc zauważyć chwilę, w której szansa na pojawienie się w naszym ciele upragnionego dzidziusia jest największa. Często jednak, ze względu na nasze zabieganie, zapracowanie, brak czasu, nieregularność cyklów miesięcznych lub problemy zdrowotne (objawiające się np. częstym występowaniem cyklu bezowulacyjnego), ten „właściwy” moment umyka naszej uwadze. Tutaj jednak z pomocą przychodzi świat techniki i nowoczesnych wynalazków z dziedziny farmacji, do których bez wątpienia należą testy i mikroskopy owulacyjne, różnego rodzaju suplementy i lubrykanty, a wreszcie – testy ciążowe – będące miernikiem naszych starań.

Test owulacyjny – do czego służy?

Jak sama nazwa wskazuje, test owulacyjny służy do dokładnego określenia momentu, w którym najprawdopodobniej u kobiety nastąpi owulacja. Do jego głównego zadania należy wskazanie poziomu hormonu LH w moczu, który na samym teście objawia się przy pomocy zabarwionych na określony kolor pasków: pierwszego, tzw. testowego i drugiego – kontrolnego. Jeśli wynik jest pozytywny (a więc w ciągu najbliższej doby nastąpi jajeczkowanie – i tym samym – istnieje spora szansa na zapłodnienie), oba paski mają wyraźny, ciemny odcień kolorystyczny. Podobnie jest również w przypadku, kiedy pasek testowy przybiera barwę nieco ciemniejszą niż „kontrolka”. Jeśli pasek testowy jest bledszy lub na naszym teście pojawiła się tylko jednak kreska, właściwy skok poziomu LH jeszcze nie nastąpił, albo owulacja została zakończona. Nie jest natomiast możliwy brak wyświetlenia się którejkolwiek z kresek – sytuacja taka świadczy o błędnie wykonanym teście lub jego braku zdatności do użytku.

Kiedy więc powinnyśmy wykonywać badanie, by jak najprecyzyjniej określić moment jajeczkowania? Jeśli nasz cykl miesiączkowy jest regularny i liczy „podręcznikowe” 28 dni, testy możemy zacząć wykonywać po 10 lub 11 dobach od wystąpienia krwawienia. W przypadku, kiedy cykle nasze cechuje nieregularność, sprawdzanie poziomu hormonów można rozpocząć już kilka dni wcześniej. Ponadto, do każdego opakowania zawierającego test dołączona jest szczegółowa informacja, zawierająca wskazówki danego producenta co do jego efektywności i najbardziej optymalnego sposobu użytkowania. Najprostszym rozwiązaniem będzie więc zapoznanie się z jego zaleceniami przed wykonaniem badania.

Wybieramy test dla siebie

Na rynku istnieje obecnie wiele rodzajów testów owulacyjnych, dostosowanych do indywidualnych potrzeb lub oczekiwań kobiet. Do najpopularniejszych w tej dziedzinie bez wątpienia należą testy paskowe, strumieniowe i kasetkowe. Nowością są z kolei tzw. mikroskopy owulacyjne. Czym one się różnią?

Testy paskowe – by precyzyjnie wykonać badanie za ich pomocą, należy zanurzyć je w pojemniczku ze świeżym moczem, „przytrzymać” je przez kilka sekund, a następnie odczekać kilka minut na wynik.

Testy strumieniowe – nieco łatwiejsze w użytkowaniu. By wykonać badanie poziomu hormonów, wystarczy je umieścić bezpośrednio pod strumieniem moczu.

Testy kasetkowe – złożone są pipety i płytki właściwej. Aby uzyskać wynik, należy za pomocą pipety nałożyć kilka kropel moczu na wyznaczone pole płytki.

Jak łatwo więc zauważyć, wszystkie testy wykonuje się badając nasz mocz. Jednocześnie producenci zalecają, by nie wykonywać badania tuż po przebudzeniu i unikać spożywania sporej ilości płynów na 2 godziny przed planowaną porą wykonania testu. Precyzyjność wyniku w sporym stopniu zależy bowiem także od konsystencji moczu, który nie może być ani zbyt gęsty, ani zbyt rozcieńczony.

