Oglądając rozwijający się na naszych oczach romans zaczynamy zadawać sobie kolejne pytania: „czy bohater nie rozumie, że to nie jest prawdziwe?”, „czy ja zachowałbym się tak samo?” i wreszcie „czy miłość jest iluzją, jeśli otacza nas wirtualna rzeczywistość?”. Dzieło Spike’a Jonze pozwoli widzowi zastanowić się nad tym jak głęboko sięga wirtualny świat, którym jesteśmy zewsząd otoczeni oraz jakie konsekwencje niesie zatracanie się w nim.
W filmie „Ona” czyhające na człowieka niebezpieczeństwa wirtualnego świata ukazane są jako niezwykle kuszące, pozwalające wyrwać się z odczuwanej przez nas samotności. Co może być bardziej pociągające niż możliwość posiadania kogoś, kto rozumie nas lepiej niż my sami i wysłucha nas kiedy tylko chcemy?
Jednak „Ona” przestrzega nas też, że podejmując decyzję o pójściu za głosem Samanthy powinniśmy liczyć się z całkiem realnymi konsekwencjami.
„Ona” to jednak przede wszystkim przepięknie ukazane studium ludzkich uczuć, które przeplatają zarówno te dobre jak i złe chwile. Melancholia łączy się tu ze szczerą radością, a łzy smutku pozwalają odkryć czym dla nas jest miłość. Reżyser Spike Jonze pozwala widzowi dokonać własnych przemyśleń, nie podsuwa mu też gotowych odpowiedzi. Każdy z nas może sam ocenić bohaterów i podejmowane przez nich decyzje. Polecam film „Ona” jako doskonałe połączenie delikatnej i pełnej samotności rzeczywistości ludzkich namiętności z multikolorowym, futurystycznym światem, który tylko z pozoru jest idealnie dopasowany do wszystkich naszych potrzeb.















































