Z moją da się żyć, po prostu muszę czasem wytrzeć miejsce na którym siadam, kurek który ktoś dotykał, czy wziąć klamkę przez rękaw, machnąć ręką czy coś tam. Kiedyś nie mogłam dotknąć niczego jeśli tego nie wytarłam, wpadałam w złość gdy ktoś się o mnie otarł.
Znam też dobrze kogoś, kto ma nerwicę lękową, która nie pozwalała oddalać się od domu dalej niż 300 m, a próby zwiększenia odległości kończyły się atakiem. Osoba ta leczyła się prywatnie za duże pieniądze. Pewnego dnia trafiła do szpitala, gdzie powiedziano jej, że leki, ktore bierze wogóle nie są na tę przypadłość. Jakaś małpa, ktora pewnie kupiła sobie dyplom, brała co tydzień pół bańki za wizytę i przepisywała strasznie drogie leki, a efektow nie było. Jak dla mnie powinna mieć sprawę w sądzie, oddać całą kasę i zapłacić odszkodowanie za stracone lata i zdrowie, może nawet stracić prawo do wykonywania zawodu, bo pewnie innych pacjentów też tak leczyła. Próbowano nawet hipnozy, ale baba okazała się drogą szarlatanką ze stolicy.
Po zmianie lekarza i leków widać poprawę, odległość od domu zwiększona tak bardzo, że ta osoba może swobodnie chodzić po całym mieście, tyle że na razie poza miasto nie da rady wyjechać, a ataki są sporadyczne. Ojciec mojej koleżanki, osoba znana i na stanowisku, miał ten sam problem, a w związku z pracą musiał wyjeżdżać. Przemógł się i oddał do prywatnej kliniki specjalizującej się w takich zaburzeniach, wyleczyli go.