Myślałam, że nie umiem gotować. Jeden eksperyment zmienił wszystko
dodał: Iwona Marczewska
Bohaterka tej historii postanowiła odbyć fascynującą podróż przez cały świat. Poznając różne kultury i smaki, najczęściej bez wychodzenia z domu, doświadczyła czegoś szczególnego. Rozszerzając kulinarne horyzonty przeżywa prawdziwą przygodę i smakuje życie! Poznajcie Anię, dajcie się zainspirować i usiądźcie z nią do stołu.
Lubiłam gotować zawsze, od dziecka, ale przez wiele lat traktowałam to bardziej jak element codzienności. Gotowanie nie było czymś niezwykłym, a powszednim. Było jednak przyjemnym obowiązkiem, ponieważ w moim domu rodzinnym jedzenie zawsze odgrywało ważną rolę.
Wiele czasu spędzałam w kuchni z mamą. To od niej nauczyłam się podstaw gotowania, cierpliwości i właściwego doboru składników. Wspólnie przygotowywałyśmy obiady, piekłyśmy ciasta i testowałyśmy nowe przepisy. Dokładałyśmy swoje trzy grosze do rodzinnych receptur, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jednak dopiero po wyprowadzce do swojego mieszkania wpadłam na pomysł, który całkowicie rozkochał mnie w gotowaniu.
Początkowo przygotowywałam potrawy, które znam z rodzinnego stołu. Są bezkonkurencyjne, ale poza domem miałam większe pole manewru. W domu menu dostosowane było do różnych potrzeb moich najbliższych. Dieta dla diabetyka, dieta dla sportowca, dieta dla najmłodszych. I takie opracowane rodzinne menu w domu się bardzo sprawdzało. U mnie początkowo również. Z czasem zaczęłam jednak więcej eksperymentować. Zapraszałam przyjaciół na kolacje i próbowałam nowych smaków. Im częściej wychodziłam poza utarte schematy, tym większą sprawiało mi to radość.

Pewnego dnia wpadłam na pomysł, który całkowicie zmienił moje podejście do gotowania. Postanowiłam poznawać świat przez kuchnię. Ustaliłam prostą zasadę. Każdej kuchni narodowej lub regionalnej poświęcę dwa miesiące. W tym czasie będę przygotowywać wyłącznie potrawy charakterystyczne dla danego kraju lub regionu świata. Chciałam nie tylko nauczyć się nowych przepisów, ale również zrozumieć kulturę, historię i codzienność ludzi, którzy je stworzyli. Zapowiadało to kulinarną przygodę.
Wielka podróż przez smaki
Swój eksperyment rozpoczęłam od Włoch. Przez dwa miesiące w mojej kuchni królowały świeże pomidory, bazylia, oliwa i sery. Przygotowywałam różne wersje risotto, cudowną lasagne, gnocchi, focaccię. I prawdziwe tiramisu. I pizzę! Robiłam samodzielnie różne rodzaje makaronów i sosów. Szybko odkryłam, że prawdziwa kuchnia włoska opiera się na prostocie i jakości składników, a nie na skomplikowanych technikach. Dojrzałe pomidory przywoziłam od mamy z ogródka. Oliwę sprowadzałam przez znajomych prosto ze słonecznej Italii. Kilka razy próbowałam robić prawdziwe gelato. Rano piłam cappuccino, rozkoszując się fenomenalną pianką. Znajomym podawałam po obiedzie espresso. Specjalnie kupiłam te małe urocze filiżaneczki z grubymi ściankami. Starałam się wykorzystać jak najwięcej składników importowanych z Włoch. Jedynie warzywa zawsze wybierałam lokalne. Chciałam naprawdę poczuć całą sobą Włochy.
Następnie przeniosłam się kulinarnie do Hiszpanii. Stawiałam na stole paellę, tortilla de patatas, gazpacho, croquetas i churros. Zafascynowała mnie kultura wspólnego jedzenia i celebrowania posiłków. Każde danie wydawało się zachęcać do rozmowy i spędzania czasu z bliskimi. No i to hiszpańskie wino, ach… Nie wytrzymaliśmy i ze znajomymi zrobiliśmy sobie wycieczkę do Barcelony. Stamtąd, wschodnim wybrzeżem dotarliśmy do Walencji. Nigdy nie jadłam tak doskonałych pomarańczy.
Kolejnym przystankiem, niestety tylko kulinarnie, była Grecja. Na stole pojawiały się musaka, souvlaki, horiatiki, dolmades i spanakopita. Zachwyciło mnie to, jak wiele smaku można wydobyć z prostych produktów. Świeże warzywa, nabiał, mięsa i aromatyczne zioła tworzyły połączenia pełne charakteru. Kuchnia śródziemnomorska jest moją największą miłością.
