Przejdź do treści
Książki

Katarzyna Fiołek: Tysiąc bieszczadzkich gwiazd – czasem trzeba wrócić tam, skąd kiedyś uciekło się najdalej

Bieszczady mają własny sposób na przechowywanie wspomnień. Chowają je między drzewami, w zapachu mokrego igliwia, w ciszy ścieżek, które po latach wciąż wydają się znajome. Można wyjechać, zmienić miasto, pracę, całe życie, a potem wystarczy jedno spojrzenie na dobrze znany krajobraz, aby wróciło coś, o czym bardzo długo próbowało się nie pamiętać...

Właśnie tak zaczyna się emocjonalna podróż Łucji – kobiety, która po dziesięciu latach wraca w Bieszczady i odkrywa, że nie wszystko, co zostawiła za sobą, rzeczywiście minęło.

Katarzyna Fiołek nie potrzebuje wielkich słów, żeby opowiedzieć o tęsknocie. W „Tysiącu bieszczadzkich gwiazd” uczucie ma raczej smak zimowego powietrza i ciepła bijącego od kominka niż romantycznego uniesienia z pocztówki. Śnieg przykrywa drogi, wieczory zapadają wcześnie, a Bieszczady nabierają tej szczególnej ciszy, która pozwala usłyszeć własne myśli. Jest w tej scenerii coś kojącego, ale również odrobinę niebezpiecznego, bowiem w ciszy znacznie trudniej uciec przed tym, co nosi się w środku.

Łucja przyjeżdża do Lutowisk z konkretnym planem. Ma sprzedać stary dom i wrócić do życia, które zbudowała gdzie indziej. Tyle że Bieszczady nie są już tylko adresem z przeszłości. Czeka w nich Janek – pierwsza wielka miłość, człowiek, którego miała zostawić za sobą na zawsze. Jedno spotkanie wystarcza, aby dawne emocje przestały być wspomnieniem, a stały się czymś boleśnie teraźniejszym. Problem polega na tym, że Janek ma wkrótce poślubić inną kobietę.

I właśnie tutaj powieść robi się ciekawsza niż zwyczajna historia o miłości, która po latach dostaje drugą szansę. Bo powrót Łucji nie jest przecież tylko powrotem do Janka. To także spotkanie z dawną sobą. Z dziewczyną, która kiedyś podjęła decyzję, od której zaczęło się całe jej późniejsze życie. Z marzeniami, których nie zrealizowała. Z ranami, których może nigdy właściwie nie nazwała. Z pytaniem, czy dorosłość zawsze oznacza, że trzeba pogodzić się z tym, co kiedyś zostało utracone.

To jeden z najładniejszych motywów tej książki – miejsce potrafi pamiętać za człowieka. Dom, góry, droga, znajome krajobrazy przechowują emocje, których nie da się zabrać ze sobą do wielkiego miasta i tam po prostu wyrzucić. Bieszczady Fiołek nie są więc wyłącznie romantycznym tłem. Mają własny rytm i własną obecność. Są trochę jak bohater, który nie mówi, ale doskonale wie, co wydarzyło się przed laty.

Relacja Łucji i Janka również nie została sprowadzona do prostego pytania: wrócą do siebie czy nie? Znacznie ważniejsze staje się to, co wydarzyło się przez te dziesięć lat. Ludzie się zmieniają. Pierwsza miłość pozostaje w pamięci niemal taka sama, ale osoby, które kiedyś się kochały, już takie same nie są. Spotkanie po latach oznacza więc nie tylko ponowne rozbudzenie uczucia, lecz także konieczność poznania siebie od początku.

Jest w tej historii dużo czułości, ale nie tej przesłodzonej. Raczej spokojnej, dojrzałej, trochę podszytej żalem. Fiołek dobrze wykorzystuje kontrast między tym, co ciepłe, a tym, co chłodne: ogień kominka i śnieg za oknem, bliskość i lata rozłąki, wspomnienie pierwszych pocałunków i świadomość, że życie zdążyło pójść dalej. Dzięki temu romantyczny ton nie staje się mdły. Przeciwnie – ma w sobie melancholię, która bardzo pasuje do bieszczadzkiej scenerii.

