Jak zbudować kapsułową szafę — 30 elementów, które naprawdę noszę
dodał: Adela Kulmaczewska
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy usłyszałam hasło „kapsułowa szafa”, byłam przekonana, że to kolejny modowy trend, który przeminie szybciej niż pastelowe marynarki czy mikro torebki. Dziś wiem, że kapsuła garderoby to nie chwilowa moda, ale sposób myślenia o ubraniach. I o sobie.
Bo prawda jest taka: większość z nas nosi na co dzień te same rzeczy. Ulubione jeansy. Sprawdzony sweter. Marynarkę, która „robi” całą stylizację. Reszta wisi w szafie jak wyrzut sumienia – za mała, za duża, kupiona na wyprzedaży, „bo może kiedyś”. Kapsułowa szafa to moment, w którym przestajesz ubierać wyobrażoną wersję siebie, a zaczynasz ubierać tę prawdziwą.

Czym właściwie jest kapsuła garderoby?
W najprostszym ujęciu kapsułowa szafa to ograniczona liczba ubrań. Zwykle od 25 do 40 elementów, które do siebie pasują i odpowiadają twojemu stylowi życia. Kluczowe jest jednak nie to, ile rzeczy masz, ale to, że nosisz wszystkie. To ogromna różnica.
Zamiast przepełnionej garderoby, w której trudno coś znaleźć, masz przemyślany zestaw ubrań, który możesz ze sobą dowolnie łączyć. I to właśnie wtedy zamiast porannego „nie mam się w co ubrać”, pojawia się spokój.
Od czego zacząć budowę kapsułowej szafy?
Pierwszy krok bywa brutalny. Trzeba wyjąć wszystko z szafy. Dosłownie wszystko. Sukienki „na schudnięcie”, marynarki sprzed dekady, T-shirty z eventów firmowych. Dopiero kiedy zobaczysz całość na łóżku, uświadamiasz sobie skalę nadmiaru.
Zostawiłam tylko te rzeczy, które naprawdę noszę i w których czuję się sobą. Resztę sprzedałam lub oddałam. Część ubrań wystawiłam przez Vinted Polska i to była najlepsza decyzja. Nie tylko odzyskałam część pieniędzy, ale też poczułam, że te rzeczy dostaną drugie życie.
Kolejny etap to określenie swojej bazy kolorystycznej. U mnie to klasyka: czerń, granat, beż i biel. Dorzucam do tego kolorowe akcenty. Dzięki temu niemal każda góra pasuje do każdego dołu. Nie muszę się zastanawiać, czy coś „gryzie się” ze sobą. Wszystko współpracuje.
30 elementów, które naprawdę noszę
Moja kapsułowa garderoba składa się z trzydziestu rzeczy i, co najważniejsze, każda z nich regularnie wychodzi z szafy.
Są wśród nich dwa dobre T-shirty, koszula oversize i klasyczna koszula do pracy, cienki golf na jesień oraz wełniany sweter, który ratuje mnie zimą. Jest marynarka, która sprawdza się zarówno do jeansów, jak i do spódnicy midi. Mam też kardigan i jedną porządną bluzę, ale taką, w której mogę wyjść do miasta, nie tylko wyrzucić śmieci.
W dolnej części garderoby królują jeansy: jedne jaśniejsze, drugie ciemne. Do tego spodnie materiałowe i jeden elegancki model garniturowy. Spódnica midi i satynowa spódnica na wieczór uzupełniają całość. Latem pojawiają się szorty, zimą częściej sięgam po dzianinową sukienkę.
Okrycia wierzchnie to inwestycje: klasyczny trencz, wełniany płaszcz, kurtka przejściowa i skórzana ramoneska. Butów mam pięć par: sneakersy, botki, loafersy, eleganckie czółenka i sandały. I to w zupełności wystarcza.
Czy kapsułowa szafa oznacza minimalizm za wszelką cenę?
Nie. To nie jest konkurs na najmniejszą liczbę ubrań. Kapsuła garderoby ma być dopasowana do twojego życia. Jeśli pracujesz w biurze z dress code’em, będziesz potrzebować więcej eleganckich elementów. Jeśli pracujesz zdalnie – więcej wygodnych.
Najważniejsze jest jedno: przestajesz kupować impulsywnie. Zanim coś trafi do mojej szafy, zadaję sobie pytanie, czy będę w stanie stworzyć z tym co najmniej trzy stylizacje. Jeśli nie – nie kupuję. A jeśli czegoś mi brakuje, często zaglądam do drugiego obiegu. Dlaczego? Bo dziś moda cyrkularna jest tak rozwinięta, że jakościowe rzeczy można znaleźć bez problemu. I to często za grosze!
Co zmienia kapsułowa szafa?
Zmienia przede wszystkim relację z ubraniami. Zamiast ciągłego poczucia niedosytu pojawia się świadomość, że mam dokładnie to, czego potrzebuję. Poranki są szybsze. Zakupy rzadsze. Styl? Bardziej spójny. I co ciekawe, kiedy masz mniej, paradoksalnie wyglądasz lepiej. Bo wszystko jest przemyślane.
Podsumowując, kapsułowa szafa nie jest ograniczeniem. To filtr, który pozwala zostawić w garderobie tylko to, co naprawdę działa. A kiedy zaczynasz nosić wszystko, co masz, ubrania przestają być problemem, a zaczynają być wsparciem.





