Wspólna inicjatywa zjednoczyła sąsiadów – historia o tym, jak silna może być mała społeczność
dodał: Iwona Marczewska
Okazuje się, że nawet w środku miasta można tworzyć przestrzeń pełną życia. Czasem jeden pomysł i kilka osób gotowych go wspierać potrafi zmienić przestrzeń i życie całej społeczności. Poznajcie historię małej rabatki, dzięki której rozkwitła współpraca między sąsiadami.
Od lat mieszkam na osiedlu, gdzie spokój jest największą zaletą. Zawsze uważałam, że to dobre miejsce do życia. Dobrze skomunikowane, bezpieczne, trochę taki azyl w środku miasta. Kultura osobista mieszkańców sprawia, że otoczenie jest zadbane. Nie ma tutaj aktów wandalizmu w postaci napisów na ścianach. Nikt nie hałasuje, każdy sprząta po swoim pupilu i mówi sąsiadom dzień dobry.
Historia małego ogrodu pani Zosi
Przez lata na terenie przed naszym blokiem kwitła rabatka pielęgnowana przez starszą panią. Sąsiadka, która z pasją dbała o każde kwiatki, była niezwykle uprzejmą osobą. My, pozostali mieszkańcy, wiedzieliśmy, że to jej mała radość. Pozwalaliśmy, by troszczyła się o rośliny, mimo że seniorka nie wystąpiła o formalną zgodę na prowadzenie ogródka. Nikt jednak nie miał serca zabronić jej prowadzenia rabatki. Wręcz przeciwnie, więc czasem ktoś przyniósł cebulki, narzędzia, pomógł podlać, uśmiechnął się. Kwiatowa grządka nikomu nie przeszkadzała i tak naprawdę cieszyła oczy wszystkich. Czyniła otoczenie bardziej przyjemnym i piękniejszym.
Po śmierci pani Zosi poczułam, że zniknęła nie tylko rabatka, ale i część ducha osiedla. Kiedy pani Zofia odeszła, rabatka zaczęła zamierać. Pojawiły się chwasty, uschnięte kwiaty, ogólnie smutny widok. I wtedy pomyślałam, że nie możemy tego tak zostawić. Wiedziałam, że coś da się zrobić, ale też wiedziałam, że nie zrobię tego sama. Wystąpiłam więc z pomysłem do wspólnoty – zróbmy wspólny skwer z ogrodem kwiatowym i strefą relaksu.

Sąsiedzi w akcji
Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale ku mojemu zaskoczeniu wszyscy zgodzili się pomóc. I tu zaczęła się zabawa! Sąsiad, właściciel warsztatu stolarskiego, zaoferował, że zrobi nam trwałe leżaki. Takie mocowane na stałe, żeby można było siadać bez strachu, że zaraz się rozpadną. Inna sąsiadka, pracownica pobliskiego sklepu ogrodniczego, przywiozła sadzonki. A brat jeszcze innego sąsiada, który prowadzi szkółkę roślin ozdobnych, przyniósł kilka naprawdę pięknych krzewów. Chęć uczestnictwa zgłosiło wielu sąsiadów. Zrzuciliśmy się na wszystko z własnej kieszeni, żeby podzielić koszty. Po rozłożeniu okazały się śmiesznie niskie.
Razem ustaliliśmy, gdzie będą rabatki, jak je ogrodzimy, jakie kwiaty posadzimy. Powstały małe płotki, które podkreślały granice ogrodu. A ja włączyłam w projekt swoje doświadczenie w aranżacji zieleni, żeby rabatki były atrakcyjne przez cały sezon. Oczywiście nie obyło się bez drobnych katastrof – coś nie wzeszło, coś nie wyszło, coś zmarniało. Śmialiśmy się z tego wszystkiego, ale dzięki staraniom rabatka w końcu przestała wyglądać jak dziki kąt. Zupełnie jakby pani Zosia nadal nad nią czuwała.
W misję w mniejszym lub większym stopniu zaangażowali się niemal wszyscy. Nawet dzieciaki, co było dla mnie ogromną radością. Codziennie patrzyłam, jak dzieci podlewają swoje sadzonki, a starsi mieszkańcy rozsiadają się na leżakach, rozmawiają, obserwują. I nagle nasz mały skrawek ziemi stał się czymś więcej – miejscem spotkań, rozmów, kontaktu.
Miejsce, które łączy ludzi
Dziś ogródek jest sercem osiedla. Sąsiedzi co roku mają nowe pomysły. Każdy dorzuca coś od siebie i wszyscy uczymy się od siebie nawzajem. Ten projekt udowodnił, że nie trzeba wielkiego planu ani budżetu, żeby coś zmienić. Wystarczy pomysł, chęć działania i ludzie, którzy chcą dołączyć. Czasem najmniejszy gest może odmienić przestrzeń i życie całej społeczności. Dziś nasz skwer to nie tylko ogród – to symbol współpracy. Każdy, kto przychodzi do naszego ogrodu, zostawia uśmiech, mały gest pomocy lub dobry pomysł – i wszystko to wraca z podwójną siłą.
nadesłała: Magdalena M.
Każda historia ma znaczenie.
Jeśli chcesz, by Twoja została usłyszana, napisz do nas: [email protected] z dopiskiem MOJA HISTORIA.
Listy można przesyłać anonimowo – czasem opowiedzenie prawdy to pierwszy krok do zmiany.








