Gosia Hulisz: Tam, gdzie kończy się tor lotu – czasem trzeba odważyć się polecieć dalej
dodał: Marta Dudzińska
Lot trwa zaledwie kilka sekund. Człowiek rozpędza się, odbija od progu i przez chwilę pozostaje zawieszony między ziemią a niebem. Potem przychodzi lądowanie. Właśnie ten moment – znacznie mniej widowiskowy niż sam lot – wydaje się najlepszą metaforą debiutanckiej powieści Gosi Hulisz. Tam, gdzie kończy się tor lotu przypomina bowiem, że najważniejsze rzeczy w życiu często zaczynają się dopiero wtedy, kiedy kończy się to, co znane.
To powieść obyczajowa, której osobliwością jest świat skoków narciarskich. Nie został wybrany przypadkowo ani potraktowany jako egzotyczna dekoracja dla historii miłosnej. Gosia Hulisz od lat jest kibicką tego sportu, zna nazwiska zawodników i śledzi konkursy, a pomysł na książkę wyrósł właśnie z tej pasji. Dzięki temu skoki są częścią emocjonalnego krajobrazu powieści – przestrzenią marzeń, oczekiwania, ryzyka i niezwykłej koncentracji na krótkiej chwili, od której może zależeć bardzo wiele.
Zosia, główna bohaterka, jest wrażliwą romantyczką próbującą utrzymać równowagę w codziennym życiu. Jej fascynacja skokami sprawia, że sport staje się dla niej czymś więcej niż niedzielnym oglądaniem zawodów. Szczególnie ważny okazuje się wyjazd w Tatry na zawody Pucharu Świata. To właśnie tam codzienność zaczyna spotykać się z czymś, czego nie da się zaplanować – z emocją, zauroczeniem, możliwością zmiany.
I chyba tutaj kryje się najładniejszy pomysł tej książki. Skoki narciarskie są przecież sportem paradoksalnym. Wszystko zaczyna się od przygotowania, kontroli i dyscypliny, ale przychodzi chwila, w której trzeba zaufać ruchowi i pozwolić sobie na lot. Nie można w nieskończoność stać na progu. W życiu jest podobnie. Można długo analizować, przewidywać konsekwencje, zabezpieczać się przed rozczarowaniem. W pewnym momencie jednak trzeba się odbić.
Dlatego Tam, gdzie kończy się tor lotu można czytać jako opowieść o odwadze, ale nie tej spektakularnej. Bardziej interesuje autorkę odwaga codzienna – decyzja, żeby dopuścić do siebie możliwość szczęścia, zrobić coś pierwszy raz, wyjść poza własne przyzwyczajenia. To szczególnie bliskie bohaterce, której wrażliwość nie jest przedstawiona jako słabość, przeciwnie – staje się sposobem patrzenia na świat.
W książce ważne miejsce zajmuje także miłość. Nie jako cukierkowa nagroda czekająca na końcu drogi, ale jako doświadczenie, które potrafi człowieka wytrącić z bezpiecznej równowagi. To ciekawsze ujęcie, ponieważ prawdziwe uczucie rzadko przychodzi w momencie, kiedy jesteśmy na nie idealnie przygotowani. Czasem pojawia się właśnie wtedy, kiedy życie wydaje się już poukładane i kiedy nauczyliśmy się nie oczekiwać zbyt wiele.
Warto przy tym pamiętać, że jest to debiut literacki Gosi Hulisz. Powieść wyrasta z osobistej fascynacji autorki skokami narciarskimi, ale jej przesłanie zostało sformułowane znacznie szerzej: marzenia nie mają terminu ważności, a czasem potrzebują jedynie odwagi, by zrobić pierwszy krok. To zdanie dobrze określa emocjonalny ton książki, nie sprowadzając jej przy tym do banalnej historii o „spełnianiu marzeń”.
Interesujące jest również miejsce, z którego ta historia się wywodzi. Powieść narodziła się w Inowrocławiu i tam powstawały kolejne jej rozdziały, choć emocjonalny świat książki prowadzi czytelnika także w stronę Tatr. Ten kontrast ma swój urok: zwyczajne, codzienne miejsce początku opowieści spotyka się z przestrzenią kojarzoną z wysokością, lotem i sportowym napięciem.
Na rynku literatury obyczajowej, w którym motyw romantycznego wyjazdu i niespodziewanego uczucia pojawia się często, książkę wyróżnia przede wszystkim nietypowe środowisko skoków narciarskich oraz autentyczna pasja autorki. To ważna różnica. Sport nie jest tutaj doklejony do fabuły tylko po to, żeby nadać jej oryginalności. Jest źródłem emocji i metafor, dzięki którym historia zyskuje własny rytm.
Komu polecamy? Przede wszystkim czytelniczkom, które lubią powieści obyczajowe z romantycznym wątkiem, ale szukają w nich czegoś mniej oczywistego. Z pewnością odnajdą się tutaj miłośniczki skoków narciarskich, dla których znajome nazwiska, atmosfera zawodów i świat sportowych emocji będą dodatkową przyjemnością. Ale książka może trafić także do osób, które nigdy nie śledziły konkursu skoków – ponieważ jej prawdziwym tematem nie jest sport, lecz moment, w którym człowiek musi zdecydować, czy pozostanie na bezpiecznym progu, czy jednak zaufa sobie i skoczy.
Tam, gdzie kończy się tor lotu ma w sobie więc coś więcej niż obietnicę romantycznej historii. Przypomina, że życie nie składa się wyłącznie z przygotowań. Nie można wiecznie stać przed własnym progiem startowym, czekając na idealny moment. Czasem trzeba się odbić, nawet jeśli nie wiemy jeszcze, gdzie dokładnie wylądujemy.
I może właśnie dlatego tytuł brzmi tak dobrze. Bo „koniec toru lotu” nie musi oznaczać końca. Może oznaczać miejsce, od którego zaczyna się zupełnie inna droga.


