101

Odp: Rozstanie

Ok, to nie mamy niczego oprócz biznesplanu w takim razie big_smile

[quote=Oczytany]A jeśli w związku coś nie działało, coś nie wyszło, coś nas drażniło, to te same problemy przecież nagle nie znikną.[/quote]
Nie znikną, ale są sprawy, które bywają problematyczne w związku, a w przyjaźni nie. Ot choćby flirtowanie, oglądanie porno, bałaganiarstwo, nieumiejętne dysponowanie pieniędzmi, picie dużych ilości alkoholu czy palenie - w związku pewne sprawy stają się wspólnymi, bo bardzo oddziałują na partnera lub mają wpływ na jego życie, jeśli np. mieszka się pod jednym dachem i ma wspólny budżet. W przyjaźni wiele z nich można rozdzielić albo nie wywierają aż tak znaczącego wpływu na drugą osobę. Im słabsza więź emocjonalna, tym większa tolerancja na to, co nam przeszkadza.

Ostatnio edytowany przez niechcemisie (2015-03-04 23:01:19)

102

Odp: Rozstanie

[quote=Oczytany]Jedynym lekiem na ból po rozstaniu jaki znam jest czas. Ale nie czas który i tak upłynie i oczekujemy jakiegoś olśnienia, tylko czas który da nam odczuć, że to nie koniec świata, życie toczy się dalej, było, minęło. Nie ma co płakać, natomiast o ile tylko można, warto uczyć się na błędach - żeby nie powtarzać ich potem w następnym związku.[/quote]

A ile tego czasu zwykle sam potrzebowałeś żeby się otrząsnąć po rozstaniu?

103

Odp: Rozstanie

@niechemisie: Zgadzam się, w przyjaźni pewne sprawy tak nas nie denerwują, można je oddzielić, a przynajmniej nie wpływają tak bezpośrednio na nasze życie (zwłaszcza na wspólny budżet).

@Ksymena: W moim przypadku zajęło to mniej więcej pół roku. A potem kolejny rok zanim zawarłem obecny związek. W tamtym byłem przez jakieś 5 lat... staram się patrzeć na ten okres, jako na czas nauki, obiecałem sobie, że wszystko, co poszło nie tak, to miała być lekcja, żebym nie powtarzał już więcej tych samych błędów i mógł być lepszym partnerem na przyszłość.

Najgorzej jest na samym początku. Po rozstaniu pozostaje pustka, która prosi, żeby ją zapełnić. I pierwszy instynkt to znaleźć kogoś nowego... ale sparzyłem się na tym i zdecydowanie nie polecam.

Rzucić się w wir pracy, sportu, sztuki czy co kto woli... ale nie mieć czasu ani ochoty na związki. Bo po tym trzeba ochłonąć. No i przemyśleć to na zimno - jak nie przepracowaliśmy jeszcze lekcji z poprzedniego związku, to nie jesteśmy gotowi na następny. Bo możemy powtórzyć te same błędy, a ja nie chcę ranić kolejnej osoby tylko dlatego, że uciekam od zadanej mi przez życie pracy domowej.

Ostatnio edytowany przez Oczytany (2015-03-05 13:50:57)

104

Odp: Rozstanie

Ale jeśli dotąd ta praca nam pokaźnie wypełniała życie, to chyba błędem jest zostać pracoholikiem..? Chyba najgorszym paradoksem naszych czasów jest to, że najpierw tracimy zdrowie żeby zdobyć pieniądze, a następnie tracimy pieniądze żeby odzyskać zdrowie...:/

105

Odp: Rozstanie

No nie, pracoholizm jest niezdrowy, jak ktoś w to wpadnie to trzeba go czym prędzej wyciągnąć i leczyć. Ale, z pewnym umiarem, albo jako forma przejściowa, zajęcie na pewien czas...

Bo chociaż to niezdrowe, ale ta pustka jest jeszcze gorsza. Z dwojga złego lepiej w tę stronę, tylko trzeba w porę zawrócić, albo mieć kogoś zaufanego, co nas otrząśnie, kiedy trzeba.

