Recenzja książki Toma Wolfe’a „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”
dodał: Redakcja
Od zawsze fascynował mnie kosmos. Jako dziecko potrafiłam godzinami patrzeć w nocne niebo, wypatrując spadających gwiazd i wyobrażając sobie, że gdzieś tam naprawdę ktoś leci – nie w filmie, ale naprawdę. Z biegiem lat ta ciekawość nie zgasła.
Choć zawodowo nie mam nic wspólnego z nauką ani lotnictwem, tematyka kosmosu i podboju nieba zawsze miała dla mnie w sobie coś magnetycznego. Dlatego, gdy w moje ręce trafiła książka Toma Wolfe’a „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”, wiedziałam, że to będzie spotkanie z historią w najczystszej, najbardziej ludzkiej formie.

Prawdziwa opowieść o męstwie, ambicji i adrenalinie
To nie jest książka o kosmosie w sensie technicznym. To opowieść o ludziach, o emocjach, o rywalizacji i o tym, co sprawia, że ktoś jest gotów zaryzykować życie, by przekroczyć granice, które wydawały się nie do ruszenia. Wolfe pisze o pionierach lotnictwa i pierwszych astronautach programu Mercury – o grupie mężczyzn, których nazwiska zapisały się w historii, ale których charaktery i motywacje często umykają w suchych biografiach czy raportach NASA.
Autor z charakterystycznym dla siebie reporterskim rozmachem wnika w świat test pilotów, wojskowych i wizjonerów, pokazując ich nie jako pomniki z brązu, ale jako ludzi z krwi i kości – ambitnych, pełnych pasji, czasem zadufanych, ale też autentycznie odważnych. To właśnie ich Wolfe nazywa „the right stuff” – czyli tą nieuchwytną mieszanką odwagi, dumy, ryzyka i potrzeby udowodnienia, że są najlepsi.
Styl, który porywa
Tom Wolfe to mistrz słowa i obserwacji. Jego język jest barwny, rytmiczny, pełen ironii, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Czytając, miałam wrażenie, że siedzę w kokpicie obok pilota, że czuję zapach paliwa i ten moment zawieszenia, gdy ziemia znika pod nogami.
Mimo że książka liczy aż 509 stron, nie sposób się przy niej nudzić. Autor wciąga w świat męskiej rywalizacji, lotniczych rekordów i pierwszych prób podboju kosmosu tak, że kartki przewracają się same. Wolfe z ogromną precyzją odtwarza nie tylko fakty, ale i emocje tamtej epoki – atmosferę lat 50. i 60., kiedy lotnictwo było domeną bohaterów, a każdy start rakiety budził równie wielki zachwyt, co strach.
Z jednej strony czytamy o inżynierach NASA, którzy z trudem trzymają wszystko w ryzach, a z drugiej – o kowbojach przestworzy, którzy z dumą noszą skórzane kurtki i zaciśnięte szczęki, gotowi polecieć „dalej niż ktokolwiek wcześniej”. To właśnie ten kontrast pomiędzy heroizmem a zwyczajnością czyni książkę tak fascynującą.

Kobieca perspektywa w męskim świecie
Muszę przyznać, że czytając, kilka razy złapałam się na myśli, że w całej tej męskiej opowieści brakuje kobiecego pierwiastka. Wolfe opisuje świat, w którym kobiety są niemal niewidoczne – pozostają w cieniu mężów, czekają w domach, śledzą komunikaty prasowe. Ale właśnie ta perspektywa sprawia, że książka działa jeszcze mocniej.
Z jednej strony czułam podziw – dla ich odwagi, determinacji, szaleńczej wręcz pasji. Z drugiej – pewien dystans. Być może dlatego, że jako kobieta, patrzę na to inaczej. Dla mnie ta książka nie jest tylko o bohaterstwie, ale też o cenie, jaką płacą ci, którzy chcą być najlepsi. O samotności, o nieustannym napięciu i presji, by udowodnić swoją wartość.
Właśnie dlatego „Najlepsi” nie są tylko kroniką amerykańskiego programu kosmicznego. To portret ludzkiej natury – nieujarzmionej, ambitnej i upartej.
Wydanie, które robi wrażenie
Nie sposób nie wspomnieć o samej formie wydania. Książka jest pięknie opracowana – twarda oprawa, elegancka typografia i solidne wykonanie sprawiają, że czytanie to czysta przyjemność. To nie jest lekka pozycja, którą weźmiemy do tramwaju – to raczej książka, przy której wieczór mija niepostrzeżenie.
Wydawnictwo zadbało o wszystko: od jakości papieru po czytelny układ tekstu. Dzięki temu nawet przy tak dużej objętości (509 stron!) książka czyta się zaskakująco lekko.
Czy warto sięgnąć po „Najlepszych”?
Zdecydowanie tak. Nawet jeśli ktoś nie interesuje się kosmosem tak jak ja – ta książka ma w sobie coś, co przyciąga. To połączenie historii, reportażu i literackiej pasji, które trudno znaleźć w dzisiejszej literaturze faktu.
Tom Wolfe nie tylko opisuje dzieje programu Mercury – on nadaje im duszę. Pokazuje, że za każdym startem rakiety stoją ludzie z marzeniami, lękami i ambicjami. I może właśnie dlatego jego opowieść jest tak uniwersalna. Bo każdy z nas, w jakimś sensie, też chce polecieć „wyżej”.
Dla mnie to jedna z tych książek, po których zostaje nie tylko wiedza, ale i emocje. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto lubi czuć dreszcz historii, zapach adrenaliny i emocję prawdziwego odkrywania.
Tom Wolfe, „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”
Liczba stron: 509
Wydanie: twarda oprawa
Ocena: 9/10 – za styl, pasję i tę kosmiczną dawkę inspiracji, której dziś tak bardzo nam brakuje.






