
a podobno nawet wpływa na produkcję komórek macierzystych skóry.Muszę przyznać, że efekty są wyjątkowo spektakularne – skóra staje się matowa i efekt ten utrzymuje się jeszcze dzień albo dwa po aplikacji. Drobne podrażnienia szybciej znikają, a cera staje się gładsza i ujednolicona kolorystycznie. Część osób twierdzi, że dużym problemem może być zapach maski, moim zdaniem jednak przypomina on zapach karmy dla papug albo kanarków i można go znieść bez większych problemów. Zwłaszcza dlatego, że maseczka zastyga na twarzy jak glinka i im bardziej schnie, tym słabszy zapach wydziela.
Jest to chyba najdziwniejszy z kosmetyków (jeśli tak można go określić), jakie do tej pory wypróbowałam i pewnie kupię go znowu za jakiś czas. Nie od razu, bo zauważyłam, że im częściej się to dziwadło stosuje, tym bardziej skóra się do niego przyzwyczaja i efekty przestają być tak zdumiewające.
Testowała:

Dominika – „kobieta pracująca”, żona, mama, mól książkowy, gaduła i optymistka. Lubię nowości i ciekawostki kosmetyczne, książki, konkursy, koty, szczury, kompot z truskawek… Może będzie prościej wymienić, czego NIE lubię – komarów, flaczków i nudy. Mój blog: http://bzeltynka.blogspot.com/ – typowo kobiecy. Recenzje kosmetyków i odrobina kulinariów. (nick: Bzeltynka)
Zobacz również
2 komentarzy














































cudowna maseczka już niedługo będzie w moim posiadaniu i wtedy na pewno napiszę opinię :)
A to bardzo ciekawa maseczka!!!Nie miałam pojęcia,że takie coś istnieje,choć jak widzę,ma właściwości matujące i regenerujące,musi być cudna :-)