106

Odp: Rozstanie

Jak mi coś nie wychodzi w uczuciach to niestety, ale nie jestem w stanie skupić się na obowiązkach...

107

Odp: Rozstanie

Ja na szczęście nie mam takich instynktów, które pchają mnie do kogoś innego, nie teraz. Kiedyś tam się zdarzyło i był to najlepszy dowód na to, że nie kochałam. Teraz nie wiem, czy kiedykolwiek pójdę z kimś gdzieś... do łóżka... o matkooo... nawet na spacer...  na kawę, na nic, nigdzie, nigdy.

108

Odp: Rozstanie

Kiedy sercem targają silne emocje, jak ten ból po rozstaniu, to nierzadko zdarza się ludziom robić rzeczy których potem żałują.

Z drugiej strony, gdyby nie serce, zostałaby nam tylko logika i chłodna kalkulacja, życie bez przyjemności... a właśnie.

Czy waszym zdaniem lepiej jest kochać i stracić, czy nie kochać wcale? Gdybyście mogły zapomnieć kompletnie, o tym co było, i w ten sposób uśmierzyć ból, to chciałybyście tak? Czy jednak lepiej pamiętać, nawet jeśli ma zawsze boleć, bo jednak były też przyjemne wspomnienia, albo to było jednak cenne doświadczenie?

109

Odp: Rozstanie

Sens życia tkwi... w przeżywaniu. Mnie napędzają silne emocje, więc odpowiedź jest oczywista: kochać, cierpieć, poznawać, doświadczać, fikać ze szczęścia.
Jeśli chodzi o ból po rozstaniu i wskakiwanie komuś do łóżka w celu uśmierzenia go... śmiem uważać, że to nie była miłość, jeśli ktoś w ten sposób się pociesza.

Kiedyś, w nieodległej przeszłości, kpiłam w duchu ze stwierdzeń, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu.
Dzisiaj już nie jestem taka pewna tego, czy prawdziwa miłość zdarza się więcej niż raz. Zdarzało mi się pomylić miłość z czymś innym i być przekonaną, że to jest to.
Za pierwszym razem byłam uzależniona. Naprawdę myślałam, że kocham. Mierzyłam uczucie miarą własnego poświęcenia. W dwa tygodnie po rozstaniu pocieszyłam się.
Za drugim razem chyba pomyliłam namiętność z miłością, choć jeszcze do niedawna wierzyłam, że tego mężczyznę kochałam naprawdę przez jakiś czas. Teraz mam wrażenie, że to połączenie namiętności, ogromnej akceptacji, przywiązania. Nietrudno się pomylić, bo przecież wszystkie te elementy są tam, gdzie jest miłość.

Potem był P. - w pewnym momencie oboje zaczęliśmy się zastanawiać czy nie jesteśmy zakochani i dopiero kiedy było po wszystkim, zaczęłam czuć, że się zakochałam (żałosne, dopiero po i to chyba była reakcja na stratę, taki nagły przypływ uczuć wynikający z tego, że nagle się skończyło).
Pocieszycielem został Z., który powiedział coś takiego:
- Płaczesz po nim, jakby to był ten jedyny. Pomyśl, że to jeszcze nie był on.
I przedstawił mi swoją teorię jedynej/jedynego. Wyśmiałam ją. Na świecie jest mnóstwo potencjalnych partnerów dla każdego. Zgodził się z tym, ale teorię o Tej Jedynej osobie podtrzymał i podkreślił, że nie ma najmniejszego sensu rozpaczanie po kimkolwiek, bo to strata czasu, czeka się na Jedyną/Jedynego, zamiast żałować, że nie wyszło z kimś, kto nią/nim nie był. Nie ma czego żałować - tak powiedział. Może i coś w tym jest...

Myślę, że jeśli ktoś szuka ukojenia w ramionach innej/innego, jeśli potrzebuje odreagować seksem, to znaczy, że cierpi z jakiegoś innego powodu, nie wiem - odrzucenia, żalu przez to, że nadzieje na coś dobrego okazały się płonne, poczucia straty, ale na pewno nie kocha, pomylił miłość z czymś innym. Na dzień dzisiejszy, zebrawszy wszystkie swoje i cudze doświadczenia, teorie, przemyślenia jestem przekonana, że prawdziwa miłość nie kieruje nas do cudzego łóżka, choć... ktoś mi powiedział, że mężczyźni potrafią oddzielić seks od miłości do tego stopnia, że kochają jedną kobietę, a innej pozwolą zaspokoić czysto seksualne potrzeby.

