Oddech pod kontrolą. Jak świadome oddychanie wpływa na ciało i umysł
dodał: Redakcja
Oddech to jedyna funkcja autonomicznego układu nerwowego, na którą możemy świadomie wpływać, dlatego od wieków wykorzystywany jest jako narzędzie wspierające zdrowie i równowagę psychiczną. W rozmowie z Moniką Zajączkowską, certyfikowaną instruktorką SOMA Breath®, pytamy, co rzeczywiście wiadomo o świadomym oddychaniu, jakie korzyści może ono przynieść i gdzie przebiega granica między nauką a marketingiem.

Dlaczego w ogóle warto świadomie ćwiczyć oddech? Co dzieje się w naszym organizmie, kiedy zaczynamy oddychać inaczej niż na co dzień?
Wystarczy prosty eksperyment. Jeśli przez kilkadziesiąt sekund zaczniemy oddychać szybko i płytko, poczujemy, że serce przyspiesza, mięśnie się napinają, a w głowie pojawia się większy chaos. Z kolei kilka minut spokojnego, głębszego oddechu, zwłaszcza z wydłużonym wydechem, często wystarcza, by organizm zaczął się wyciszać. Zwalnia tętno, zmniejsza się napięcie, łatwiej się skoncentrować i odzyskać poczucie równowagi.
To dlatego świadomy oddech jest dziś wykorzystywany nie tylko w jodze czy medytacji, ale także przez sportowców, psychologów, terapeutów czy osoby pracujące pod dużą presją. Coraz więcej badań pokazuje, że odpowiednio dobrane techniki oddechowe mogą skutecznie wspierać regulację stresu i poprawiać nasze samopoczucie. Jednocześnie dla mnie oddech jest czymś więcej niż procesem fizjologicznym. To jedno z najprostszych narzędzi, dzięki któremu możemy świadomie wpływać nie tylko na stan ciała, ale również na jakość naszej uwagi i sposób, w jaki doświadczamy rzeczywistości.
Jednak nie chodzi tylko o to, żeby przez kilkanaście minut dziennie wykonywać ćwiczenia. Największą wartość daje uświadomienie sobie, jak na co dzień oddychamy. Nasz oddech jest barometrem emocji, zmienia się, kiedy się stresujemy, spieszymy czy denerwujemy. Ta zależność działa jednak również w drugą stronę. Kiedy świadomie zmieniamy sposób oddychania, wpływamy nie tylko na to, jak się czujemy i reagujemy na trudne sytuacje, ale również na stan świadomości, w której przeżywamy codzienność. Właśnie dlatego w mojej pracy oddech jest przede wszystkim praktyką uważności i obecności.
Czy korzyści z ćwiczeń oddechowych są potwierdzone badaniami naukowymi? Które efekty są dobrze udokumentowane, a które wciąż pozostają hipotezami?
Warto od razu zaznaczyć, że nie wszystkie twierdzenia pojawiające się wokół breathworku mają takie samo oparcie w nauce. To temat, w którym łatwo pomieszać dobrze udokumentowane fakty z obietnicami wykraczającymi poza wyniki badań. Dlatego zawsze staram się wyraźnie oddzielać jedno od drugiego.
Dziś mamy już sporo rzetelnych badań pokazujących, że odpowiednio dobrane techniki oddechowe mogą wpływać na funkcjonowanie autonomicznego układu nerwowego, czyli tej części naszego organizmu, która odpowiada między innymi za reakcję na stres. Regularna praktyka może pomagać w obniżaniu poziomu napięcia, poprawiać koncentrację, jakość snu, regulację emocji, a także korzystnie wpływać na zmienność rytmu serca, czyli tak zwane HRV. To jeden z parametrów świadczących o tym, jak dobrze organizm potrafi dostosowywać się do zmieniających się warunków i radzić sobie ze stresem.
Coraz większym zainteresowaniem cieszą się również badania z pogranicza neuronauki i medytacji, które pokazują, że regularna praktyka może wpływać na sposób funkcjonowania mózgu, koncentrację, uważność czy zdolność regulowania emocji. To obszar, który bardzo mnie fascynuje, ponieważ pozwala lepiej zrozumieć zjawiska od wieków opisywane przez tradycje medytacyjne.