Niezwykłym wyzwaniem była dla mnie Turcja. Zawsze zachwycały mnie przebogato zastawione przystawkami stoły. I te słodkie desery podawane malutkimi porcjami. Poczułam, że muszę tego doświadczyć naprawdę i postanowiliśmy polecieć z przyjaciółmi do Stambułu. Musiałam to poczuć, posmakować, powąchać, żeby móc odtworzyć jak najdokładniej. Wrażenia niezapomniane. Wróciłam i z ogromną pieczołowitością zabrałam się do komponowania tureckiego menu.
Po krajach basenu Morza Śródziemnego przyszła pora na Austrię. Przygotowywałam sznycle wiedeńskie, tafelspitz, knedle morelowe, apfelstrudel i kaiserschmarrn. Była to kuchnia bardziej sycąca, ale jednocześnie niezwykle interesująca pod względem tradycji i historii.
A później palcem po mapie odwiedziłam Meksyk, gdzie nauczyłam się przygotowywać tacos, enchiladas, quesadillas i perfekcyjne, świeże guacamole. Przyszedł i czas na Indie z curry, dalem, butter chicken i naanem. W japońskiej kuchni najbardziej polubiłam ramen, okonomiyaki i onigiri. Ta kuchnia była dla mnie jedną z najtrudniejszych w przygotowaniu. Potrawy często wymagają prawdziwej precyzji, a składniki są trudniejsze w zdobyciu niż te z kuchni europejskich. Teraz poznaję smaki Tajlandii, pad thai, tom yum, zielone curry. Azjatyckie menu może nie jest tym, co zostanie ze mną na dłużej, ale eksperyment to eksperyment.
Każda nowa kuchnia oznacza nie tylko gotowanie. Kupuję lub wypożyczam książki kulinarne, czytam blogi podróżnicze i wyszukuję lokalne przepisy, wrzucane do sieci przez mieszkańców danego kraju. Oglądałam vlogi podróżnicze, reportaże oraz filmy pokazujące codzienne życie. Interesują mnie lokalne zwyczaje, święta i rodzinne tradycje związane z jedzeniem. Dzięki temu mam wrażenie, że choć na chwilę przenoszę się w inne miejsce na świecie.
Największą frajdą są jednak spotkania z przyjaciółmi. Regularnie organizuję wieczory tematyczne. Podaję charakterystyczne potrawy, rozmawiamy o kulturze danego kraju i dzielimy się ciekawostkami, które udało nam się znaleźć. Każda taka kolacja zamienia się w małą podróż bez opuszczania domu. Znajomi znoszą do mnie co mogą, żeby uczestniczyć w tej przygodzie.
Z czasem postanowiłam sprawdzić, jak naprawdę smakują dania, które próbowałam odtworzyć. Udało nam się odwiedzić Włochy, Hiszpanię, Turcję i Austrię. Było to niezwykłe doświadczenie. W wielu przypadkach odkrywałam, że przepisy znalezione w książkach różniły się od tych przygotowywanych przez mieszkańców. Często jedna potrawa miała wiele lokalnych wersji, bo kuchnia zależy nie tylko od kraju. Zmienia się wraz z jego regionem. To, co jest popularnym daniem na południu, może być nieco inaczej przyrządzane na północy. Może nawet mieć inną nazwę!
To nie koniec podróży
Ten eksperyment nauczył mnie czegoś bardzo ważnego. Kuchnia jest jednym z najlepszych sposobów poznawania świata. Pokazuje kulturę i codzienne życie mieszkańców danego miejsca. Dzięki niej łatwiej zrozumieć ludzi, którzy mieszkają tysiące kilometrów od nas.
Odkryłam również, że gotowanie rozwija otwartość i kreatywność. Nauczyłam się próbować, eksperymentować i szukać własnych rozwiązań. Każda nieudana potrawa stawała się lekcją, a każdy sukces zachęcał do dalszych poszukiwań.
Do wielu krajów jeszcze nie dotarłam. Na razie ogranicza mnie budżet, ale marzę o odwiedzeniu Japonii, Meksyku, Indii, Tajlandii i Bałkanów. Chciałabym spróbować tamtejszych dań przygotowanych przez lokalnych kucharzy i zobaczyć miejsca, które przez wiele miesięcy poznawałam dzięki książkom oraz internetowi.
Każdy nowy smak, zapach i potrawa stały się częścią podróży, która trwa do dziś i wciąż prowadzi mnie do kolejnych fascynujących miejsc.
nadesłała: Ania
Każda historia ma znaczenie.
Jeśli chcesz, by Twoja została usłyszana, napisz do nas: [email protected] z dopiskiem MOJA HISTORIA.
Listy można przesyłać anonimowo – czasem opowiedzenie prawdy to pierwszy krok do zmiany.