Zdałam sobie własnie sprawę, że zbyt idealistycznie podchodzę do pojęcia miłości.

Ostatnio edytowany przez niechcemisie (2015-03-08 06:57:42)

110

Odp: Rozstanie

Za dużo nad tym myślisz, zamiast zacząć działać - ot co:)

111

Odp: Rozstanie

[quote=Oczytany]Czy waszym zdaniem lepiej jest kochać i stracić, czy nie kochać wcale? Gdybyście mogły zapomnieć kompletnie, o tym co było, i w ten sposób uśmierzyć ból, to chciałybyście tak? Czy jednak lepiej pamiętać, nawet jeśli ma zawsze boleć, bo jednak były też przyjemne wspomnienia, albo to było jednak cenne doświadczenie?[/quote]

Oczywiście że lepiej jest coś przeżyć, nawet jak potem ma boleć niż nie przeżyć nic, nie mieć wspomnień, nie usłyszeć od kogoś że nas kocha itp...

112

Odp: Rozstanie

Jestem za, wtedy przynajmniej wiemy jak to jest kochać i być kochanym i będziemy mogły opowiadać to wnukom wink

113

Odp: Rozstanie

Ja też myślę, że lepiej jest kochać i stracić, niż nie kochać wcale. Nawet jeśli to boli, przynajmniej mamy okazję czegoś się nauczyć.

Co więcej, sądzę że trzeba próbować wiele razy, aby znaleźć prawdziwą miłość. Na świecie jest tylu ludzi, że szansa na stworzenie udanego związku za pierwszym razem, bez doświadczenia, jest mała, a szansa na wielką miłość prawie tak drobna jak wygranej w totka - a jednak wielu zraża się po pierwszym związku, obiecuje sobie 'nigdy więcej!' Ja uważam, że nie warto oceniać własnych szans na szczęście na podstawie jednego związku, w którym wielu rzeczy dopiero się uczyliśmy.

A ta teoria Z., o której pisze niechcemisie, brzmi trochę znajomo. Myślę, że coś w tym jest, wierzę, że w gruncie rzeczy na świecie czeka ktoś, właśnie na nas. Ktoś, kto tak jak my szuka tego Jedynego/tej Jedynej.

Nie mam pewności, ale jakoś tak właśnie ułożyło się moje życie... kiedy mój związek z moją Pierwszą Miłością rozpadł się, byłem w dołku, ale poświęciłem trochę czasu na przemyślenia. Zapytałem siebie "jakie cechy powinna mieć moja wymarzona partnerka?", nigdy wcześniej o tym nie myślałem, a kiedy już to ustaliłem, zacząłem jej szukać. Łatwiej jest szukać, jeśli wiemy kogo, a jako że kobiet na świecie jest mnóstwo, miałem nadzieję że chociaż jedna, gdzieś tam, będzie pasować do mojego opisu.

Do tego, skoro nie wiedziałem, gdzie zacząć jej szukać, zabrałem się do tego problemu z drugiej strony - "jeśli ona też mnie szuka, to jak mogę dać się znaleźć?" Postanowiłem więc pracować nad sobą, żeby stanąć na nogi (zwłaszcza po poprzednim związku), nabrać formy, zadbać o siebie, po to, by móc spełnić jak najwięcej z jej oczekiwań, bo przecież to jasne, że chcę być dla mojej wymarzonej partnerki jej wymarzonym partnerem.

