Nasza przyjaźń zakończyła się, gdy kariera stała się ważniejsza niż ludzie – historia Pawła
dodał: Iwona Marczewska
Napiszę to wprost – straciłem najlepszego przyjaciela. Nie przez kłótnię. Nie przez zdradę. Przez wybory, bo tak czasami w życiu bywa. Chcę podzielić się tą historią, bo może przyda się komuś, kto też kogoś stracił. Nie zawsze ktoś jest winny i czasami pozostaje nam jedynie uszanować czyjeś decyzje. I iść dalej.
Przyjaźń była dla mnie stałym punktem w życiu. Myślałem, że pewne relacje są niezniszczalne. Dziś wiem, że nawet wieloletnia przyjaźń może się skończyć. Wystarczy, że jedna strona wybierze wyłącznie karierę. Bez miejsca na świat osobisty. Bez miejsca na drugiego człowieka. Czy mam żal? Miałem, dopóki nie uzmysłowiłem sobie, że każdy ma prawo do własnej drogi. Jest wiele prawdy w słowach, które gdzieś kiedyś przeczytałem – „Każdy człowiek jest nam dany na jakiś czas.”
Przyjaźń, która wydawała się oczywista
Poznaliśmy się na studiach. Byliśmy najlepszymi kumplami z jednego roku, z tego samego akademika. Razem zdawaliśmy egzaminy i świętowaliśmy porażki. Rozmawialiśmy godzinami o przyszłości. Przyjaźń była naturalna i prosta. Wspieraliśmy się bez warunków. Gdy pojawiła się pierwsza praca, nadal trzymaliśmy kontakt. Nasze partnerki bardzo się polubiły. Spotkania były co prawda rzadsze, ale w tym samym kumpelskim, a nawet braterskim klimacie. Wiedziałem, że mogę na niego liczyć. On mówił to samo o mnie.
A potem jego kariera zaczęła przyspieszać. Awans gonił awans. Praca stała się centrum jego świata. Na początku byłem dumny. Kibicowałem mu szczerze. Nie zauważyłem momentu zmiany. Dopiero potem zorientowałem się, że telefony stawały się krótsze. Spotkania były ciągle odkładane. Słyszałem, że jest zajęty. Zawsze był zajęty. Przyjaźń zaczęła schodzić na dalszy plan. Tłumaczyłem to ambicją. Wmawiałem sobie, że to normalne. Przecież kiedy, jak nie teraz, jest czas na budowanie i umacnianie pozycji zawodowej?
Relacje przestały być ważne
Pęknięcie między nami nie było gwałtowne. Szczelina powiększała się stopniowo. Najpierw przestał pytać, co u mnie, a podczas sporadycznych już spotkań skupiony był na sobie. Rozmowy krążyły wokół jego projektów. Mój świat go nie interesował. Od jego dziewczyny dowiedzieliśmy się, że czuje się tak samo ignorowana. W końcu się rozstali. Chciałem go pocieszyć, myślałem, że potrzebuje w tym czasie kumpla. Nie potrzebował. Robił nadgodziny, na horyzoncie kolejny wielki projekt. Jeśli nie byłeś kimś z zespołu projektowego, to nie byłeś dla niego w żaden sposób użyteczny. Mimo że pracowałem w tej samej branży, nie mógł dzielić się ze mną szczegółami, a jedynie ogólnikami. Jedyne towarzystwo, jakiego potrzebował, to ludzie, z którymi mógł obgadać szczegóły swojej pracy.
Jakiś czas później ja również rozstałem się z dziewczyną. To był trudny dla mnie czas. Napisał krótką wiadomość. Obiecał oddzwonić. Nigdy tego nie zrobił. Zrozumiałem, że jestem już tylko dodatkiem. Czymś, co można odłożyć. Przyjaźń wymaga obecności. Wymaga uwagi. Kariera nie musi niszczyć relacji, ale ślepa ambicja już tak.
W końcu przestałem się odzywać. Chciałem sprawdzić, czy zauważy ciszę. Cisza trwała miesiącami. To była odpowiedź. Moja przyjaźń zakończyła się bez rozmowy, bez pożegnania. Poczułem żal i złość. Potem przyszło rozczarowanie. Straciłem kogoś ważnego. On nawet tego nie zauważył. Jego projekt odniósł międzynarodowy sukces. Kiedyś świętowalibyśmy go razem.
Akceptacja straty i życiowa lekcja
Długo nosiłem w sobie rozgoryczenie. Analizowałem tę relację i szukałem własnych błędów. Może powinienem bardziej się zaangażować, zasygnalizować swoją obecność. Doszło do tego, że zacząłem myśleć o sobie, że może byłem za mało ambitny i dlatego wypadłem z kręgu jego przyjaciół. Tylko że on już nie miał przyjaciół. Zrozumiałem coś bardzo ważnego. Przyjaźń, nawet między facetami, wymaga pracy i jest wciąż ponawianym wyborem. Jak każda istotna relacja. Nasza przyjaźń zrodziła się sama, co nie znaczy, że sama z siebie mogłaby się utrzymać. Jeśli jedna strona wybiera pracoholizm, przestaje wychodzić naprzeciw drugiej. I jest to wybór.
Dziś patrzę na to spokojniej. Ta historia nauczyła mnie uważności. Wybieram relacje, które są wzajemne. Nie walczę o obecność. Szanuję ambicje, ale nie kosztem siebie. Świat osobisty jest równie ważny jak zawodowy. Wielu mężczyzn ma za sobą stratę przyjaciela. Zazwyczaj kiedy ktoś wyjeżdża za granicę, za lepszym życiem, i kontakt się urywa. Albo kiedy drogi rozchodzą się z innego powodu. Traktujemy to jak porażkę, a to po prostu koniec jednego etapu. Moja przyjaźń zakończyła się, gdy przestała być wyborem. Została lekcją. I ta lekcja była trudna, ale potrzebna.
Paweł