Szczególnie dobrze wypada temat drugiej szansy. Nie jako łatwego prezentu od losu, lecz jako możliwości, za którą trzeba zapłacić odwagą. Czasem powrót nie oznacza przecież odzyskania tego, co było. Czasem pozwala dopiero zrozumieć, dlaczego kiedyś trzeba było odejść. I być może właśnie dlatego „Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” można czytać nie tylko jako romans, ale też jako opowieść o wyborach, które podejmujemy zbyt młodo, by przewidzieć ich konsekwencje.

Tytuł pięknie współgra z atmosferą powieści. Gwiazdy w Bieszczadach wydają się bliższe, wyraźniejsze, niemal na wyciągnięcie ręki. Można potraktować je jak metaforę tego, co przez lata pozostaje gdzieś daleko, a jednak nigdy całkowicie nie znika. Czasem wystarczy jedna noc, jedno spojrzenie w niebo, jedno miejsce, do którego wraca się po latach, żeby przypomnieć sobie, czego naprawdę się pragnęło.

„Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” to książka dla tych, którzy lubią historie o powrotach, niewypowiedzianych uczuciach i miejscach, które znaczą więcej niż słowa. Dla osób, które wierzą, że pierwsza miłość nie zawsze musi pozostać wyłącznie pięknym wspomnieniem, ale też wiedzą, że ponowne spotkanie z przeszłością nigdy nie jest proste. To powieść otulająca, zimowa, pełna tęsknoty i ciepła – taka, przy której można na chwilę zwolnić.

A Bieszczady? Po tej historii trudno nie pomyśleć o nich jak o miejscu, do którego nie zawsze jedzie się po to, żeby coś znaleźć. Czasem jedzie się tam po to, żeby odnaleźć siebie sprzed lat i sprawdzić, czy nadal jest w nas coś z osoby, którą kiedyś byliśmy. I może właśnie dlatego niektóre drogi prowadzą nas bardzo daleko tylko po to, by pewnego dnia przyprowadzić z powrotem do domu.

Bieszczady to świat, który nie daje się poznać podczas jednej wizyty ani zamknąć w kilku pięknych fotografiach. Kto tutaj mieszka, ten wie, że góry mają własny rytm, a cisza potrafi powiedzieć więcej niż niejeden głośny zachwyt. To miejsce, które z czasem staje się częścią człowieka – i nawet po latach trudno przestać za nim tęsknić.

Od Wydawcy:

Katarzyna Fiołek ponownie zabiera czytelniczki w swoje ukochane góry! Kojące, oprószone śniegiem Bieszczady, są idealnym tłem dla nowych początków – w miłości i życiu.

A gdyby tej zimy rzucić wszystko i uciec w Bieszczady?

Łucja kiedyś zrobiła coś odwrotnego – uciekła z Bieszczadów i zostawiła tam chłopaka, który kochał ją najbardziej na świecie. Teraz, po dziesięciu latach, musi wrócić do Lutowisk. Tylko na chwilę. Sprzedać stary dom i znów zniknąć.
Ale Janek wciąż tu jest.
Jedno spojrzenie wystarcza, by wróciło wszystko, o czym Łucja próbowała zapomnieć: pierwsze pocałunki, wspólne marzenia, tęsknota i uczucie, które najwyraźniej nigdy nie wygasło. Jest tylko jeden problem – Janek wkrótce ma poślubić inną kobietę.

Wśród ośnieżonych połonin, zapachu igliwia i wieczorów spędzanych przy kominku granica między tym, co było, a tym, czego oboje wciąż pragną, zaczyna niebezpiecznie się zacierać.

Czy można przestać kochać kogoś, kto był twoją pierwszą wielką miłością? A może czasem trzeba wrócić na koniec świata, żeby dostać od losu drugą szansę?

Romantyczna, pełna tęsknoty opowieść o zimowych Bieszczadach i miłości, która przetrwała rozłąkę.

Książkę polecamy wraz z Wydawnictwem Muza

Często szukane

Preferencje plików cookies

✕

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.