Robi się długi post, więc dodam tylko, że po jakimś czasie faktycznie znalazłem nową partnerkę. Nie jest wprawdzie dokładnie taka, jak ideał który sobie wyobrażałem, ale jest jej bardzo blisko do ideału, bliżej, niż śmiałem oczekiwać. Ale nigdy bym jej nie znalazł gdybym nie przemyślał, co poszło nie tak w poprzednim związku, a tamte lekcje teraz pomagają mi być lepszym partnerem dla mojej Królowej. Mam nadzieję, że tym razem to jest już to, Prawdziwa Miłość, ale nawet jeśli los potoczy się inaczej, to wiem, że znowu zdobędę cenne doświadczenie i następnym razem poszukiwania pójdą jeszcze lepiej.

114

Odp: Rozstanie

A możesz zdradzić jakie ma wady Twoja kobieta? smile

115

Odp: Rozstanie

[quote=Oczytany]@Ksymena: W moim przypadku zajęło to mniej więcej pół roku. A potem kolejny rok zanim zawarłem obecny związek. W tamtym byłem przez jakieś 5 lat... staram się patrzeć na ten okres, jako na czas nauki, obiecałem sobie, że wszystko, co poszło nie tak, to miała być lekcja, żebym nie powtarzał już więcej tych samych błędów i mógł być lepszym partnerem na przyszłość.[/quote]

To chyba tak w sam raz, żeby nie zdziczeć kompletnie i nie przyzwyczaić się do samotności wink

116

Odp: Rozstanie

Chciałbym, ale obawiam się, że żadne nie przychodzą mi do głowy.

To nadal bardzo świeży związek, więc nie wykluczam że jestem trochę zaślepiony, bo przesłoniła mi cały świat.

.... ale jedną kojarzę - bardzo się zamartwia. Najczęściej powtarzając, że nie zasługuje na wszystkie moje komplementy, na co odpowiadam, że absolutnie zasługuje bo mówię je ze szczerego serca, to co widzę to też doceniam.

Z drugiej strony, to może być czasem meczące, takie obsypywanie komplementami i ciągłym 'Kocham Cię', prawda? Wiem że to razi najbardziej, gdy jest nieszczere, dlatego zawsze staram się zauważać coś godnego pochwały, nawet proste rzeczy, takie jak jej ładne uczesanie tego dnia, czy też dowcip, który udał jej się świetnie. Może wtedy nie są szczególnie kwieciste, ale cieszą ją, więc też nie ustaję dopóki nie usłyszę od mojego Aniołka że 'dość już'.

Nie wiem, czy dobrze odpowiedziałem na Twoje pytanie Ksymeno. ^^; Ale cóż, spróbowałem.

*widać nowy post*  ...... półtora roku, hmm. Pewnie masz rację, w każdym razie dla mnie tyle czasu było właśnie w sam raz.

117

Odp: Rozstanie

Będziemy dociekliwe. Piszesz, że jednak odbiega od ideału, więc czego jej brakuje? big_smile

118

Odp: Rozstanie

Nie jest wierząca, jak ja. Ale ustaliliśmy, że możemy to pogodzić, ona nie wtrąca się do mojej wiary, ja nie próbuję jej nawracać.

Bywa trochę zazdrosna. Moja Pierwsza Miłość była szalenie zazdrosna, wręcz zaborcza, więc obiecałem sobie że drugi raz takiej nie wezmę. Ale w porównaniu z nią, moja Królowa to ledwie przypomina o swoim istnieniu, zamiast trzymać mnie na smyczy, więc nie narzekam. Naprawdę nie mam na co.

I nie ma rudych włosów. Dla mojego ideału zachciałem akurat rudych, ale włosy można ufarbować, tudzież w ogóle zastosować przebieranki/cosplay. Już nawet rozmawialiśmy o tym, żeby kiedyś tak zrobić dla frajdy.

Więcej mi nie przychodzi do głowy. Prawdopodobnie jestem zbyt szczęśliwy, żeby się skupić na jej brakach i wadach, ale będę próbował dla was, jak coś jeszcze mi się przypomni, to powiem.

119

Odp: Rozstanie

A planujecie już ślub?  Myślisz że ona będzie chciała kościelny?

