Dorociński postanowił odnieść się do obu produkcji w obszernym wpisie na Instagramie. Zamiast podsycać rywalizację, wyraził radość z faktu, że widzowie podejmują temat. Trudno o lepsze podsumowanie zamieszania wokół jednej z najważniejszych polskich powieści.
Wyświetl ten post na Instagramie
Marcin Dorociński jako Wokulski
W nowej filmowej „Lalce” Marcin Dorociński wciela się w Stanisława Wokulskiego. To bohater, którego trudno zamknąć w jakimkolwiek schematycznym określeniu. Z jednej strony jest przedsiębiorczym przedstawicielem pokolenia transformacji. Człowiekiem czynu, społecznikiem, energicznym pozytywistą. Z drugiej pozostaje romantykiem, który potrafi podporządkować życie nieszczęśliwej miłości. Właśnie ta sprzeczność sprawia, że postać wciąż fascynuje kolejne pokolenia czytelników.
Dorociński nie próbował odtwarzać wcześniejszych wersji bohatera. W rozmowie z „GQ Poland” przyznał, że nie chciał inspirować się interpretacjami Wojciecha Jerzego Hasa ani Ryszarda Bera. Zamiast tego postanowił po prostu być Wokulskim. Pomogło mu poczucie bliskości z bohaterem. Aktor dostrzega między nimi podobieństwa, szczególnie w podejściu do pracy, przyjaźni i miłości.
W tej interpretacji Wokulski nie jest pomnikową postacią z obowiązkowej lektury. To człowiek, który próbuje odnaleźć się w świecie pełnym sprzeczności. Choć ambitny i stanowczy, w relacjach uczuciowych bywa onieśmielony. Szczególnie interesujące są momenty, w których jego pewność siebie zderza się z nieśmiałością wobec Izabeli Łęckiej.
Recenzenci zwracali uwagę na naturalność tej kreacji. Jacek Cieślak z „Rzeczpospolitej” określił filmowego Wokulskiego jako najbardziej sympatycznego w dotychczasowych ekranizacjach. W recenzji podkreślił również udany charakter obu nowych adaptacji, mimo różnic między nimi. To ważne, ponieważ Dorociński mierzył się z bohaterem mocno zakorzenionym w polskiej kulturze.
Nie bez znaczenia pozostaje także obsada filmu Macieja Kawalskiego. U boku Dorocińskiego występuje Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka. Marka Kondrata oglądamy natomiast w roli Ignacego Rzeckiego. Relacja Wokulskiego z Rzeckim opiera się na przyjaźni i wzajemnym szacunku. Aktor podkreślał, że współpraca z Kondratem była dla niego wyjątkowym doświadczeniem.
Od Hasa do Netflixa. Wszystkie najważniejsze ekranizacje „Lalki”
Pierwszą pełnometrażową adaptacją filmową była „Lalka” Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 roku. W Stanisława Wokulskiego wcielił się wówczas Mariusz Dmochowski. Izabelę Łęcką zagrała Beata Tyszkiewicz, a Ignacego Rzeckiego – Tadeusz Fijewski. Film Hasa do dziś pozostaje ważnym punktem odniesienia dla kolejnych twórców.
Następny wielki rozdział przyniosła telewizja. W latach 1977–1978 powstał serial „Lalka” w reżyserii Ryszarda Bera. Wokulskiego zagrał Jerzy Kamas, Izabelę Łęcką Małgorzata Braunek, a Rzeckiego Bronisław Pawlik. Serial pozwolił szerzej rozwinąć wątki powieści. Dzięki temu widzowie mogli dłużej obserwować bohaterów i ich skomplikowane relacje. Przez kolejne dekady te dwie realizacje stanowiły najważniejsze ekranowe punkty odniesienia. W 2026 roku sytuacja zmieniła się jednak diametralnie.
Warto pamiętać również o innych formach adaptacji. „Lalka” doczekała się między innymi realizacji teatralnych i musicalowej wersji z 2010 roku. Nie są one ekranizacjami filmowymi ani serialowymi, ale pokazują, jak różnorodnie można interpretować tę samą historię. Każda forma wydobywa inne emocje i pozwala spojrzeć na bohaterów z odmiennej perspektywy.
To właśnie siła literackiej klasyki. Powieść napisana w XIX wieku nadal inspiruje twórców, a jej bohaterowie nie tracą aktualności. Wokulski wciąż mierzy się z nierównościami społecznymi, ambicjami i uczuciem, które nie daje mu spokoju. Zmieniają się aktorzy, język kina i oczekiwania widzów. Pytania pozostają jednak zaskakująco podobne.
