Karolina Wilczyńska: Jestem jesieniarą – kiedy jedno zdjęcie zmienia całe życie
dodał: Marta Dudzińska
Jesień w tej powieści zaczyna się znacznie wcześniej niż na kalendarzu. Jest sposobem patrzenia na świat, potrzebą ciszy, upodobaniem do chłodniejszych poranków i chwil, w których człowiek nie musi niczego nikomu udowadniać. Karolina Wilczyńska bardzo świadomie wykorzystuje ten motyw, ale nie zatrzymuje się na przyjemnym obrazie kubka herbaty, kolorowych liści i swetra. Pod miękką, jesienną warstwą umieszcza temat zdecydowanie mniej przytulny – pytanie o to, co dzieje się z prywatnością, kiedy cudze zainteresowanie zaczyna być traktowane jak prawo do naszego życia.
I właśnie to zestawienie najbardziej wybrzmiewa w całej opowieści. Z jednej strony mamy spokojny rytm Kielc, wrześniową aurę i bohaterkę, która dobrze czuje się z dala od internetowego zgiełku. Z drugiej – nagłe wtargnięcie świata mediów społecznościowych, w którym człowiek może zostać opisany, oceniony i właściwie wymyślony przez osoby, które nigdy go nie spotkały.
Bardzo współczesna historia o prawie do własnego życia
Najciekawszy wymiar tej książki nie wiąże się z samym motywem popularności. Znacznie bardziej interesujące jest pytanie o granicę między tym, co publiczne, a tym, co nadal należy wyłącznie do nas. W świecie, w którym fotografowanie, publikowanie i komentowanie cudzej rzeczywistości stało się czymś niemal automatycznym, łatwo zapomnieć, że po drugiej stronie ekranu znajduje się konkretny człowiek.
Wilczyńska dobrze wykorzystuje ten paradoks. Jej bohaterka nie marzy o sławie, nie buduje swojej obecności w sieci, nie zabiega o uwagę. Tym mocniej wybrzmiewa sytuacja, w której nagle otrzymuje coś, czego wcale nie chciała – zainteresowanie tysięcy obcych osób. Jedno zdjęcie staje się początkiem opowieści, którą inni zaczynają tworzyć za nią.
To daje powieści ciekawy, współczesny ciężar. Nie trzeba być influencerem, celebrytą ani osobą publiczną, żeby zetknąć się z problemem. Wystarczy znaleźć się w kadrze. Wystarczy, że ktoś uzna nasze życie za interesujące. I nagle pojawia się pytanie, które trudno zbyć wzruszeniem ramion: czy inni mają prawo opowiadać naszą historię tylko dlatego, że mogą?
Jesień ma tutaj własny charakter
Podoba mi się również to, że jesienność książki nie sprowadza się do dekoracji. Jest związana z osobowością głównej bohaterki i jej sposobem odpoczywania od świata. W udostępnionym fragmencie bardzo wyraźnie wybrzmiewa jej dystans do kultury nieustannego eksponowania szczęścia – fotografowania, pokazywania, uczestniczenia w niekończącym się konkursie na atrakcyjne życie. Jesień daje jej coś przeciwnego: pozwolenie na zwolnienie i zwyczajność.
To chyba jeden z bardziej udanych pomysłów powieści. „Jesieniara” nie oznacza tutaj wyłącznie osoby, która lubi dyniowe latte, koce i liście w parku. To ktoś, kto dobrze czuje się w porze roku pozbawionej letniej presji efektowności. Jesień nie musi niczego udowadniać. Jest trochę szara, trochę chłodna, czasem deszczowa i właśnie dlatego daje przestrzeń na spokój.
A potem ten spokojny świat zostaje zderzony z internetem, który działa dokładnie odwrotnie – chce natychmiastowości, reakcji, komentarza, kolejnego zdjęcia i kolejnej historii. Ten kontrast nadaje powieści znacznie więcej niż tylko sezonowy klimat.
Niepokojące jest to, jak łatwo tworzymy cudzy wizerunek
Po przeczytaniu książki szczególnie mocno zostaje myśl o tym, jak szybko człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się obrazem. Wystarczy kilka informacji, jedno zdjęcie, kilka komentarzy i już powstaje gotowa postać: „jakaś” dziewczyna, „jakiś” mężczyzna, „czyjaś” historia. Resztę dopowiada wyobraźnia.
Wilczyńska dotyka więc mechanizmu, który znamy bardzo dobrze, choć nie zawsze chcemy go zauważać. Internet potrafi stworzyć wizerunek szybciej, niż prawdziwy człowiek zdąży powiedzieć, kim jest. Co więcej, im atrakcyjniejsza okazuje się ta wymyślona wersja, tym trudniej później ją od siebie odkleić.