120

Odp: Rozstanie

Hmmm, a czy trzymasz się tej chrześcijańskiej zasady, że seks dopiero po ślubie? wink

121

Odp: Rozstanie

Oboje wolelibyśmy ślub cywilny, bez wielkiego wesela i tłumu gości, więc też i kościół na tę okazję niekoniecznie nam potrzebny. Sęk w tym, że nie chcemy zrazić reszty naszych rodzin, którzy pewnie chcieliby zatańczyć na naszym weselu, zresztą wiecie jak jest.

Dlatego też nie śpieszymy się ze ślubem, moja Najmilsza chce poczekać i nacieszyć się tym okresem przed, więc i ja nie nalegam.

A co do zasad, hmm, niezupełnie. Wprawdzie zgadzamy się, że jest za wcześnie na starania o powiększenie rodziny, ale też specjalnie się nie powstrzymujemy nazwzajem, także żeby zobaczyć, czy dobrze nam ze sobą... i w tym względzie muszę ją pochwalić, bo jest po prostu boska. Nie żebym był znawcą zdolnym wydać obiektywną ocenę, ale w kwestii subiektywnej przyjemności jest świetnie.

Teraz tylko utrzymać ten poziom jakieś 40 i więcej lat, to już nic więcej mi nie potrzeba i mógłbym umrzeć szczęśliwy.

122

Odp: Rozstanie

No to nie wiem, co powie na to ksiądz proboszcz... big_smile
Ale taką chrześcijanką to i ja jestem, kościół  jest potrzebny od święta, żeby się pokazać w nowej kiecce, a od życia prywatnego trzymam go z daleka smile

123

Odp: Rozstanie

Wybiórczość. Znak czasu. Kiedyś by Was ukamienowali i nazwali letnimi (nie zimni i nie gorący). To po co Wam w ogóle religia? Tak z ciekawości zapytuję, jeśli to nic tajnego.

Ostatnio edytowany przez niechcemisie (2015-03-12 03:38:46)

124

Odp: Rozstanie

Trudno dziś sprostać wymaganiom, jakie stawia religia młodemu człowiekowi...

125

Odp: Rozstanie

Ksiądz proboszcz najpewniej powiedziałby, że mogę wierzyć w co tam chcę, o ile zapłata małżeńska wpłynie. Zresztą notabene katolikiem nie jestem, chyba bym nie mógł być. Różnie bywa.

A skoro niechcemisie już zapytała... no cóż, to jest osobiste pytanie. Ale odpowiem z mojego punktu widzenia.

Religia jako taka jest mi właściwie niepotrzebna. Co innego Bóg. Aby było do kogo się modlić.

Kiedy skończył się mój poprzedni związek, myślałem, że to już nie ma sensu, po co to wszystko, czy warto w ogóle się wiązać? Nieraz miewałem takie chwile zwątpienia. Ale modliłem się i znajdowałem w ten sposób spokój i pocieszenie.

Nie wiem czy poradziłbym sobie bez Boga w życiu. Na pewno odczuwałbym brak i pustkę, którą mógłbym chcieć desperacko czymś zapełnić. To, że nie piję, nie palę, nie ćpam, nie szwendam się nocami po osiedlu ani nie szukam łatwych partnerek bądź równie łatwego co nielegalnego zarobku - to że nie idę w życiu na skróty, przypisuję właśnie Bogu, to jego wpływ na moje życie. Religia religią, ale bez Boga nie byłbym sobą, tylko jakimś zupełnie innym człowiekiem.


A uprzedzając następne pytanie - nie wszystkie słowa padające z ambony są zaraz święte. Wybiórczość ma swoje miejsce, bo nie po to ludzie mają rozum, żeby bezkrytycznie przyjmować prawdy objawione. Gdyby było inaczej, mielibyśmy już dawno ustawiony plan życia i nakaz by się go trzymać, bez możliwości wyboru innej drogi. Każdy musi sam zdecydować.

I na ten przykład, sądzę, że jeśli jest się pewnym decyzji i partnera/ki, że to właśnie ten/ta Jedyny/a, sam ślub to formalność potwierdzająca związek. Może nie wiem do końca, co czeka nas w przyszłości, ale jej akurat jestem pewny.

A swoją drogą, to już moja druga miłość, więc co do czekania i tak jestem mocno spóźniony. >.>