1

Temat: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Jesień skłania do bilansów, podsumowań i tak dzisiaj rozmyślam,  kogo mogę nazwać przyjacielem, a kto nie jest "po mojej stronie mocy"... Wyszło mi, że bliskich przyjaciół mam 2, znajomych kilkunastu, a wroga na razie ani jednego, ale są 2 osoby, które nie życzą mi dobrze i wiem o tym... A jak jest u Was?

2

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Wrogów to chyba nie mam, ale nieżyczliwi zawsze się znajdą:) Przyjaciółki - 3

3

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Ja mam w sumie 3 przyjaciół, wrogów brak smile

4

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Koleżanek kilka, przyjaciółkę jedną, na szczęście wrogów zaciekłych nie mam

5

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Przyjaciół znajdzie się paru, sprawdzonych przez lata... Wróg, może jeden? Jest ktoś, komu niechcący zaszłam za skórę...

6

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Przyjaciel... Kiedyś myślałam, że wystarczy dbać o relacje i ludzi, z którym się je tworzy. Teraz już wiem, że to nie wystarczy. Do tańca trzeba dwojga. Zawsze. I chyba warto jasno przedstawiać swoje oczekiwania, żeby później nie było rozczarowania. Obserwować zmiany i też potrafić pójść w inną stronę bez żalu. To trudne, ale z drugiej strony przyjaciel, który nie chce przyjaźni to nie przyjaciel... To znaczy, że już trochę się nauczyłam, dorosłam i zaczynam dbać o siebie :-) Słońca Wam życzę! :-D

7

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

O przyjaźń trzeba dbać, wiadomo że każdy ma swoje życie, ale w weekendy są po to, żeby trochę się uspołecznić:) Ja mam 2 przyjaciół, a wrogów nie znam, choć  może jest jakiś ukryty...

8

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Przyjaźnię się z kilkoma osobami, pośród nich są ludzie sprawdzeni i tacy, dla których dzień testu jeszcze nie nadszedł. Życie zweryfikuje.
Niektórych znam od kilkunastu lat, niektórych od kilku. Nie sadzę, żeby nawet pośród najbliższych znalazła się osoba, która nigdy nie zawiodła/nie zawiedzie i jestem przekonana, że ja sama także będę w niektórych sytuacjach źródłem rozczarowania, mam jednak nadzieję, że niezbyt dużego, a przynajmniej nie takiego, które zaważy na przyjaźni i zmieni nasze stosunki.
Prawdziwa przyjaźń jest ponad błędami i potrafi je naprawić.

Jestem przyjaźnie nastawiona do ludzi, uwielbiam ludzi, ale kiedy ktoś traktuje mnie w sposób, który mnie obraża, traci moją sympatię, mój szacunek, mój podziw.
Jeśli miałam wrogów to w wyniku rywalizacji. Nie lubię rywalizować, w ogóle mnie to nie kręci i uważam, że każdy powinien wypracować sobie własną pozycję i nie widzę nic złego w tym, że będzie ona równorzędna z czyjąś.
Nie przeszkadza mi, że ktoś będzie się uczył tak dobrze jak ja, a nawet lepiej, że X będzie lubił mnie tak samo jak kogoś, kto o tą sympatię się stara, a to były właśnie dwa przypadki, w których nawet dobre koleżanki okazywały się cichymi wrogami.

Nie znoszę babskiej zawiści o to, kto lepiej wygląda, dlatego zwykle bliżej jestem z mężczyznami niż z kobietami. Ani koledzy ani przyjaciele płci męskiej ze mną nie rywalizują, nie będą cieszyć się, że przytyłam czy że kiepsko wyglądam w jakimś ciuchu.
Tak, wiem, ja taka antymęska niby tongue To bardziej tak w żartach. Facet kolega/przyjaciel to dla mnie najlepszy rodzaj faceta jaki istnieje, ja tylko jeśli chodzi o związki grymaszę, osobaczam i krytykuję, powtarzając pół żartem pół serio, że mężczyzna to zło smile

Z moją najlepszą przyjaciółką znamy się od 15 lat i choć zaczęłyśmy naszą historię właśnie od przyjaźni, miałyśmy poważny kryzys i rozstałyśmy się na kilka dobrych lat. Dwa i pół roku temu odnowiłyśmy znajomość, ale musiała wyjechać. Od czerwca jest w Polsce i nie możemy bez siebie żyć big_smile

9

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

O tak, ile to  przyjaźni rozpadło się na moich oczach przez chore ambicje albo zazdrość o faceta...

