Stacia Stark: Okrutny sen – są takie sny, z których lepiej się nie budzić
dodał: Marta Dudzińska
Niektóre koszmary mają to do siebie, że po przebudzeniu jesteśmy szczęśliwi, że się skończyły. Z Okrutnym snem Stacii Stark jest odwrotnie. Im dalej wchodzimy w tę historię, tym mniej chcemy się z niej wydostać. Jest w niej coś z ciemnego lasu o zmierzchu, kiedy jeszcze widzimy ścieżkę, ale nie mamy już pewności, co porusza się między drzewami. Jest magia, jest strach, są sekrety i jest mężczyzna, któremu rozsądna kobieta nie powinna ufać. Oczywiście Madinia robi dokładnie to, czego rozsądna kobieta robić nie powinna – zaczyna się nim interesować.
Madinia nie trafia do tej historii jako niewinna dziewczyna czekająca, aż ktoś ją uratuje. Przeciwnie. Za nią trzy lata niewoli, tortur i milczenia. Wie, gdzie ukryty został grymuar, którego moc może zmienić układ sił, dlatego uczyniła z własnych wspomnień skrytkę. To bardzo dobry punkt wyjścia dla bohaterki – jej największą bronią nie jest miecz, lecz tajemnica.
I wtedy pojawia się Calysian. Nie wybawca. Nie książę na białym koniu. Raczej ktoś, kto mógłby przyjechać na czarnym koniu i przy okazji zabrać ze sobą wszystkie problemy. Jest piękny, bezczelny, niebezpieczny i zdecydowanie zbyt pewny siebie. Przede wszystkim jednak chce tego samego, czego pilnuje Madinia. Ich sojusz rodzi się więc nie z zaufania, lecz z konieczności. I właśnie dlatego działa.
Między nimi nie ma tej irytującej pewności, że dwoje ludzi od pierwszego spotkania wie, iż są sobie przeznaczeni. Jest za to ostrożne obchodzenie się z cudzymi sekretami, złość, przyciąganie i ciągłe pytanie: „Czy właśnie mnie okłamujesz?”. Stark dobrze wykorzystuje napięcie między bohaterami. Ich rozmowy mają pazur, a relacja rozwija się wystarczająco wolno, żeby czytelnik naprawdę chciał zobaczyć, co wydarzy się za kolejnym zakrętem. Zagraniczni odbiorcy szczególnie doceniają właśnie tę chemię, motyw enemies to lovers, wymuszony sojusz i ukryte tożsamości.
Największą siłą Okrutnego snu jest jednak atmosfera. Stark nie zasypuje czytelnika opisami, tylko tworzy świat, w którym niemal cały czas czuć lekkie napięcie. Coś jest ukryte. Ktoś kłamie. Jakaś prawda dopiero czeka, żeby wyjść na światło. Grymuary, pradawne moce, bogowie, magia, zemsta i tajemniczy mężczyzna tworzą dokładnie ten rodzaj romantasy, który nie wymaga od czytelnika ciągłego studiowania mapy. To książka przede wszystkim o emocjach, relacjach i sekretach, nie o budowaniu wielkiego, precyzyjnego jak zegarek uniwersum.
Okrutny sen jest pierwszym tomem nowego cyklu, ale znajomość poprzedniej serii może okazać się dużym ułatwieniem. Warto o tym pamiętać, aby nie żałować rozpoczęcia od spin-offu, bowiem pewne elementy uniwersum są czytelniejsze w odpowiedniej kolejności.
To nie jest idealna romantasy. I bardzo dobrze. Okrutny sen nie próbuje udawać powieści, którą należy podziwiać z poważną miną. Ma przede wszystkim wciągać. Ma zostawić po sobie ten przyjemny rodzaj książkowego głodu, kiedy człowiek mówi „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientuje się, że właśnie zrobiła się druga w nocy. Stark wie, jak budować napięcie i kiedy podsunąć czytelnikowi kolejną tajemnicę. Wie również, jak zakończyć tom tak, żeby zamiast spokojnie zamknąć książkę, człowiek przez chwilę patrzył na ostatnią stronę z niedowierzaniem.
W książce zachwycają właśnie zwroty akcji i mocny cliffhanger. Czy wszystko tutaj jest dopracowane? Nie. Czy świat mógłby być głębszy? Zdecydowanie. Czy niektóre rozwiązania korzystają z dobrze znanych romantasyowych tropów? Owszem. Ale jest w tej książce coś ważniejszego niż oryginalność każdego pojedynczego elementu – chemia między bohaterami i umiejętność stworzenia nastroju, w którym naprawdę chce się zostać.
Okrutny sen przypomina więc nocny spacer po lesie. Wiesz, że rozsądniej byłoby zawrócić. Wiesz, że za kolejnym drzewem może czekać coś, czego wolałabyś nie spotkać. A jednak idziesz dalej, bo właśnie tam, w ciemności, zaczyna się najciekawsza część historii. I chyba na tym polega największy urok książki Stacii Stark: nie obiecuje bezpiecznej podróży. Obiecuje, że warto się zgubić.
Od Wydawcy:
Kiedyś pomogłam ocalić królestwo. Teraz jestem uwięziona w więzieniu z cierni i koszmarów.
Moja zbrodnia? Znajomość miejsca ukrycia potęgi, która mogłaby zmienić świat. A ja przysięgłam bronić go za wszelką cenę. Ten sekret to jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu.
Nagle pojawia się on. Piękny. Bezlitosny. Mroczne, nieprzeniknione oczy. Niebezpiecznie łobuzerski uśmiech. Nie przybył po to, by mnie ratować. Chce zdobyć sekret dla siebie – i zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze.
Nie mam wyboru: muszę zawiązać kruchy, tymczasowy sojusz z mężczyzną, któremu nigdy nie będę mogła zaufać. Ponieważ stawką jest coś więcej niż tylko skradziona księga czy dawne urazy. A za jego maską swobodnego uroku kryje się coś znacznie groźniejszego niż żądza władzy.
Coś, co może zniszczyć nas wszystkich.