Mikroskop owulacyjny – nowinka na rynku. Zasada jego działania nieco różni się od metod badawczych jego popularnych „poprzedników”. Przede wszystkim, nie bada on poziomu hormonów LH. Jego celem jest ustalenie poziomu estrogenów, które tuż przed owulacją również zwiększają swoje stężenie w naszym organizmie i tym samym zmieniają konsystencję elektrolitów w ślinie i śluzie szyjkowym. Kolejną różnicą jest fakt, iż w celu wykonania badania nie używamy moczu, jego oddanie o określonej porze nie jest więc konieczne. Na test wystarczy zaaplikować odrobinę śliny, a następnie powiększyć obraz, by dokładnie sprawdzić jej strukturę (kryształki elektrolitów będą o wiele liczniejsze i bardziej wyraźne w przypadku zbliżającej się owulacji). Dodatkowym atutem urządzenia jest też jego poręczność, wydajność i praktyczność – swoim wyglądem i wymiarami przypomina pomadkę do ust i można używać go wielokrotnie.

Razem czy osobno?

Kwestię wartą zastanowienia stanowi też sam zakup środków określających naszą płodność. Często w testy takie (podobnie jak testy ciążowe) zaopatrujemy się raczej spontanicznie, na krótko przed planowanym stosunkiem lub w momencie, kiedy chcemy uzyskać pewność co do naszych własnych obserwacji. Cóż jednak w przypadku, kiedy o dziecko staramy się już od dłuższego czasu i istotne jest dla nas, by nie przegapić ku temu żadnej okazji? Wiele sklepów  prowadzi obecnie sprzedaż nie tylko pojedynczych egzemplarzy, ale także całych zestawów – złożonych z samych testów owulacyjnych lub zawierających dodatkowo test ciążowy. Takie zestawy z całą pewnością są dla nas w tym przypadku o wiele bardziej wydajne i opłacalne.
Nareszcie od nas samych zależy więc, czy chcemy dokładnie zaplanować moment poczęcia naszego maleństwa, czy też pozostawić tę kwestię nieco bardziej spontanicznemu, malutkiemu uśmiechowi losu.

www.sklepstarania.pl


loading...

Możesz śledzić wszystkie odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał .

3 komentarzy do Testy owulacyjne – jak zaplanować przyjście dzidziusia?

  1. avatar Aga pisze:

    Do tej pory mi wystarczały testy paskowe, ale staramy się już dosyć długo, więc chyba też kupię Afrodytę. Po prostu na dłuższą metę będzie się to bardziej opłacać

  2. avatar Mila pisze:

    Również korzystam z mikroskopu, ale innej firmy – Afrodyta. Jestem z niego zadowolona podobnie jak ola

  3. avatar Ola pisze:

    To ja polecę Wam mikroskop owulacyjny. Można go kupić np. tutaj http://sfera-intymna.pl/staranie_o_dziecko/testy_owulacyjne_ciazowe_na_plec_dziecka/mikroskop_owulacyjny_fertilcontrol_light

    Dzięki niemu jestem już w 4 miesiącu ciąży, po dwóch cyklach starań ;)

Dodaj komentarz


Aleja handlowa

STOP

FORUM - bieżące dyskusje

Jaki kierunek studiów wybrać?
Mam znajomą, która w wieku 59 lat zmieniła branżę:) I świetnie sobie radzi:)
Oglądanie filmów w sieci
Ostatnio w ogóle nie mam na to czasu...:/ A iść do kina to...
Problemy z leczeniem w publicznej s…
Chyba też muszę sprawdzić, na co się leczyłam, żeby później nie było zaskoczenia ;)
Jak często się badać?
Oszczędność ma to do siebie że potem i tak trzeba zapłacić i to...