Coraz lepiej poznajemy również fizjologię samego oddychania. Dobrym przykładem jest rola dwutlenku węgla. Wiele osób uważa go jedynie za zbędny produkt przemiany materii, który należy jak najszybciej usunąć z organizmu. Tymczasem jego odpowiedni poziom jest niezbędny do efektywnego wykorzystania tlenu przez tkanki. Dlatego w niektórych technikach oddechowych pojawiają się krótkie, kontrolowane zatrzymania oddechu, nie po to, by organizmowi zabrać tlen, lecz by stopniowo poprawiać jego tolerancję na dwutlenek węgla i wspierać naturalne mechanizmy regulacyjne. Są to zjawiska dobrze opisane w fizjologii.
Metoda SOMA Breath®, której jestem certyfikowaną instruktorką, czerpie właśnie z takich podstaw. Łączy tradycyjne techniki pranajamy z wiedzą o fizjologii oddychania, świadomą pracą z uwagą, medytacją oraz muzyką, która pomaga utrzymać rytm, wyciszyć umysł i ułatwia wejście w głębszy stan obecności podczas praktyki.
Uważam, że nie trzeba uciekać się do przesadzonych obietnic, aby docenić wartość świadomego oddechu. To, co już dziś wiemy o jego wpływie na układ nerwowy, stres czy koncentrację, jest wystarczająco interesujące. Jednocześnie coraz więcej badań pozwala nam przyglądać się temu, co jeszcze niedawno kojarzyło się wyłącznie z praktyką medytacyjną. Myślę, że właśnie na styku nauki i doświadczenia kryje się dziś najbardziej fascynujący potencjał świadomego oddechu. Tam, gdzie kończą się twarde dowody naukowe, warto zachować otwartość, ciekawość i zdrowy rozsądek.
Dlaczego w wielu metodach pojawia się wstrzymywanie oddechu? Jakie procesy fizjologiczne zachodzą wtedy w organizmie i skąd biorą się potencjalne korzyści?
Wstrzymywanie oddechu, nazywane również retencją, nie jest nowym pomysłem. To element praktyk oddechowych obecny od tysięcy lat, zwłaszcza w pranajamie. W tradycji jogicznej nie było ono jednak traktowane wyłącznie jako ćwiczenie fizyczne. Retencja miała prowadzić do wyciszenia umysłu, pogłębienia koncentracji i wejścia w bardziej świadomy sposób doświadczania siebie. Współczesna nauka coraz lepiej opisuje, jakie procesy fizjologiczne towarzyszą tym doświadczeniom, ale sama praktyka od zawsze miała znacznie szerszy wymiar.
Kiedy na chwilę zatrzymujemy oddech, po wydechu stopniowo wzrasta stężenie dwutlenku węgla we krwi. Dla wielu osób brzmi to niepokojąco, ale w rzeczywistości niewielki, kontrolowany wzrost poziomu CO₂ jest naturalnym bodźcem, do którego organizm potrafi się adaptować. Jednym z efektów jest poprawa tolerancji na dwutlenek węgla. Dzięki temu z czasem oddech staje się spokojniejszy, bardziej ekonomiczny i mniej podatny na gwałtowne przyspieszenie w sytuacjach stresowych.
Warto też wspomnieć o tzw. efekcie Bohra, dobrze opisanym w fizjologii. Polega on na tym, że przy nieco wyższym stężeniu dwutlenku węgla hemoglobina łatwiej oddaje tlen do tkanek. Innymi słowy, nie chodzi wyłącznie o to, ile tlenu znajduje się we krwi, ale również o to, jak skutecznie może on zostać wykorzystany przez komórki organizmu.
