Norman Vincent Peale w swojej książce „ Moc pozytywnego myślenia” napisał, że gdy nauczymy się pozytywnie myśleć , to nic nie będzie dla nas niemożliwe, a porażka wynika z winy człowieka. Peale nie wziął pod uwagę czynników, które uniemożliwiają lub ograniczają osiągniecie zamierzonych celów m.in. sytuacja materialna, zdrowotna.

Wymóg pozytywnego myślenia, bycie nieustannie pozytywnie nastawionym do każdej sytuacji bombarduje nas, gdy tylko otworzymy social media, w których wielu influencerów, a ich najwięcej, mnóstwo pseudo-ekspertów i pseudo-coachów i pseudo-mentorów, którzy mamią ludzi na pozór mądrymi hasłami, sloganami typu: „dasz radę”, „wszystko jest na wyciągnięcie ręki”, przekonują nas, że gdy tylko będziemy pozytywnie myśleć i zmienimy swoje nastawienie, to osiągniemy wszystko o czym marzymy.
Mit pozytywnego myślenia i toksyczna pozytywność z hasłami „ tylko dobre wibracje” przynoszą szkody emocjonalne i finansowe osobom, które ślepo zawierzyły pseudo ekspertom i influencerom, którzy nie kierują się etyką zawodową oraz nie mają zbyt dużej refleksji nad tym, co mówią i sprzedają iluzję.
Nastawienie „ mogę wszystko” jest nierealne, wiara w dokonanie rzeczy niemożliwych w dłuższej czasowej perspektywie może spowodować spadek motywacji do działania, gdyż obiecywany na wyciągnięcie ręki sukces nie przychodzi.
Internetowi guru wmawiając nam, że ograniczenia istnieją tylko w głowie, zapominają, że każdy człowiek przyszedł na świat w konkretnych warunkach ekonomicznych i w konkretnych rodzinach, w których był i jest brak odpowiednich zasobów, by móc się prawidłowo rozwijać i osiągać sukcesy. Hasło „możesz wszystko”, gdy zna się realia swojej sytuacji, rodzi poczucie gorszości i zamiast motywować, dołuje i frustruje. Nie każdy problem da się rozwiązać siłą woli i pozytywnym nastawieniem. Trzeba mieć świadomość, że pewnych murów głową się nie przebije.
Internetowi guru podnoszą na duchu, obiecują sprawczość, a gdy komuś mimo ich zapewnień o sukcesie, nie uda się go osiągnąć, odpowiedzialność za porażkę przerzucona jest na człowieka, któremu wmawia się , że zbyt mało wierzył w swe powodzenie.
Prawda jest taka, że nie każdy może zostać milionerem, nie każdy będzie pracował z pasją, nie każdy będzie zdrowy, bo każdy ma inne zaplecze finansowe, poza które nie wyjdzie, każdy miał inny życiowy start, każdy ma inne uwarunkowania genetyczne, zdrowotne i toksyczna motywacja pod hasłem „ możesz wszystko” bardziej szkodzi niż pomaga, gdyż ludzie zaczynają obwiniać się za brak sukcesu, wypalają się w pogoni za nim.
Inaczej brzmią słowa „ możesz spróbować”, „ możesz rozwijać się w swoim tempie”, „ twoja wartość nie zależy od sukcesu”. Te słowa bardziej budują i są autentyczne, niż bajdurzenie o nieograniczonych możliwościach za pomocą pustych sloganów.
Do gabinetów psychologów i psychoterapeutów przychodzi coraz więcej osób z wypaleniem, z poczuciem winy i słabości, że innym udaje się osiągnąć sukces, a im nie, obwiniają siebie i proszą o odblokowanie ich na działanie na sukces. Tak rodzą się depresja, zaburzenia snu, chroniczne napięcie i przemęczenie.
Pseudo czy nawet dosadniej patoinfluencerzy i patointernetowi terapeuci zapominają, że życie nigdy nie jest pozbawione dyskomfortu, że nie da się wyeliminować z niego bólu, trosk, cierpienia i nie można uciszać gniewu, smutku, lęku i innych trudnych emocji, nie da się ich wyprzeć i znieczulić na nie, gdyż stracimy swoją autentyczność. Oszukiwanie się pokazując co innego światu, a co innego czując naprawdę, spowoduje tylko olbrzymi konflikt wewnętrzny, co będzie skutkować wyczerpaniem. Nie sztuką jest celebrować sukces, sztuką jest przeżywać trudności pokazując prawdziwe emocje. Istotne jest werbalizowanie swych ciężkich doświadczeń i uczuć, choć to według internetowych guru jest przejawem narzekania i lenistwa.
Życie człowieka to wzloty i upadki, radości i smutki i akceptacja tego jest kluczowa, by nie żyć wymuszonym szczęściem. Nie możemy wszystkiego, ale możemy wystarczająco dużo bez wmawiania sobie, że jesteśmy wadliwi, jeśli nasz świat nie spełnia obietnic z instagrama czy facebook’a.




