Znalazłam miłość w najbardziej nieoczekiwanym miejscu – poruszająca emocje historia Kamili

15 lutego 2026,
dodał: Iwona Marczewska
Artykuł zewnętrzny

Kamila podzieliła się z nami bardzo wzruszającą opowieścią. Historia, którą zechciała opowiedzieć, jest pełna smutku, ale z dodającym otuchy zakończeniem. Pokazuje, jak bardzo zbliżają ludzi podobne przejścia i jakim wsparciem może być dla nas druga osoba, która rozumie nasz ból. 

Gdy życie zaprowadziło mnie tam, gdzie nie chciałam być

Moja Mama odeszła w hospicjum. Bardzo chorowała w ostatnich latach swojego życia. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby jest bardzo trudnym przeżyciem. Najtrudniejsze jest w nim patrzenie jak ktoś gaśnie. I to uczucie ulgi, za które jest człowiekowi wstyd. Tak, są sytuacje, w których to naprawdę potrafi być ulgą. Nie zrozumcie mnie, proszę, źle. Kocham moją Mamę i bardzo za nią tęsknię, ale świadomość, że nie musi już cierpieć, zdjęła ciężar z jej i moich barków.

Do hospicjum trafiłam jako osoba odwiedzająca moją Mamę. Zobaczyłam tam bezmiar cierpienia rodzin, które tracą bliskich. I ludzi, którzy niczego innego już w życiu nie potrzebują, tylko tego, żeby ktoś pomógł im spokojnie dotrzeć do mety. Mają za sobą walkę o życie. Teraz chcą tylko godnie odejść, z poczuciem, że zostawiają uporządkowane sprawy.

Widziałam ile znaczy to dla mojej Mamy. Ile spokoju przynosi jej to, że nie rozpaczamy przy jej łóżku, że zdajemy się być pogodzeni z tym, co ma nastąpić. Ona by nas nie chciała zostawiać w takim stanie, bez pocieszenia. To by ją zatrzymywało, a naprawdę nie miała już siły. Czułam, że mój sprzeciw wobec konsekwencji jej choroby byłby tylko dodatkowym obciążeniem. Być pogodzonym w tym kontekście nie znaczy, że chcemy tego rozstania. Być pogodzonym to znaczy, że chcemy wykorzystać dany nam czas, pozostały nam czas…

Towarzyszenie Mamie było praktyką cierpliwości i wdzięczności. Dziękowałam za to, że możemy być obok siebie jeszcze przez chwilę.

Pomaganie

Po śmierci Mamy zgłosiłam się do hospicjum jako wolontariuszka. Pielęgniarki pamiętały mnie z częstych wizyt. Czułam pustkę po stracie, ale wiedziałam, ile mogę zrobić dla innych.

Misja wolontariatu w takim miejscu jest bardzo wymagająca pod względem psychicznym. Jeśli jednak widzisz, że niesiesz światło i spokój ludziom, którzy go potrzebują, staje się małą radością w miejscu, gdzie jest za dużo smutku.

Oczywiście odbyłam specjalistyczny kurs przygotowawczy. Jest to wymagane, aby zostać wolontariuszem medycznym. Dzięki niemu mogłam pracować w bezpośrednim kontakcie z podopiecznymi. Przychodziłam dwa razy w tygodniu.

Pierwsze dni były trudne. Spotykałam osoby, z którymi nie byłam emocjonalnie związana, a mimo to poruszała mnie ich sytuacja. Towarzyszyłam bardziej doświadczonemu wolontariuszowi. Każdy dyżur kosztował mnie więcej, niż się spodziewałam. Czułam jednak, że dam sobie radę, bo to, co robię, jest potrzebne. Pomaga innym godniej zakończyć życie.

Wspólne doświadczenie zbliża

Jedno z łóżek zajmowała kobieta po walce z nowotworem. Była w wieku zbliżonym do mojej Mamy. Regularnie odwiedzał ją dorosły syn. Najczęściej siedział przy niej z kubkiem herbaty i książką. Nawet wtedy, kiedy spała. Czuwał.

Kilka razy podszedł podziękować mi za moją pracę. Mama mówiła mu, że zadbałam o jej potrzeby. Wymienialiśmy uprzejmości i zmęczone uśmiechy, kiedy przechodziłam obok sali. To wystarczało, by poczuć się mniej samotnie. Taki mały gest w obliczu nieodwracalnego. Uśmiech.

Czasem, kiedy spała, zatrzymywałam się przy nich na krótką rozmowę szeptem. Przynosiłam mu gorącą herbatę. Podczas jednego z takich momentów podzieliłam się swoim doświadczeniem. Żegnałam Mamę w tym samym miejscu. Mam wrażenie, że od tej pory patrzył na mnie inaczej. Tak jakby wcześniej myślał, że pocieszam go ze zwykłej uprzejmości, a teraz dałam dowód, że naprawdę go rozumiem.