To jednak tylko jedna strona całego procesu. Dla mnie dużo ciekawsze jest to, co dzieje się z naszą świadomością. W momencie zatrzymania oddechu na chwilę przerywamy nieustanny rytm działania i reagowania. Pojawia się przestrzeń ciszy, w której uwaga naturalnie kieruje się do wewnątrz. W neuronauce coraz częściej mówi się o wpływie praktyk medytacyjnych na zdolność koncentracji, regulację emocji czy zmianę sposobu funkcjonowania mózgu. W tradycjach kontemplacyjnych obserwowano to od wieków, opisując te same doświadczenia innym językiem.
Właśnie dlatego retencja jest dla mnie czymś więcej niż ćwiczeniem oddechowym. To zaproszenie do zatrzymania się. W codziennym życiu nieustannie za czymś gonimy, reagujemy na kolejne bodźce i bardzo rzadko pozwalamy sobie po prostu być. Chwila pomiędzy wydechem a kolejnym wdechem staje się momentem głębokiej obecności. Nie trzeba niczego osiągać ani kontrolować. Wystarczy doświadczyć tej ciszy.
Czy takie ćwiczenia są bezpieczne dla każdego? Kto powinien zachować szczególną ostrożność lub z nich zrezygnować?
To jedno z najważniejszych pytań, ponieważ wokół ćwiczeń oddechowych narosło przekonanie, że skoro oddech jest czymś naturalnym, to każda technika będzie bezpieczna dla każdego. Tymczasem, podobnie jak w przypadku aktywności fizycznej, wiele zależy od rodzaju praktyki i stanu zdrowia konkretnej osoby.
Najprostsze techniki, takie jak spokojny oddech przez nos, praca przeponą czy wydłużanie wydechu, są bezpieczne. To właśnie od nich warto zacząć. Takie praktyki pomagają wyciszyć układ nerwowy, pogłębiają kontakt z własnym ciałem i uczą uważności, dzięki której łatwiej zauważyć, czego naprawdę potrzebujemy w danym momencie.
Większej ostrożności wymagają natomiast bardziej zaawansowane praktyki, zwłaszcza te wykorzystujące intensywne oddychanie lub dłuższe zatrzymania oddechu. W takich przypadkach istnieją konkretne przeciwwskazania. Do najważniejszych należą między innymi ciąża, padaczka, niektóre choroby serca i układu krążenia, nieuregulowane nadciśnienie tętnicze, podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe, świeżo przebyte operacje czy poważniejsze choroby układu oddechowego. Osoby zmagające się z takimi problemami powinny wcześniej skonsultować się z lekarzem i nie podejmować intensywnych praktyk na własną rękę.
Warto również pamiętać, że nawet u osób zdrowych reakcje organizmu mogą być bardzo indywidualne. Niektórzy już podczas pierwszych sesji odczuwają wyraźne odprężenie, inni potrzebują więcej czasu, aby przyzwyczaić się do nowych wzorców oddychania. Dotyczy to nie tylko ciała, ale również sposobu przeżywania praktyki. Dla jednych będzie to przede wszystkim chwila głębokiego relaksu, dla innych doświadczenie większej obecności czy medytacyjnego wyciszenia. Nie ma jednego właściwego sposobu przeżywania oddechu.
Najważniejsze jest dla mnie to, aby oddech pozostawał przestrzenią bezpieczeństwa. Medytacja oddechowa nie polega na przekraczaniu siebie, lecz na coraz głębszym poznawaniu siebie. To subtelna, ale bardzo istotna różnica. To właśnie z poczucia bezpieczeństwa rodzi się możliwość prawdziwego wyciszenia, a wraz z nim zmiany stanu świadomości, która jest dla mnie istotą tej praktyki.
Jakie błędy najczęściej popełniają osoby rozpoczynające trening oddechowy i jak ich unikać?
Najczęstszym błędem jest traktowanie oddechu jak kolejnego wyzwania, w którym trzeba osiągnąć jak najlepszy wynik. Żyjemy w kulturze nastawionej na efektywność, dlatego wiele osób zakłada, że skoro ćwiczenia mają działać, to trzeba oddychać mocniej, szybciej albo jak najdłużej wstrzymywać oddech. Tymczasem w pracy z oddechem bardzo często obowiązuje odwrotna zasada, nie chodzi o intensywność, ale o jakość, uważność i gotowość do obserwowania tego, co pojawia się podczas praktyki.
