Natasza Urbańska w ogniu krytyki po Sopocie. Widzowie bez litości: „To nie był repertuar dla niej”
dodał: Marta Dudzińska
Miał być wielki sceniczny moment, a wyszła dyskusja o tym, czy nawet najbardziej doświadczona gwiazda powinna śpiewać wszystko, co dobrze wygląda w programie. Natasza Urbańska pojawiła się na sopockiej scenie z repertuarem, który wymaga nie tylko pewności siebie, ale przede wszystkim ogromnych możliwości wokalnych. I właśnie tutaj zaczęły się schody.
Po występie w sieci szybko pojawiły się krytyczne komentarze. Widzowie zwracali uwagę na sposób wykonania, wokalne możliwości artystki i przede wszystkim na niedopasowanie piosenki do jej głosu. Zamiast zachwytu nad scenicznym show pojawiły się pytania, czy tym razem Urbańska nie postawiła sobie poprzeczki zwyczajnie zbyt wysoko.
Wyświetl ten post na Instagramie
Bo jest coś takiego jak artystyczne ryzyko. Czasami działa. A czasami widz już po pierwszych taktach zaczyna zastanawiać się, dlaczego artysta wybrał właśnie ten utwór.
Wielka scena, wielkie ambicje i jeden problem
Natasza Urbańska od lat udowadnia, że na scenie czuje się jak u siebie. Śpiewa, tańczy, występuje w musicalach, prowadzi programy i nie boi się dużych wyzwań. Problem polega na tym, że przy takim doświadczeniu publiczność oczekuje również wokalnej precyzji. A tej — zdaniem części widzów — tym razem zabrakło.
Kiedy wybiera się piosenkę wymagającą określonej barwy, skali czy siły głosu, nie wystarczy sama charyzma. Nie wystarczy też perfekcyjna stylizacja, choreografia i pewność siebie. Publiczność słucha i potrafi być bezlitosna.
W komentarzach pojawiły się głosy, że Urbańska zdecydowała się na utwór, który zwyczajnie nie pasował do jej możliwości. Nie chodzi więc o to, że artystka nie potrafi śpiewać. Chodzi o zły dobór materiału, który zamiast podkreślić jej atuty, uwypuklił słabsze strony. A to na dużej scenie słychać wyjątkowo wyraźnie.
Nie każda piosenka jest dla każdego głosu
To jedna z najstarszych zasad sceny, o której czasami zapominają nawet bardzo doświadczeni artyści. Piosenka może być fantastyczna. Może być przebojem. Może robić piorunujące wrażenie w wykonaniu oryginalnego artysty. Ale to jeszcze nie oznacza, że będzie pasowała każdemu.
I właśnie tutaj krytycy występu Urbańskiej znaleźli punkt zaczepienia. Bo zamiast pytania: „Czy Natasza Urbańska potrafi śpiewać?”, znacznie ciekawsze jest inne: „Czy Natasza Urbańska wybrała piosenkę, którą rzeczywiście powinna śpiewać?” To ogromna różnica. Dobry wokalista nie tylko wie, jak śpiewać, wie również, co śpiewać. Potrafi dobrać tonację, interpretację, tempo i repertuar do własnej barwy. Wie, kiedy zachwycić mocą, a kiedy zbudować emocje subtelnością.
Jeśli natomiast utwór wymusza sposób śpiewania, który nie jest naturalny dla wykonawcy, nawet ogromny talent może zostać przykryty przez niedopasowanie.
Publiczność nie kupuje już wszystkiego
Jeszcze kilka lat temu duże nazwisko i wielka scenografia mogły wystarczyć, żeby występ został odebrany jako wydarzenie. Dzisiaj widzowie są znacznie bardziej wymagający. Słuchają występów na słuchawkach. Porównują je z oryginałami. Analizują nagrania. Komentują każdy fałsz, każdą zmianę tonacji i każdy moment, w którym głos nie radzi sobie z materiałem. Internet zrobił z publiczności zbiorowego recenzenta. I czasami ten recenzent jest naprawdę okrutny.
W przypadku Urbańskiej nie brakuje jednak również głosów broniących artystki. Jej zwolennicy przypominają, że jest przede wszystkim artystką sceniczną, której występy łączą śpiew, taniec, aktorstwo i widowisko. Nie każdy jej występ musi być wokalnym popisem na miarę konkursu dla najlepszych głosów. To argument, którego również nie należy całkowicie ignorować.
Tyle że wtedy trzeba zadać kolejne pytanie: Czy podczas koncertu publiczność ma oceniać całe show, czy przede wszystkim śpiew?
Urbańska lubi efekt „wow”, ale to za mało
Największą siłą Nataszy Urbańskiej jest bez wątpienia sceniczna energia. Ona nie wychodzi na scenę po to, żeby stać przy mikrofonie i spokojnie odśpiewać piosenkę. Ona chce zrobić widowisko i często właśnie to jest jej największym atutem. Ale widowisko może też odwrócić uwagę od problemów wokalnych tylko do pewnego momentu. Jeśli piosenka jest zbyt trudna dla konkretnej barwy głosu, choreografia tego nie naprawi. Efektowny kostium tego nie naprawi. Światła również nie.
I właśnie dlatego część widzów odebrała sopocki występ jako przykład sytuacji, w której ambicja artystyczna okazała się większa niż możliwości wokalne potrzebne do udźwignięcia wybranego utworu. To może boleć. Ale jest to również cenna lekcja dla każdego wykonawcy. Jeśli po występie wszyscy rozmawiają o tym, czy artystka w ogóle dała radę zaśpiewać, to znak, że z wyborem repertuaru prawdopodobnie coś poszło nie tak.


