Agnieszka Perepeczko odpowiedziała hejterom. Pokazała zdjęcie w stroju kąpielowym i napisała, co naprawdę myśli
dodał: Iwona Marczewska
Agnieszka Perepeczko nie zamierza przepraszać za to, że lubi życie. Aktorka od lat pokazuje, że metryka nie musi odbierać kobiecie energii. Chętnie publikuje zdjęcia z podróży, spotkań i codzienności. Tym razem pokazała się w stroju kąpielowym. Przy okazji odpowiedziała internautce, która nazwała ją „odrażającą kreaturą”. Jej reakcja była przewrotna. Zamiast ukryć się przed komentarzem, poszła do lustra. Potem zrobiła coś jeszcze. Opowiedziała o tym publicznie i z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru.
„Czy ja jestem odrażającą kreaturą?” Aktorka nie zamierza chować się przed hejtem
Agnieszka Fitkau-Perepeczko zamieściła zdjęcie prosto z basenu. Pozuje na nim w stroju kąpielowym i wygląda na osobę, która świetnie bawi się latem. Post jest odpowiedzią na komentarz, który pojawił się pod inną fotografią. Komentarz, który trudno uznać za zwykłą krytykę. Jedna z internautek nazwała aktorkę „odrażającą kreaturą”. Perepeczko postanowiła odpowiedzieć. Nie wybrała jednak tonu pełnego oburzenia. Zrobiła to po swojemu.
Wyświetl ten post na Instagramie
„Czy ja jestem odrażającą kreaturą? Bo tak napisała w komentarzu jakaś przewodnicząca hejterek. Postanowiłam to zapamiętać i szybko pobiegłam do lustra. No nie… wszystko ok… miła kobiecina… ciało gładkie… opalone, które… tak jak jego właścicielka kocha życie…” – napisała aktorka.
Ten wpis mówi o niej więcej niż niejeden wywiad. Perepeczko nigdy nie udaje osoby, która chce wpasować się w oczekiwania innych. Lubi kolory, podróże, ludzi i rozmowy. Nie ukrywa także swojej kobiecości. Co więcej, nie uważa, że w określonym wieku należy zniknąć z życia medialnego i towarzyskiego.
Jej odpowiedź na hejt jest więc czymś więcej niż ripostą. To demonstracja pewnego sposobu myślenia. Aktorka wyraźnie pokazuje, że cudzy komentarz nie definiuje naszej wartości. Nie pierwszy raz mówi zresztą o hejterach bez lęku. W jednym z wcześniejszych wywiadów podkreślała, że negatywne komentarze jej nie zatapiają. Twierdziła, że człowiek powinien zachować własny rozum.
Tym razem również postawiła na dystans. Zamiast pozwolić, aby jedna osoba odebrała jej dobry humor, zrobiła dokładnie odwrotnie. Pokazała zdjęcie, na którym cieszy się chwilą. I przypomniała, że życie jest zbyt krótkie na ciągłe przejmowanie się cudzymi opiniami.
Aktorka, modelka i pisarka. Jej życie nigdy nie miało jednego scenariusza
Agnieszka Perepeczko od początku wybierała własną drogę. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. W latach 70. i 80. występowała między innymi w Teatrze Komedia. Pojawiała się również na scenach innych warszawskich teatrów. Później jej życie mocno związało się z Australią.
Do Australii pojechała najpierw jako modelka. Reprezentowała tam Modę Polską i prezentowała polską wełnę. Później zajęła się fotografią i zaczęła prowadzić firmę fotograficzną. Pracowała nie tylko jako modelka. Pojawiała się w australijskich produkcjach serialowych i filmowych.
Agnieszka Perepeczko pisała też książki. Opowiadała w nich o życiu, podróżach, jedzeniu i świecie gwiazd. Jedną z ważnych pozycji była autobiograficzna książka „Babie lato”. Aktorka wykorzystała w niej również doświadczenia związane z „M jak miłość”. To właśnie rola Simony Müller przyniosła jej ogromną popularność wśród polskich widzów.
Jej historia pokazuje więc kobietę, która wielokrotnie zaczynała coś od nowa. Nie ogranicza się do jednego zawodu. Australia stała się ważnym miejscem jej życia. Jednocześnie Polska nigdy nie zniknęła z jej historii. W czerwcu 2026 roku ogłoszono jej powrót do roli Simony w „M jak miłość”, tak więc wciąż jest czynna zawodowo.
Marek Perepeczko był miłością jej życia
W życiu Agnieszki Perepeczko niezwykle ważne miejsce zajmował Marek Perepeczko. Poznali się jeszcze podczas nauki w warszawskiej szkole teatralnej. Pobrali się w 1966 roku. Przez kolejne dekady tworzyli jedną z najbardziej rozpoznawalnych par polskiego świata artystycznego.
Ich związek miał jednak nietypową formę. Pod koniec lat 70. Agnieszka wyjechała do Australii. Marek nie chciał na stałe opuszczać Polski. Przez lata żyli więc pomiędzy dwoma krajami. Nie oznaczało to jednak końca ich małżeństwa. Wręcz przeciwnie. Perepeczko wielokrotnie podkreślała, że łączyła ich bliskość oraz wzajemne zaufanie. Oboje cenili również niezależność. Mieszkali osobno, ale pozostawali w kontakcie. Ich relacja przetrwała także okresy długiej rozłąki. Marek Perepeczko zmarł 16 listopada 2005 roku. Ich małżeństwo trwało więc niemal czterdzieści lat. Po jego śmierci aktorka wielokrotnie wracała do wspomnień o mężu. Mówiła o nim jako o najważniejszym mężczyźnie swojego życia.
Przy okazji wspomnień o tej parze często wraca jeszcze jeden temat. Ich uroda była szeroko komentowana. Według wspomnień przyjaciół, kiedy spacerowali razem po Nowym Świecie, ludzie oglądali się za nimi. Byli bowiem wyjątkowo atrakcyjną parą. Marek był bożyszczem z ekranu, wspaniale umięśniony i niezwykle przystojny w czasach młodości. Jego najlepszą rolą, która przyniosła rozpoznawalność i sławę był tytułowy Janosik.
Dzisiaj uwagę przyciąga przede wszystkim Agnieszka. I trudno się dziwić. Aktorka nadal lubi kobiece stroje, opalone ciało i często wrzuca do sociali zdjęcia pokazujące jej codzienność. Nie próbuje udawać, że przestała być kobietą tylko dlatego, że przekroczyła osiemdziesiątkę.
Nieustająca radość życia
Agnieszka Fitkau-Perepeczko urodziła się urodziła się 6 maja 1942 roku. Dziś ma więc 84 lata. W naszej kulturze często dominuje schemat starszej pani, która stopniowo rezygnuje z aktywności życiowych. Agnieszka buntuje się przeciwko takiemu pojmowaniu starości. Całe jej social media to przypomnienie, że kobieta nie musi rezygnować z siebie wraz z upływem lat. Może być elegancka i zmysłowa pomimo zmarszczek. Może pływać w basenie. Może publikować zdjęcia w stroju kąpielowym i zachwycać się własnym wyglądem. Może także po prostu dobrze się bawić, jeśli tylko zdrowie jej na to pozwala.
Agnieszka Perepeczko pokazuje, że można starzeć się bez rezygnowania z życia. Można mieć swoje pasje, marzenia i apetyt na kolejne doświadczenia. Można też zwyczajnie lubić siebie. I właśnie dlatego jedno złośliwe zdanie w Internecie nie musi mieć wpływu na naszą samoocenę.