Drugim częstym błędem jest pomijanie podstaw. Wiele osób chce od razu przejść do bardziej zaawansowanych technik, nie zwracając uwagi na to, jak oddycha na co dzień. A przecież fundamentem jest spokojny oddech przez nos, prawidłowa praca przepony i umiejętność stopniowego wydłużania wydechu. To właśnie te proste nawyki najczęściej przynoszą największe korzyści, ponieważ wpływają na sposób funkcjonowania organizmu przez cały dzień, a nie tylko podczas kilkunastominutowej sesji. Jednocześnie przygotowują nas do głębszej praktyki medytacyjnej, w której oddech przestaje być wyłącznie czynnością fizyczną, a staje się punktem skupienia uwagi.
Zdarza się również, że osoby rozpoczynające praktykę próbują na siłę kontrolować każdy oddech. Chcą oddychać idealnie, co paradoksalnie prowadzi do jeszcze większego napięcia. Oddech staje się wtedy kolejnym zadaniem do wykonania, zamiast narzędziem pomagającym się wyciszyć i wejść w stan większej obecności. Świadoma praca z oddechem polega raczej na rozwijaniu uważności niż na dążeniu do perfekcji. Chodzi o to, aby nauczyć się obserwować oddech, ciało, myśli i emocje bez natychmiastowej potrzeby poprawiania wszystkiego, co zauważamy.
Kolejnym błędem jest oczekiwanie natychmiastowych rezultatów. Oczywiście już kilka minut spokojnego oddychania może przynieść uczucie odprężenia, ale trwałe zmiany wymagają czasu. Tak jak nie budujemy kondycji po jednym treningu, tak samo układ nerwowy potrzebuje regularnych bodźców, aby nauczyć się nowych sposobów reagowania na stres i napięcie. Podobnie jest z uważnością. Zdolność pozostawania w kontakcie ze sobą, zauważania własnych reakcji i świadomego kierowania uwagą rozwija się stopniowo.
Osobom rozpoczynającym swoją przygodę ze świadomym oddychaniem zawsze radzę, aby uzbroiły się w cierpliwość. Lepiej poświęcić dziesięć minut dziennie na prostą, dobrze wykonaną praktykę niż raz w tygodniu szukać bardzo intensywnych doświadczeń. W pracy z oddechem najważniejsza jest systematyczność. To właśnie ona sprawia, że z czasem spokojniejszy sposób oddychania przestaje być ćwiczeniem, a staje się naturalnym elementem codziennego życia. Regularna praktyka pomaga również coraz łatwiej wchodzić w stan skupienia, ciszy i obecności, który dla mnie jest jednym z najważniejszych wymiarów medytacji oddechowej.
Po jakim czasie regularnych ćwiczeń można zauważyć pierwsze efekty? Czy wystarczy kilka minut dziennie, czy potrzebna jest znacznie większa systematyczność?
To jedna z rzeczy, która najbardziej zaskakuje osoby rozpoczynające pracę z oddechem. Pierwsze efekty można odczuć bardzo szybko. Już kilka minut spokojnego, świadomego oddychania często wystarcza, aby zwolniło tętno, zmniejszyło się napięcie mięśniowe, a myśli stały się bardziej uporządkowane. To naturalna reakcja organizmu, który dzięki odpowiedniemu oddechowi zaczyna przechodzić z trybu ciągłej mobilizacji do stanu większego wyciszenia. Jednocześnie uwaga zaczyna stopniowo odrywać się od zewnętrznych bodźców i kierować do wnętrza.
Dla wielu osób właśnie ten moment jest pierwszym doświadczeniem pokazującym, że oddech może wpływać nie tylko na ciało, ale również na stan świadomości. Czasami jest to poczucie większej obecności, czasami wyciszenie natłoku myśli, a czasami subtelne wrażenie, że zaczynamy inaczej odczuwać siebie i otaczającą nas rzeczywistość. Nie trzeba przy tym oczekiwać spektakularnych doznań. Zmiana może być bardzo delikatna, ale właśnie dzięki temu łatwo przenieść ją później do codziennego życia.
