No to teraz co by było, gdybyś weszła w tych butach do tego samego sklepu na zakupy?
Byłam w podobnej sytuacji co Justyna. Z chłopakiem byliśmy na spacerze. Kupił soczek wiśniowy. Potem weszliśmy do Żabki po coś słodkiego. Przy kasie stała akurat żona szefa i zrobiła awanturę, że za to trzeba zapłacić. Chłopak tłumaczy jej, że weszliśmy z tą butelką, ona z pyskiem. Podchodzę do półki z sokami, oglądam dokładnie wszystkie soczki tej marki, a stały ściśnięte jeden przy drugim, nie brakowało żadnej butelki i stwierdzam, że ona nawet takiego soku w sklepie nie ma. Zaczęła krzyczeć na mnie, że ja jej nie będę mówić co ona ma, a czego nie, bo ona wie lepiej.
Sok wiśniowy(nie chodzi o taki skoncentrowany syrop, tylko zwykły gotowy do picia), przynajmniej w moim mieście, jest trudno dostępny i w tym sklepie nigdy go nie było i nie ma po dziś dzień. pokłóciłam się z nią i wyszliśmy. Oczywiście nie zapłaciliśmy jej, bo za co?