10

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

przyjaciela ma się tylko jednego a reszta to znajomi. Ja mam serdecznego przyjaciela a o wrogach nic mi nie wiadomo.

11

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

2 przyjaciółki, reszta raczej nastawiona obojętnie, nie zadarłam z nikim aż tak:)

12

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Mhmm... nie znosimy się z moją kierowniczką. Nie wiem, czy to już wrogość, czy jeszcze nie, ale niechęć okazujemy sobie coraz wyraźniej. Nie lubię z nią przebywać, źle mi się pracuje, gdy jest w pobliżu, dezorganizuje nam pracę, stresuje, pogania wszystkich, krytykuje. Jakimś cudem wszystko idzie lepiej, kiedy jej nie ma smile

13

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Hmmm, to dość trudna sprawa, tak nie lubić kogoś w miejscu pracy. Nie myślałaś o zmianie pracy z jej powodu?

14

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Myślałam i myślę coraz częściej. Powstrzymuje mnie elastyczny grafik, który jest mi bardzo na rękę i fajni współpracownicy, a zachęca do zmiany niska płaca i stosunek kierowniczki do mnie. Wiele osób odchodzi, ale w ciągu ostatniego roku wróciły cztery, więc chyba nie ma aż takiego dramatu... albo przeciwnie - jest taki dramat na tutejszym ryku pracy, że ludzie wracają tam, skąd próbowali uciec.

Wczoraj jeden z pracowników zażartował, że strajkuje, na co kierowniczka zmiany odpowiedziała, że będzie miał strajk jak nie pójdzie na przerwę. Wyszedł więc z kuchni i powiedział, że idzie do domu, bo nie chce tu dłużej pracować.

Ogólnie z zatrudnieniem jest problem, bo zapotrzebowanie na ręce do pracy duże, rotacja jeszcze większa. Niby tylko restauracja, a pracy jest sporo i w sezonie potrzebujemy minimum 10 osób więcej, niż poza sezonem. U moich dwóch koleżanek, które też pracują w restauracjach, jest podobnie. Pracownicy przychodzą i odchodzą. Ja przynajmniej mam umowę o pracę, choć bardzo krzywdzącą dla mnie umowę, ale one to jedna na czarno, a druga na zlecenie, więc jeszcze gorzej sad

15

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Odejść do podobnie niezadowalającej pracy to też nie jest wyjście. ja bym szukała w innym mieście, nawet jeśli trzeba by było się przeprowadzić - bo zawsze to lepsze niż taka stagnacja.

16

Odp: Ilu masz przyjaciół, a ilu wrogów?

Właśnie dostałam za małą wypłatę, bo źle podliczyli przepracowane godziny. Jutro jadę w delegację, zbliża się północ, a kierowniczka wciąż nie powiadomiła mnie, o której godzinie mam wyjazd. Nie wiem, na którą nastawić budzik. Coraz bardziej denerwuje mnie ta praca sad
Wracam, mam wolne, pewnie będą dzwonić, żeby przyjść, potem znów wyjazd na kilka dni i pewnie wymuszanie kolejnych wyjazdów, bo nikt nie chce się na nie zgadzać. Ludzie mają dzieci, koty, psy, nie mogą ich zostawiać na kilka dni, a ja jestem sama i kierowniczka dobrze o tym wie.
Coraz więcej osób wyraża swoje niezadowolenie. Kolejna osoba porzuciła pracę. Po prostu nie przyszła i nie odbiera telefonów.

Z jednej strony bardzo chcę złożyć wypowiedzenie, a z drugiej nie chciałabym palić za sobą mostów, bo może będę jedną z tych osób, którym gdzie indziej nie wyszło i wróciły. Tylko nie wiem, czy w tak napiętej atmosferze potrafię odejść bez zwarcia. Wypowiedzenie w tej chwili potraktowane zostałoby jak zbrodnia, bo aktualnie jest duże zapotrzebowanie na pracowników, ponieważ szefostwo wymusiło wykorzystanie zaległych urlopów.