Oczywiście czym innym jest chwilowa poprawa samopoczucia, a czym innym trwała zmiana. Jeśli zależy nam na lepszym radzeniu sobie ze stresem, większej koncentracji czy zmianie utrwalonych nawyków oddechowych, potrzebna jest regularność. Nasz układ nerwowy, podobnie jak mięśnie, uczy się poprzez powtarzanie. Im częściej dajemy mu możliwość doświadczenia stanu spokoju i równowagi, tym łatwiej zaczyna z niego korzystać również w codziennym życiu. Regularna medytacja oddechowa pogłębia ponadto zdolność świadomego kierowania uwagą i rozpoznawania własnych stanów wewnętrznych.
Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba poświęcać na to godzin. W większości przypadków wystarczy dziesięć do piętnastu minut dziennie. Znacznie lepsze efekty przynosi krótka, ale systematyczna praktyka niż jedna długa sesja wykonywana raz na tydzień. To trochę jak z myciem zębów. Nikt nie próbuje nadrobić tygodniowych zaległości jednym godzinnym szczotkowaniem. O zdrowie dbamy poprzez niewielkie czynności wykonywane regularnie i z oddechem jest bardzo podobnie.
Z czasem te dziesięć czy piętnaście minut może stać się czymś więcej niż ćwiczeniem. To przestrzeń, w której na chwilę wychodzimy z codziennego trybu działania, przestajemy reagować na kolejne bodźce i wracamy do kontaktu ze sobą. Dla jednej osoby będzie to przede wszystkim relaks, dla innej praktyka koncentracji, a dla jeszcze innej forma medytacji prowadząca do głębszego doświadczenia obecności. Każda z tych dróg jest wartościowa.
Zachęcam również, aby nie ograniczać świadomego oddychania wyłącznie do czasu przeznaczonego na ćwiczenia. Największe korzyści pojawiają się wtedy, gdy zaczynamy wykorzystywać oddech w zwykłych sytuacjach dnia codziennego. Kilka spokojnych oddechów przed ważnym spotkaniem, podczas stresującej rozmowy, stojąc w korku czy wieczorem przed snem często przynosi większy efekt niż najbardziej rozbudowana sesja wykonywana raz na jakiś czas. W ten sposób praktyka przestaje być czymś oddzielonym od życia. Staje się sposobem powracania do siebie i świadomego wybierania stanu, z którego chcemy działać.
Wokół breathworku pojawia się wiele bardzo śmiałych obietnic dotyczących zdrowia i rozwoju osobistego. Jak odróżnić rzetelną wiedzę od marketingu i przesadzonych deklaracji?
To rzeczywiście bardzo ważny temat. W ostatnich latach zainteresowanie świadomym oddechem ogromnie wzrosło i uważam, że to dobra wiadomość. Coraz więcej osób odkrywa, że coś tak prostego jak sposób oddychania może realnie wpływać na samopoczucie, poziom stresu, jakość życia, zdolność koncentracji czy sposób przeżywania własnych emocji. Z drugiej strony każda popularna dziedzina przyciąga również uproszczenia i marketing, dlatego warto zachować zdrowy rozsądek.
Dla mnie pierwszym sygnałem ostrzegawczym są obietnice, że metoda rozwiąże wszystkie problemy. Jeśli ktoś twierdzi, że sam oddech wyleczy chorobę, zastąpi psychoterapię, odmieni życie po jednej sesji albo jest odpowiedzią na wszystkie trudności, to podchodziłabym do takich deklaracji z dużą ostrożnością. Świadomy oddech ma ogromny potencjał, ale nie jest cudownym lekiem na wszystko. Może wspierać proces zmiany, pomagać lepiej rozumieć siebie i otwierać dostęp do innych stanów świadomości, ale nie powinien być przedstawiany jako rozwiązanie każdego problemu zdrowotnego czy życiowego.
