Fast fashion vs. second-hand: ile naprawdę oszczędzasz i ile ratujesz planety?
dodał: Adela Kulmaczewska
Jeszcze kilka lat temu zakupy w second handzie kojarzyły się głównie z koniecznością. Dziś coraz częściej są wyborem. Świadomym, przemyślanym, czasem nawet modnym. W tym samym czasie fast fashion wciąż kusi niską ceną, szybką dostępnością i trendami „prosto z wybiegu”. Pytanie brzmi: ile tak naprawdę oszczędzamy, wybierając sieciówkę, a ile zyskujemy, finansowo i ekologicznie, kupując z drugiego obiegu? To nie jest już wyłącznie dyskusja o stylu. To rozmowa o pieniądzach, zasobach i odpowiedzialności.

Ile naprawdę kosztuje fast fashion?
Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. T-shirt za 39 zł, sukienka za 79 zł, marynarka za 149 zł. Ceny są kuszące, zwłaszcza gdy porównamy je z ofertą marek premium czy lokalnych projektantów.
Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na koszt użytkowania. Jeśli koszulka po trzech praniach traci kształt, a sweter po sezonie mechaci się tak, że przestajemy go nosić, realny koszt jednej stylizacji rośnie. Ubranie, które miało być „tanie”, staje się jednorazowe.
W praktyce wiele osób kupuje w fast fashion kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt rzeczy rocznie. Niska cena jednostkowa sprawia, że próg bólu finansowego jest niewielki. Efekt? Szafa pełna ubrań, których nie nosimy, i budżet, który co miesiąc niepostrzeżenie topnieje.
Second hand w Polsce — moda czy ekonomia?
Dość znane, prawda? Przyjrzyjmy się zatem modzie cyrkularnej. Rynek second hand w Polsce rozwija się dynamicznie. Tradycyjne sklepy z odzieżą używaną przeżywają drugą młodość, a platformy online umożliwiają sprzedaż i zakup ubrań bez wychodzenia z domu. Wystarczy spojrzeć na popularność serwisów takich jak Vinted Polska, gdzie codziennie pojawiają się tysiące nowych ofert.
Kupując z drugiego obiegu, możemy zapłacić za markową marynarkę 40 – 70 zł zamiast 300 zł w sklepie. Dżinsy dobrej jakości często kosztują mniej niż nowy model z sieciówki, a ich trwałość bywa znacznie wyższa. Różnica finansowa w skali roku potrafi być naprawdę zauważalna.
Przyjmijmy prosty scenariusz: zamiast kupić w ciągu roku 20 nowych ubrań po średnio 100 zł, decydujesz się na 12 rzeczy z drugiego obiegu po średnio 40 zł. W pierwszym przypadku wydajesz około 2000 zł. W drugim – niespełna 500 zł. Nawet jeśli część budżetu przeznaczysz na jedną lepszą, nową rzecz, oszczędność pozostaje wyraźna.
Wpływ fast fashion na środowisko
Finanse to jednak tylko jedna strona medalu. Druga dotyczy wpływu fast fashion na planetę. Produkcja ubrań wymaga ogromnych ilości wody, energii i surowców. Bawełna, poliester, barwniki, transport międzykontynentalny. To wszystko generuje ślad węglowy.
Szybka moda opiera się na krótkim cyklu życia produktu. Kolekcje zmieniają się co kilka tygodni, a ubrania trafiają na wyprzedaże, by w końcu wylądować w koszu. Szacuje się, że znaczna część odzieży produkowanej globalnie nigdy nie zostaje sprzedana lub jest noszona zaledwie kilka razy.
Wybierając second hand w Polsce, przedłużasz życie już istniejącego produktu. Nie powstaje nowe włókno, nie zużywa się dodatkowa woda na produkcję, nie zwiększa się zapotrzebowanie na kolejną partię ubrań. To realne ograniczenie popytu na masową produkcję.
Czy second hand naprawdę „ratuje planetę”?
Oczywiście jedna osoba nie zatrzyma przemysłu odzieżowego. Ale zmiana nawyków konsumenckich ma faktyczne znaczenie. Każde ubranie kupione z drugiego obiegu to jedno nowe ubranie mniej w systemie produkcyjnym. W skali pojedynczej decyzji różnica wydaje się niewielka, ale w skali milionów konsumentów? Już nie.
Warto też pamiętać, że second hand nie musi oznaczać rezygnacji ze stylu. Wręcz przeciwnie. Ubrania z drugiego obiegu często są lepiej wykonane niż współczesne odpowiedniki. Starsze kolekcje marek premium, naturalne tkaniny, klasyczne kroje: to wszystko można znaleźć, jeśli poświęci się chwilę na poszukiwania.
Ekonomia, styl i odpowiedzialność
Dziś wybór między fast fashion a second handem nie musi być zero-jedynkowy. Coraz więcej osób łączy oba światy: kupuje mniej nowych rzeczy, a braki w garderobie uzupełnia z drugiego obiegu. Taki model pozwala ograniczyć wydatki i zmniejszyć wpływ fast fashion na środowisko, nie rezygnując z estetyki.
Największa zmiana nie polega jednak na tym, gdzie kupujemy, ale jak kupujemy. Zastanówmy się, czy dana rzecz naprawdę jest nam potrzebna. Czy założymy ją więcej niż kilka razy? Czy pasuje do reszty garderoby?
Second hand w Polsce przestaje być alternatywą „z konieczności”. Staje się świadomą decyzją ekonomiczną i ekologiczną. A fast fashion, choć nadal atrakcyjne cenowo, coraz częściej ujawnia swój ukryty koszt. Bo prawdziwe pytanie nie brzmi ile kosztuje koszulka, tylko ile kosztuje nas jej krótka historia.





