O tak, moje osiedle pełne jest domów, w których mieszka już tylko starsze małżeństwo lub sama ona, a nawet całkiem pustych, a kiedy byłam mała one wszystkie były pełne. Wszystkie.
W moim domu jest dziewięć pokojów, trzy łazienki i dwie kuchnie, dwa garaże, ogród. Dom ma cztery kondygnacje (piwnica, parter, piętro I, piętro II). Wiecie ile to schodów? To za dużo jak na dwoje starszych ludzi.
Wiele domów tutaj tak wygląda, ponieważ dwie uliczki mają identyczne budownictwo, ale reszta osiedla także jest opustoszała, bo z tego miasta wyjechało mnóstwo młodych ludzi.
Alternatywą na starość jest sprzedaż albo wynajem domu i wyprowadzenie się gdzieś, gdzie jest winda, mniejszy metraż, jednak jakoś nikt tego nie robi. Raptem dwie starsze panie wynajmują pokoje pracującym osobom i to wszystko. Nie wyprowadził się nikt z tych starszych osób, tylko ich dzieci i wnuki. Starsi zostali w dużych domach sami. Wyjątkiem są bezpośredni sąsiedzi, którzy wyjechali na stałe za granicę, zostawiając dom córce, która założyła rodzinę. Do tego miasta chyba nawet nikt nie chce przyjechać i nikt tu raczej nie szuka domu, nie ma więc komu tego sprzedać. Moje osiedle bardzo się zmieniło przez te trzydzieści lat.
Budowano domy z myślą o bieżących potrzebach i planach, ale w życiu wiele się zmienia, zmieniają się potrzeby, a dom zmienić nie tak łatwo, zwłaszcza jeśli ktoś ma szczególny sentyment do tego "swojego miejsca na ziemi".
Pytanie czy w takiej sytuacji, przy założeniu, że ktoś pozostaje w rodzinnym mieście, zostawić rodziców samych w domu czy po prostu zająć jedno z pięter, które w zasadzie ma warunki, by stanowić samodzielne mieszkanie?
Dwie z moich sióstr się wyprowadziły. Jedna założyła rodzinę, wynajmują mieszkanie, druga zajęła mieszkanie otrzymane przez naszego ojca w spadku. Zostaliśmy we czworo: rodzice, ja i siostra. Rodzice mają problemy ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. Myślę, że ktoś musi tu być i będzie to siostra, która właściwie nie ma żadnego planu na życie... myślę też, że to oni będą się z nią męczyć, a nie ona z nimi.
Uwierzcie Dziewczyny, nie zawsze jest tak, że to starsi ludzie są uciążliwi i nieznośni. Czasami są oni bardziej poczciwi niż sfrustrowani przedstawiciele kolejnego pokolenia.