Dlaczego godzina, o której jemy, może mieć znaczenie? Naukowcy mówią o tzw. jet lagu jedzenia
dodał: Marta Dudzińska
W poniedziałek śniadanie o 7.00, obiad chwilę po 13.00 i kolacja przed 19.00. W sobotę pierwsza kawa z czymś do jedzenia dopiero o 10.30, obiad o 16.00, a wieczorem jeszcze coś przekąsimy, bo przecież weekend.
Brzmi znajomo? Taka różnica w godzinach posiłków może wydawać się zupełnie niewinna. Tymczasem naukowcy zaczęli przyglądać się zjawisku, które nazwali eating jet lag, czyli jet lagiem jedzenia. Chodzi o sytuację, w której pory posiłków mocno przesuwają się między dniami pracy a weekendem. Najnowsze badanie objęło ponad 100 tys. osób i właśnie dlatego temat znów zrobił się głośny.
Organizm ma swój zegar. I nie chodzi wyłącznie o sen
Kiedy myślimy o zegarze biologicznym, najczęściej kojarzymy go ze snem. Wieczorem robi się nam sennie, rano łatwiej się obudzić, a światło dzienne pomaga organizmowi ustawić rytm kolejnych godzin. Ten mechanizm jest jednak znacznie bardziej rozbudowany. Wiele tkanek i narządów ma własne rytmy dobowe, a jednym z sygnałów, które pomagają je synchronizować, jest właśnie pora przyjmowania pokarmów. Wątroba, trzustka i inne elementy metabolizmu nie działają więc zupełnie obojętnie na to, czy posiłek pojawia się rano, w środku dnia czy późnym wieczorem.
Dlatego coraz częściej mówi się o tzw. chronoodżywianiu. Nie oznacza ono kolejnej diety, w której trzeba skrupulatnie odmierzać godziny. Chodzi raczej o pytanie, czy sposób, w jaki rozkładamy jedzenie w ciągu doby, pasuje do naszego rytmu biologicznego. Wcześniejsze badania sugerowały, że pora jedzenia może mieć związek m.in. z gospodarką glukozową i metabolizmem, a nowsza metaanaliza 44 badań interwencyjnych wskazała, że wcześniejsze spożywanie posiłków może krótkoterminowo poprawiać niektóre parametry glikemii. Autorzy jednocześnie podkreślili, że wyniki są zbyt niejednorodne, aby na ich podstawie tworzyć twarde zalecenia kliniczne.
I tutaj pojawia się ciekawy problem współczesnego stylu życia. W tygodniu jemy według zegarka, który wyznacza praca, szkoła, obowiązki i dojazdy. W weekend chcemy wreszcie odpocząć, więc śniadanie przesuwa się o dwie lub trzy godziny, obiad zaczyna się wtedy, kiedy zwykle kończymy pracę, a kolacja pojawia się później. Sen również często przesuwamy. W efekcie organizm dostaje w ciągu kilku dni zupełnie różne informacje dotyczące tego, kiedy jest pora aktywności, a kiedy odpoczynku i jedzenia.
Właśnie tę różnicę między dniami roboczymi i wolnymi określa się mianem eating jet lag. Nie chodzi więc o to, że zjedzenie obiadu o 15.00 jest automatycznie złe, a o 14.00 dobre. Znacznie ciekawsze może być to, jak bardzo zmienia się nasz rytm jedzenia z dnia na dzień. Organizm lubi pewną przewidywalność, choć oczywiście nie oznacza to konieczności jedzenia codziennie co do minuty. Zdrowe odżywianie nadal zaczyna się od jakości i ilości jedzenia, a godziny posiłków są jednym z elementów całej układanki.
Weekendowy „reset” może być ważniejszy, niż myślimy
Najnowsze badanie opublikowane we wrześniu 2026 r. w Communications Medicine jest interesujące właśnie dlatego, że nie skupiało się wyłącznie na tym, co ludzie jedzą. Naukowcy przeanalizowali dane 104 806 uczestników francuskiej kohorty NutriNet-Santé, przyglądając się m.in. różnicom w porach pierwszego i ostatniego spożycia kalorii między dniami roboczymi a weekendem. Uczestników obserwowano przez wiele lat, a następnie sprawdzano zależności między „jet lagiem jedzenia” a chorobami układu sercowo-naczyniowego.
Wyniki wzbudziły zainteresowanie, ale trzeba je czytać bez sensacyjnych skrótów. Wśród mężczyzn większe różnice w godzinach jedzenia między dniami pracy i wolnymi wiązały się z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych i choroby wieńcowej. Zależności pozostawały widoczne również po uwzględnieniu m.in. jakości diety i tzw. społecznego jet lagu związanego ze snem. U kobiet takiej istotnej zależności nie zaobserwowano. Nie oznacza to jednak, że nieregularne jedzenie jest dla kobiet obojętne — badanie nie pozwala wysnuć takiego wniosku. Autorzy sami wskazują, że potrzebne są dalsze badania, a różnice między płciami wymagają wyjaśnienia.
Co szczególnie ważne, było to badanie obserwacyjne. Można więc zauważyć związek między dwoma zjawiskami, ale nie można na jego podstawie powiedzieć, że przesuwanie śniadania w sobotę o dwie godziny powoduje choroby serca. Na nasze zdrowie wpływa przecież ogromna liczba czynników: aktywność fizyczna, sen, stres, masa ciała, palenie, alkohol, sposób odżywiania czy sytuacja zawodowa. Sama godzina posiłku nie jest magicznym przełącznikiem zdrowia.
Co z tego wynika dla nas? Raczej nie potrzeba kolejnej zasady, której będziemy pilnować z zegarkiem w ręku. Bardziej rozsądne jest zauważenie własnego rytmu. Jeśli przez cały tydzień jemy mniej więcej o podobnych porach, a w weekend przesuwamy wszystkie posiłki o kilka godzin, możemy spróbować ograniczyć te różnice. Warto też uważać na bardzo późne, obfite kolacje i ciągłe podjadanie do nocy. Nie dlatego, że po konkretnej godzinie jedzenie nagle staje się „niezdrowe”, lecz dlatego, że pora posiłków jest powiązana z rytmem dobowym, snem i metabolizmem. Regularność może być pomocna, ale nie musi oznaczać sztywności. I to chyba najzdrowszy sposób patrzenia na modę na eating jet lag: nie jako kolejną dietetyczną obsesję, lecz jako przypomnienie, że organizm funkcjonuje w czasie — i warto czasem zwrócić uwagę nie tylko na to, co kładziemy na talerzu, ale również na to, o jakiej porze to robimy.
Polecamy również:
![]() |
Jedzenie w samotności – nowy luksus? |
![]() |
Nieśpieszne jedzenie poprawia samopoczucie |
![]() |
Farm-to-table podbija kuchnie. Dlaczego? |









