Dlaczego wielokrotne drzemki wpływają na nasze samopoczucie?
dodał: Marta Dudzińska
Budzik dzwoni. Wyłączasz go. „Jeszcze pięć minut”. Po chwili kolejny alarm. Znowu drzemka. Jeszcze jedna. I jeszcze jedna, aż w końcu zrywasz się z łóżka z poczuciem, że jesteś bardziej zmęczona niż wtedy, gdy zadzwonił pierwszy budzik. Dlaczego dodatkowe kilkanaście czy kilkadziesiąt minut snu nie zawsze daje upragnione poczucie wypoczęcia?
Dlaczego możemy czuć się jeszcze bardziej nieprzytomne?
Problem polega na tym, że sen nie jest jednolitym stanem. W ciągu nocy przechodzimy przez kolejne fazy snu, a pod koniec nocy okresy REM stają się dłuższe. Kiedy alarm przerywa sen, możemy znajdować się w różnym momencie tego cyklu. Po wyłączeniu budzika ponownie zasypiamy, ale niekoniecznie jest to po prostu „dodatkowe pięć minut odpoczynku”. Możemy ponownie wejść w sen, a kolejny alarm znów go przerwie.
W efekcie zamiast spokojnego zakończenia snu pojawia się seria małych wybudzeń i ponownych zasypiań.
To może zwiększać tzw. bezwładność senną — stan po przebudzeniu, w którym jesteśmy senne, spowolnione i mamy trudność z szybkim wejściem na normalne obroty. Jego nasilenie zależy m.in. od długości i jakości snu oraz momentu, w którym nastąpiło wybudzenie.
Czy pięć minut snu naprawdę może nam zaszkodzić?
Nie ma powodu, żeby dramatyzować pojedynczą poranną drzemkę. Samo korzystanie z funkcji „snooze” nie oznacza, że robimy coś szkodliwego. Problemem może być natomiast wielokrotne przerywanie snu, szczególnie jeśli zastępuje ono wystarczająco długi, nieprzerwany sen.
Badania dotyczące drzemki po budziku nie dają prostego komunikatu „snooze jest zły”. W niewielkim badaniu laboratoryjnym opublikowanym w 2026 roku regularne korzystanie z drzemki ograniczało utratę snu podczas ostatniej części nocy i zmniejszało bezwładność senną po przebudzeniu u osób przyzwyczajonych do takiego sposobu wstawania.
To ważne, bo internetowa zasada „nigdy nie używaj drzemki” jest zdecydowanie zbyt kategoryczna.
Dlaczego po kilku alarmach możemy mieć gorszy nastrój?
Poranek nie zaczyna się wyłącznie od tego, ile minut spędziliśmy w łóżku. Liczy się również sposób przebudzenia. Jeśli każdego ranka odbywa się mała walka: budzik → drzemka → alarm → drzemka → „jeszcze tylko chwilę” → gwałtowne wstawanie, możemy zaczynać dzień z poczuciem presji i irytacji.
Dochodzi do tego świadomość, że znowu zaspałyśmy albo że zostało nam mniej czasu na przygotowanie się. Zamiast spokojnego przejścia ze snu do aktywności pojawia się nagłe nadrabianie minut. I właśnie dlatego czasami po wielokrotnym wciskaniu „drzemki” nie jesteśmy tylko senne. Jesteśmy również rozdrażnione.
Ciągłe odkładanie pobudki może rozregulować poranek?
Nasz organizm działa według rytmu dobowego, który jest powiązany m.in. ze światłem, porą snu i pobudki oraz aktywnością. Pod koniec nocy ciało stopniowo przygotowuje się do rozpoczęcia dnia.
Wielokrotne alarmy mogą sprawić, że proces przebudzenia staje się bardziej chaotyczny. Nie oznacza to jednak, że kilka drzemek „rozreguluje hormony” albo zniszczy rytm dobowy — takie twierdzenia są przesadzone.
Znacznie ważniejsze jest coś prostszego: jeśli regularnie potrzebujemy pięciu czy sześciu alarmów, być może problemem nie jest sama drzemka, ale to, że śpimy za krótko albo nasz rytm snu nie pasuje do godziny, o której musimy wstać.
I to jest informacja, której warto posłuchać.
Czy można sobie pozwolić na jedną drzemkę?
Jeśli jedna krótka drzemka pomaga komuś łagodniej się obudzić i nie powoduje później gorszego samopoczucia, nie ma powodu robić z niej porannego wroga. Warto natomiast obserwować własny organizm.
Jeżeli po każdej drzemce czujesz się ciężej, jesteś rozdrażniona i potrzebujesz kolejnych alarmów, prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem będzie wydłużenie snu nocnego, a nie dokładanie następnych pięciu minut rano.
Pomóc może także postawienie budzika poza zasięgiem ręki, odsłonięcie zasłon po przebudzeniu i wyjście na światło dzienne. Jasne światło jest jednym z najważniejszych sygnałów regulujących rytm dobowy.
***
Drzemka nie jest lenistwem, a jej okazjonalne używanie nie musi być problemem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy poranek zamienia się w serię kilkunastu wybudzeń, a każde kolejne „jeszcze pięć minut” daje coraz mniej odpoczynku i coraz więcej frustracji. Jeśli codziennie potrzebujesz wielu alarmów, warto zadać sobie inne pytanie: nie „jak zmusić się do wstania?”, ale „czy mój organizm w ogóle dostaje tyle snu, ile potrzebuje?”. Być może najlepszą poranną drzemką okaże się ta, której nie trzeba będzie wciskać — bo noc wcześniej po prostu poszłaś spać trochę wcześniej.
Polecamy również:
![]() |
Czy czytanie przed snem jest dobre? |
![]() |
Czy spanie na brzuchu jest zdrowe dla kobiet? |
![]() |
Czy „sleep divorce” może uratować związek? |








