Najnowsza powieść Remigiusza Mroza to literacka pułapka zastawiona z precyzją zegarmistrza. „Labirynt” już samym tytułem zapowiada grę z czytelnikiem – grę w której nic nie jest oczywiste, a każda ścieżka może prowadzić w ślepy zaułek. Powrót bohatera sprzed lat to zaledwie jeden z elementów tej misternie skonstruowanej układanki. Remigiusz Mróz udowadnia, że wciąż chce i potrafi zaskakiwać.
„Labirynt” to powieść, na którą czekałam z niecierpliwością, łamiąc wszelkie zasady zachowywania pozorów. I cieszę się, że przeczytałam.
Autor buduje napięcie stopniowo, jakby z rozmysłem dokładał kolejne warstwy do i tak już gęstej atmosfery. Powrót znanego bohatera działa jak impuls sentymentalny – czytelnik od razu czuje znajome tony, rytm narracji, charakterystyczne dialogi. Jednakże autor szybko pokazuje, że nie zamierza grać wyłącznie na schematach. To nie jest prosty powrót do przeszłości, to jej przewrotne przepisanie. Mróz konstruuje fabułę z matematyczną niemal precyzją, a jednocześnie potrafi nadać jej emocjonalną temperaturę. Bohaterowie nie są pionkami przesuwanymi po planszy, a mają swoje lęki, słabości, nieoczywiste motywacje.
Główny wątek obraca się wokół przestępstwa sprzed wielu lat, która wydaje się mieć więcej niż jedno dno. Każda odpowiedź rodzi nowe pytania. Każde odkrycie okazuje się fragmentem większej konstrukcji. Tytułowy labirynt funkcjonuje tu nie tylko jako metafora śledztwa, to również przestrzeń psychiczna – miejsce, w którym bohaterowie mierzą się z własną przeszłością, a to zawsze rodzi napięcie.
Styl książki pozostaje dynamiczny, ostry, pełen krótkich, celnych dialogów. Autor nie zamyka się w schematach, eksperymentuje z konstrukcją, budując narracyjny labirynt, z którego trudno się wydostać przed finałem. Świetnie także operuje tempem, potrafi przyspieszyć akcję w kluczowym momencie, aby za chwilę zwolnić i pozwolić wybrzmieć emocjom. Nie brakuje także zaskoczeń, ale zwroty akcji nie są efektem taniej sensacji. Jednocześnie została zachowana równowaga między fan service a świeżością. To właśnie ta logika czyni „Labirynt” tak satysfakcjonującą lekturą.
Znajdziemy tu także niepokojący motyw umysłów spaczonych ideą wyższej misji. Autor kreśli portret sprawców, którzy swoje czyny usprawiedliwiają absurdalnie interpretowanymi prawdami metafizycznymi – wiarą w odkupienie, reinkarnację czy rzekomą kosmiczną sprawiedliwość. Zbrodnia przestaje być dla nich przestępstwem, a staje się rytuałem, narzędziem „naprawy” świata według wypaczonej logiki. Ta ideologiczna otoczka nadaje fabule dodatkowej głębi i grozy, bowiem pokazuje, jak niebezpieczne może być połączenie fanatyzmu z inteligencją. Właśnie w tym obszarze Mróz najmocniej dotyka lęku współczesności, lęku przed człowiekiem, który w imię własnej prawdy gotów jest przekroczyć każdą granicę.
Najnowsza powieść Remigiusza Mroza idealnie wpisuje się w trend współczesnych thrillerów psychologicznych, w których zagadka kryminalna splata się z analizą ludzkich wyborów. To nie tylko historia o przestępstwie, to opowieść o konsekwencjach, o tym, że przeszłość nie znika, nawet jeśli próbujemy ją zamknąć w najciemniejszym zakamarku pamięci.
To powieść intensywna, inteligentna i dopracowana. Taka, która dostarcza emocji, ale również satysfakcji z odkrywania kolejnych elementów układanki. „Labirynt” pokazuje, że Remigiusz Mróz wciąż potrafi zaskoczyć, i że powrót bohatera sprzed lat to dopiero początek gry, jaką autor prowadzi z czytelnikiem.