Pewnego wieczoru zaproponował, że odwdzięczy się za herbatę. Było już po godzinach odwiedzin i zaraz kończyłam dyżur. Zgodziłam się. Większość kawiarni była już zamknięta, więc zawstydził się, że tak nie w porę zaproponował. Powiedziałam, że nic nie szkodzi, że po dyżurze zaleca się spacer, zwłaszcza w towarzystwie, aby odreagować. I poszliśmy na spacer.

Związek, który rósł w cieniu trudnych emocji

Zaczęliśmy spotykać się po moich dyżurach. Rozmawiać coraz dłużej i bardziej szczerze. Opowiadał mi o bezsilności i strachu przed stratą. Ja mówiłam o żałobie, która w jakiś sposób wciąż we mnie siedziała. Dla mnie to była pierwsza taka możliwość rozmowy od miesięcy. Z rodziną nie poruszaliśmy tematu śmierci Mamy. Mówiliśmy o niej, ale wspominając dobre chwile, jej wszystkim znane zwyczaje, albo powtarzając, co kiedyś powiedziała. Z nikim nie rozmawiałam o tym, jak ciężko mi było po jej śmierci. Ani ze znajomymi, ani z rodziną. Adrian był pierwszą osobą, której mogłam się na ten temat naprawdę wygadać. On sam sprawiał wrażenie, jakby nasze rozmowy pomogły mu się przygotować na to, co nastąpi.

Nie rozmawialiśmy tylko o śmierci, ale też o nas. O tym, co kto lubi i czym się zajmuje, jakie ma poglądy. Nie udawaliśmy silnych ani szczęśliwych. Poznaliśmy się w miejscu, gdzie nie dało się kłamać. Hospicjum uczy pokory i prawdy o życiu. To zbliża szybciej i inaczej, niż romantyczne randki.

Adrian nigdy mnie nie poganiał w tym, żebym wydobyła z siebie trudne doświadczenia. Ja nigdy nie próbowałam go pocieszać na siłę. Dawaliśmy sobie przestrzeń i cierpliwość. Z czasem między nami nawiązała się szczególna więź i pojawiło się uczucie. To było nowe i zaskakujące. Poczułam, że życie znów się porusza.

Ta miłość zmieniła moje spojrzenie na życie

Nasza relacja rozwijała się powoli i bez presji. Spotykaliśmy się już nie tylko po dyżurach. Razem opiekowaliśmy się jego Matką. Zrozumiałam, że trudne okoliczności nie wykluczają szczęścia. Pozwalają zobaczyć człowieka bez masek i oczekiwań.

Miłość, która się pojawiła, nie zabrała bólu. Ona nauczyła mnie żyć pomimo bolesnych elementów życia. Pokazała, że serce może się otworzyć nawet po głębokiej stracie. Mama Adriana zmarła jesienią. Spotykaliśmy się już wtedy od pół roku.

Związek zbudowany na empatii i cierpliwości ma solidne fundamenty. Nawet jeśli zaczyna się w nieoczekiwanym miejscu. Ta historia dała mi nowe spojrzenie na życie. Przestałam odkładać radość na później. Zaczęłam doceniać drobne chwile. One tworzą prawdziwą bliskość. Pozwalają wykorzystać dni, które otrzymujemy.

Czasami mam wrażenie, że moja Mama gdzieś tam jest i czule patrzy na to rozwijające się uczucie. Z takim uśmiechem, jakby chciała powiedzieć, że teraz już wszystko będzie pięknie i że zostawiła mnie w dobrych rękach.

nadesłała: Kamila G.

 

Każda historia ma znaczenie.

Jeśli chcesz, by Twoja została usłyszana, napisz do nas: [email protected] z dopiskiem MOJA HISTORIA.
Listy można przesyłać anonimowo – czasem opowiedzenie prawdy to pierwszy krok do zmiany.



FORUM - bieżące dyskusje

Przeziębienie
No i znalazłam w końcu sposob na kaszel i katar, które najbardziej w przeziębieniu...
Cienie do oczu
Rozświetlenie w wewnętrznych kącikach oczu to super efekt. :)
Zakazane imiona dla dzieci
Podobno najkrótsze imię w Polsce ma zaledwie jedną literę. Noszą je dwie Polki....
Poziom higieny w żłobkach
Dzieci uodparniały się też poprzez przebywanie poza domem, na zewnątrz, a teraz zamknięte, odizolowane....

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.