Zachęcałabym także do sprawdzenia samego instruktora. Jakie ma przygotowanie? Czy przeszedł odpowiednie szkolenia? Czy mówi o przeciwwskazaniach i bezpieczeństwie? Profesjonalista nie będzie zachęcał wszystkich do wykonywania tych samych ćwiczeń. Najpierw zapyta o stan zdrowia, wyjaśni, dla kogo dana praktyka jest odpowiednia, a kiedy lepiej z niej zrezygnować lub skonsultować się z lekarzem. To właśnie odpowiedzialność prowadzącego jest jednym z najlepszych wyznaczników jego wiarygodności.
Ważne jest również to, w jaki sposób nauczyciel mówi o doświadczeniach pojawiających się podczas medytacji oddechowej. Praktyka może prowadzić do głębokiego relaksu, wzruszenia, poczucia jedności, intensywnej koncentracji czy odmiennego sposobu odczuwania czasu i ciała. Są to realne doświadczenia uczestników i nie należy ich lekceważyć. Jednocześnie odpowiedzialny prowadzący nie powinien automatycznie przypisywać im jednej, obowiązującej interpretacji ani przekonywać, że każde silne przeżycie jest dowodem uzdrowienia czy duchowego przełomu.
Z mojego doświadczenia wynika również, że naprawdę dobrzy nauczyciele nie próbują budować wokół siebie atmosfery niezwykłości. Nie przekonują, że tylko ich metoda jest skuteczna albo że posiadają wyjątkową wiedzę dostępną dla nielicznych. Wręcz przeciwnie – pokazują, że oddech jest naturalnym narzędziem, z którego każdy może korzystać, i zachęcają uczestników do samodzielnego rozwijania tej umiejętności. Rolą prowadzącego nie jest uzależnianie ludzi od kolejnych sesji, ale stworzenie bezpiecznej przestrzeni, w której mogą stopniowo budować własną praktykę i zaufanie do swojego doświadczenia.
Sama staram się podchodzić do swojej pracy właśnie w taki sposób. Fascynuje mnie nie tylko fizjologia oddychania, ale przede wszystkim oddech jako narzędzie zmiany stanu świadomości. Bliskie jest mi spojrzenie, które łączy tradycję pranajamy i medytacji ze współczesną neuronauką oraz próbami badania zjawisk dotychczas opisywanych głównie językiem duchowości. Czasami określa się to mianem „mierzalnego mistycyzmu” – poszukiwania naukowego języka dla doświadczeń, które przez wieki wymykały się prostym pomiarom.
Uważam jednak, że trzeba jasno rozróżniać te światy i uczciwie mówić o granicach naszej wiedzy. Nie wszystko, co jest częścią tradycji, zostało potwierdzone naukowo, ale też nie wszystko, czego nauka jeszcze nie wyjaśniła, musi być z góry odrzucane. Nauka rozwija się właśnie dlatego, że zadajemy pytania dotyczące zjawisk, których dotąd nie potrafiliśmy dokładnie opisać. Najważniejsze jest uczciwe komunikowanie, gdzie kończą się dowody naukowe, a zaczyna przestrzeń hipotez, praktyki medytacyjnej i indywidualnych doświadczeń.
Dla mnie wartościowa praca z oddechem nie polega więc ani na odrzucaniu duchowego wymiaru praktyki, ani na bezkrytycznym przyjmowaniu każdej niezwykłej deklaracji. Najbliższa jest mi postawa łącząca ciekawość, otwartość i szacunek dla osobistego doświadczenia z odpowiedzialnością oraz zdrowym rozsądkiem. Właśnie na tym styku neuronauki, medytacji i tego, co jeszcze nie zostało do końca poznane, oddech fascynuje mnie najbardziej.
Rozmawiał Mateusz Banaszak
Monika Zajączkowska – certyfikowana instruktorka SOMA Breath®️ i twórczyni Breathspace. Prowadzi medytacje oddechowe, łącząc tradycyjne techniki pranajamy ze współczesną wiedzą o pracy mózgu, układu nerwowego i wpływie oddechu na stan psychofizyczny człowieka. W swojej praktyce koncentruje się nie tylko na fizjologii oddychania, lecz przede wszystkim na oddechu jako narzędziu uważności, wewnętrznej transformacji i zmiany stanu świadomości.




