Wasilij Machanienko: Alchemik. Miasto Umarłych – fantastyczny świat rządzący się zasadami gry
dodał: Marta Dudzińska
Są książki, które zapraszają do fantastycznego świata, i są takie, które od pierwszych stron każą przyjąć jego zasady. „Alchemik. Miasto Umarłych” Wasilija Machanienki należy do tej drugiej kategorii. Tutaj gra nie jest rozrywką uruchamianą na ekranie, od której można odejść po kilku godzinach. Jest rzeczywistością. Prawem świata, częścią historii ludzkości i systemem, którego reguł nie można po prostu wyłączyć.
To bardzo ciekawy punkt wyjścia dla LitRPG. Machanienko nie korzysta wyłącznie z dobrze znanego pomysłu „bohater trafia do gry”. Odwraca go. Gra pojawiła się w świecie ludzi tysiące lat wcześniej, a kolejne pokolenia zdążyły uznać ją za coś naturalnego. Nikt już właściwie nie pamięta, jak wyglądała rzeczywistość przed jej nadejściem. W rezultacie fantastyka staje się tutaj nie tyle alternatywnym światem, ile codziennością, w której trzeba się nauczyć żyć.
Na tym tle pojawia się Tajlin Właszyc – młody bohater, któremu daleko do klasycznego herosa rozpoczynającego swoją wielką przygodę z pełną świadomością własnego przeznaczenia. Jego perspektywa dobrze pasuje do konstrukcji powieści. Nie oglądamy świata z wysokości kogoś, kto od razu rozumie wszystkie jego mechanizmy. Jest raczej poczucie zagubienia, konieczność uczenia się reguł i stopniowe odkrywanie, że pod pozornie uporządkowaną rzeczywistością kryje się znacznie więcej.
Najbardziej interesuje właśnie sam świat. To on potrafi przyciągnąć mocniej niż pojedyncze wydarzenia. Imperatorzy, przeciwnicy, magia, rozwój postaci i zasady przypominające mechanikę gier tworzą rzeczywistość, w której niemal każda decyzja ma konsekwencje. Nie jest to świat dla ludzi przyzwyczajonych do bezpiecznego spaceru po fantastycznej krainie. Tutaj trzeba znać reguły, obserwować otoczenie i rozumieć własne możliwości.
Ciekawie wypada również alchemia, która nie została potraktowana jako zwykły dodatek do efektownej fantastyki. Właśnie wokół niej budowana jest jedna z najbardziej charakterystycznych mechanik tej historii. System kart, rozwijanie możliwości bohatera i elementy znane z gier sprawiają, że powieść ma bardzo wyraźny rytm LitRPG. Dla jednych będzie to największa atrakcja książki, dla innych – element wymagający przyzwyczajenia. Nie sposób jednak odmówić Machanience pomysłu na własne reguły świata.
Jest w tej książce coś przyjemnie uzależniającego. Kolejne możliwości pojawiają się jak następne poziomy gry, a czytelnik zaczyna zastanawiać się nie tylko nad tym, co wydarzy się za chwilę, lecz także nad tym, dokąd właściwie prowadzi cały system. To właśnie mechanika rozwoju buduje napięcie. Nie chodzi wyłącznie o to, czy bohater wygra kolejne starcie. Ciekawsze jest pytanie, kim stanie się, kiedy nauczy się wykorzystywać zasady świata lepiej niż wcześniej.
Machanienko nie próbuje przy tym udawać, że pisze klasyczne fantasy. To książka mocno osadzona w konwencji LitRPG i właśnie tego należy od niej oczekiwać. Statystyki, rozwój umiejętności, poziomy, magia i mechanizmy gry są częścią opowieści, a nie przeszkodą, którą trzeba omijać. Dla czytelnika znającego ten nurt może być to czysta przyjemność. Osoba, która dopiero zaczyna przygodę z LitRPG, dostaje natomiast bardzo wyrazisty przykład tego, jak gatunek potrafi połączyć fantasy z logiką gier komputerowych.
Najciekawsze pozostaje jednak pytanie ukryte pod całą tą efektowną konstrukcją. Co dzieje się z człowiekiem, kiedy świat, w którym żyje, od początku został zbudowany według określonych reguł? Jeśli wszyscy znają system, wszyscy akceptują jego mechanizmy, a nawet rzeczywistość podporządkowana jest jego prawom, bunt przeciwko niemu przestaje być prostą decyzją. Trzeba najpierw zrozumieć, przeciw czemu właściwie chce się wystąpić.
Dlatego „Miasto Umarłych” najlepiej potraktować nie jako zamkniętą opowieść, lecz jako początek większej przygody. To pierwszy tom cyklu i czuć, że autor zostawia sobie sporo miejsca na dalszą rozbudowę świata. Nie wszystkie odpowiedzi muszą pojawić się od razu – szczególnie że jednym z atutów powieści jest właśnie stopniowe odkrywanie zasad rządzących rzeczywistością.
„Alchemik. Miasto Umarłych” to propozycja przede wszystkim dla miłośników fantasy i LitRPG, którzy lubią świat z wyraźnymi regułami, rozwój bohatera, magię i poczucie, że za kolejnymi wydarzeniami znajduje się większa układanka. Nie jest to książka, która próbuje udowodnić, że można stworzyć fantastykę bez znajomości konwencji. Przeciwnie – Machanienko świadomie korzysta z jej mechanizmów, ale buduje z nich własną rzeczywistość.
I właśnie dlatego po zakończeniu pierwszego tomu zostaje przede wszystkim ciekawość. Nie tylko tego, co wydarzy się z Tajlinem, lecz także tego, jak głęboko można wejść w świat, w którym gra dawno przestała być grą. Jeśli lubi się fantastykę, w której można śledzić rozwój bohatera niemal jak kolejne poziomy własnej rozgrywki, „Miasto Umarłych” ma wszystko, czego potrzeba, by zacząć tę podróż.
Od Wydawcy:
Istnieją całe antologie opowieści o tym, jak zachowa się człowiek, gdy do jego świata przeniknie gra… A jeśli ludzkość już żyje w świecie, w którym gra istnieje od dobrych kilku tysięcy lat? Co, jeśli ludzie są potomkami ocalałych, którzy w krwawych zmaganiach wywalczyli sobie prawo do pozostania na własnej planecie?
Młodemu Tajlinowi Właszycowi, zwykłemu chłopakowi, nie w głowie wszystkie te wielkie sprawy. Obchodzi go tylko jedno: jak przetrwać w surowym świecie, w którym oprócz Imperatora i zaciekłych wrogów rządzi bezstronny bóg. Bóg, który oczekuje tylko jednego: by wszystko działo się zgodnie z jego wolą.