Dlatego powieść można odczytać także jako opowieść o odzyskiwaniu własnego głosu. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby zniknąć z pola widzenia. Czasem trzeba powiedzieć: to jest moje życie i to ja mam prawo zdecydować, co o nim zostanie opowiedziane.
W tym sensie tytuł okazuje się bardziej przewrotny, niż można początkowo przypuszczać. „Jestem jesieniarą” brzmi lekko, niemal żartobliwie, ale pod tą prostą deklaracją kryje się prawo do własnego sposobu życia. Do lubienia tego, co nie jest modne, do bycia poza głównym nurtem. Do niewystawiania siebie na pokaz.
Ciepło, które ma swoją ciemniejszą stronę
Nie odebrałam tej powieści jako klasycznej historii „na koc i herbatę”, choć taki nastrój niewątpliwie jej towarzyszy. Jest w niej ciepło, ale obok niego pojawia się coraz wyraźniejszy chłód związany z medialnym zainteresowaniem i utratą kontroli nad własnym wizerunkiem.
I właśnie dlatego książka wydaje mi się ciekawsza, kiedy przestaje być wyłącznie jesienną lekturą, a zaczyna działać jak lustro. Można się w nim przejrzeć nie jako użytkownik konkretnej aplikacji, lecz jako człowiek żyjący w czasach, w których prywatność bardzo łatwo pomylić z treścią do udostępnienia.
Wilczyńska nie potrzebuje przy tym tworzyć wielkiej, publicystycznej rozprawy. Temat wynika z historii i relacji bohaterów. Dzięki temu można czytać powieść po prostu jako obyczajową opowieść, a dopiero później zauważyć, że kilka jej pytań zostaje w głowie na dłużej.
Książka, która zostawia coś więcej niż jesienny nastrój
Właśnie tematyka internetu oraz sposobu prowadzenia historii jest powodem, dla którego warto po tę książkę sięgnąć. Nie tylko po to, żeby poczuć jesień między kartkami, ale żeby zastanowić się nad czymś znacznie mniej sezonowym. Nad tym, jak łatwo oddajemy innym prawo do interpretowania naszego życia i jak trudno później odebrać im tę narrację.
Karolina Wilczyńska stworzyła opowieść osadzoną w bardzo konkretnym czasie: w świecie zdjęć robionych telefonem, internetowych zasięgów, influencerów i natychmiastowych ocen. Jednocześnie pytanie, które z niej wynika, jest zaskakująco stare – ile z własnego życia chcemy zachować tylko dla siebie?
Książkę polecamy czytelniczkom, które lubią powieści obyczajowe z wyraźnym współczesnym tematem, ale również tym, które po książce oczekują czegoś więcej niż samego klimatu. Jesień jest tutaj pięknym tłem, lecz pod kolorowymi liśćmi kryje się opowieść o granicach, własnej tożsamości i potrzebie zachowania kawałka świata, do którego inni nie mają dostępu.
To propozycja przede wszystkim dla osób, które lubią jesienny klimat, ale nie potrzebują, żeby książka była jedynie nastrojowym dodatkiem do tej pory roku. I może właśnie dlatego po zamknięciu książki nie zostaje wyłącznie ochota na herbatę, miękki sweter i spacer po mokrym parku. Zostaje także pewien niepokój. Ten dobry, który każe przez chwilę pomyśleć, zanim następnym razem zrobimy komuś zdjęcie, udostępnimy je albo dopowiemy sobie historię człowieka, którego przecież wcale nie znamy.
Od Wydawcy:
Jedno zdjęcie. Tyle wystarczyło, by życie Zuzanny Wawrzyniak wywróciło się do góry nogami.
Jeszcze wczoraj była zwyczajną studentką z Kielc, która najbardziej lubiła jesienne spacery i spokój. Dziś cały internet zna ją jako Jesieniarę – dziewczynę, którą postanowił odnaleźć jeden z najpopularniejszych influencerów w kraju. Miliony ludzi kibicują tej historii.
Jednak za perfekcyjnymi zdjęciami, romantycznymi gestami i milionami wyświetleń kryje się coś, czego Zuzanna nie dostrzega. Sława zaczyna smakować coraz bardziej, granica między prawdą a kreacją staje się coraz mniej wyraźna.
Ile jest warta popularność? Komu można zaufać, gdy prawda przegrywa z medialną narracją? I czy można odnaleźć siebie, gdy cały świat próbuje powiedzieć ci, kim powinieneś być?
Historia o manipulacji, marzeniach, które się spełniają i o cenie, jaką czasem trzeba za nie zapłacić.
Bo jesień mija. Ale to, kim jesteś, nie mija razem z nią.