Dwie nowe „Lalki” i gorąca dyskusja
Wrześniowa premiera sprawiła, że „Lalka” ponownie znalazła się w centrum zainteresowania. Tym razem widzowie dostali dwie współczesne interpretacje tej samej historii. Najpierw na Netflixie pojawił się serial Pawła Maślony. W Stanisława Wokulskiego wcielił się w nim Tomasz Schuchardt, a Izabelę Łęcką zagrała Sandra Drzymalska. Następnie do kin trafił film Macieja Kawalskiego z Dorocińskim i Urzędowską.
Obie produkcje opowiadają o bohaterach Bolesława Prusa, ale robią to inaczej. Różnią się tonem, sposobem prowadzenia opowieści i artystycznymi wyborami. Serial Maślony proponuje swobodniejszą reinterpretację materiału literackiego. Film Kawalskiego stawia na kostiumowy rozmach i rozbudowany świat XIX-wiecznej Warszawy. Widzowie szybko zaczęli więc zastanawiać się, która wersja bardziej do nich przemawia.
W takich sytuacjach łatwo zapomnieć, że sztuka nie musi oferować jednej obowiązującej odpowiedzi. Każdy widz może mieć własnego Wokulskiego. Dla jednych najważniejsza będzie wierność literackiemu pierwowzorowi, inni docenią odważne pomysły i współczesny język opowieści. Jeszcze inni będą chcieli zobaczyć obie wersje bez konieczności wybierania zwycięzcy.
Właśnie dlatego reakcja Dorocińskiego okazała się tak interesująca. Aktor nie potraktował serialu jako konkurencji, którą trzeba pokonać. Przeciwnie, publicznie pogratulował jego twórcom i pochwalił pracę kolegów po fachu. W czasach internetowych sporów taki gest potrafi zwrócić uwagę.
„Każdy artysta ma prawo do reinterpretacji”. Dorociński zabrał głos na Instagramie
Po premierze filmu Marcin Dorociński opublikował na Instagramie obszerny wpis. Podziękował widzom i zachęcił ich do oglądania kinowej „Lalki”. Podkreślił także znaczenie frekwencji dla przyszłości polskiego kina. Pełne sale mogą pomóc producentom i dystrybutorom uwierzyć, że ambitne rodzime produkcje mają szansę odnieść sukces.
Aktor odniósł się również do dyskusji o obu produkcjach. Zwrócił uwagę, że spór o „Lalkę” jest dowodem zainteresowania literaturą. W swoim wpisie napisał:
„Czy jest coś piękniejszego niż naród, który debatuje o dziewiętnastowiecznej literaturze? Myślę, że Bolesław Prus gdzieś tam bardzo się cieszy.”
Ten komentarz nie był jedynie żartobliwą obserwacją. Dorociński zauważył, że rozmowy o klasyce mogą przyciągać uwagę osób, które na co dzień rzadko sięgają po literaturę. O „Lalce” rozmawiają teraz nie tylko miłośnicy książki. Dyskutują również widzowie kina, użytkownicy mediów społecznościowych i fani poszczególnych aktorów.
Najważniejsze słowa aktor napisał jednak na temat samej sztuki i jej formy:
„Każdy artysta ma prawo do reinterpretacji, zabawy, szaleństwa i przygody. (…) Bardzo bym chciał, żebyśmy potrafili rozmawiać o obu »Lalkach« kulturalnie, bez plemiennych wojen (…).”
W całej tej historii łatwo skupić się wyłącznie na porównywaniu. Kto lepiej zagrał? Kto mocniej oddaje romantyczną naturę Wokulskiego? Która ekranizacja bardziej przypomina lekturę? Takie pytania są naturalne, ale nie muszą prowadzić do wzajemnego podważania cudzej pracy. Dorociński przypomniał, że za każdym filmem stoją ludzie, ich wysiłek i emocje. Jego reakcja pokazała, że można być dumnym z własnej kreacji, a jednocześnie docenić pracę innych. To szczególnie ważne przy powieści, która od pokoleń wywołuje tak silne reakcje.
A widzowie? Mogą obejrzeć obie wersje, porównać je i wyrobić sobie własne zdanie. Mogą też wrócić do książki, żeby sprawdzić, jak sami wyobrażają sobie bohaterów. Jeśli właśnie do tego zachęci ich obecna dyskusja, Bolesław Prus rzeczywiście miałby powód do zadowolenia.
Zobacz również






































































