Nasza bohaterka doświadczyła w życiu ciężkiej próby. Dzięki najbliższym znów może cieszyć się życiem. Odkryła też w sobie pasję, która uskrzydla. Poznajcie Anastazję i jej inspirującą historię.
Moje życie miało być szczęśliwe i poukładane. Nie wyobrażałam sobie innego scenariusza, bo wszystko było właśnie tak, jak trzeba. Miałam piękne dzieciństwo. Zapewnili je wspaniali rodzice, dziadkowie i siostry, z którymi mam silną więź. Poznałam też niezwykłego mężczyznę, za którego wyszłam za mąż. Wszystko zmieniło się po wypadku samochodowym, który pozostawił mnie na wózku…
Nie chcę wracać do tego momentu. Bogu jedynie dziękuję, że przeżyliśmy i że mój Daniel wyszedł z tego bez poważniejszych obrażeń. Mnie życie doświadczyło mocniej. Uszkodzenie rdzenia kręgowego w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, a w jego wyniku paraplegia. Paraliż obu nóg. Nie będę już chodzić.
Przewrócone życie
Było to trudne doświadczenie, najtrudniejsze w moim życiu, pełne bólu i frustracji. Po pobycie w szpitalu rozpoczęły się miesiące rehabilitacji. No i wózek. Codzienne czynności, które kiedyś robiłam automatycznie, nagle wymagały wysiłku i cierpliwości. Musiałam nauczyć się robić wiele rzeczy inaczej. Początkowo bałam się, że życie straci sens, ale mąż zachęcał mnie do szukania nowych dróg. Był spokojny, cierpliwy i wspierający w każdym momencie. Jego obecność dodawała mi siły, a codzienne małe gesty sprawiały, że czułam się mniej samotna w nowej rzeczywistości.
Wiedziałam, że tak naprawdę samotna nie jestem. Cała moja rodzina, tak samo rodzina mojego męża, wspierali nas jak mogli. Zwłaszcza kiedy odeszłam z pracy, bo po wykorzystanym świadczeniu rehabilitacyjnym nie chciałam na razie wracać, mimo że zaproponowano mi pracę zdalną.
Życie na wózku to szereg wyzwań, choćby takich jak bariery architektoniczne. To konieczność planowania każdego ruchu. Bardzo ważne jest, aby bliscy pomagali, ale nie wyręczali, co wspiera dążenie do samodzielności. I oni to robili.
A jednak czułam, że stałam się kimś innym. Odstającym od reszty. Musiałam nauczyć się poruszać na wózku. Przez lata byłam aktywna i niezależna, a teraz codzienność stała się wyzwaniem pełnym ograniczeń fizycznych. Stąd decyzja o odejściu z pracy. I paradoksalnie to chyba ta izolacja od świata sprawiła, że poczułam się samotna.
Kolorowe okno na nowy świat
Potrzebowałam nowych sposobów na samorealizację, odkrycie własnej kreatywności i miejsca, gdzie mogę czuć się pełnowartościowa. Pierwszą aktywnością, która naprawdę mnie pochłonęła, było malowanie. Na początku były to proste akwarele, które mogłam tworzyć przy stole w salonie. Zapisałam się na jakiś webinar dla początkujących. Z czasem zaczęłam eksperymentować z kolorami, ich intensywnością, z teksturami arkuszy. Dawało mi to poczucie spełnienia i spokoju.
Malowanie stało się moją formą medytacji – pozwalało skupić się na chwili, zamiast myśleć o ograniczeniach. Najwięcej radości dawało mi pokazywanie moich prac w internetowej grupie, gdzie spotykałam osoby z pasją i kreatywnością. Tam nauczyłam się też, jak rozwijać technikę i szukać inspiracji w otoczeniu.
Oddawanie się tej aktywności miało swój wymiar terapeutyczny, społeczny i twórczy. Malowanie rozwijało wyobraźnię i pomagało rozładować emocje. Odkryłam, że ograniczenia fizyczne nie są przeszkodą, lecz bodźcem do odkrywania nowych sposobów wyrażania siebie.
Po jakimś czasie chciałam więcej. Znalazłam informację o zapisach na nowy sezon zajęć artystycznych z malowania. Odbywały się w lokalnym domu kultury – w placówce spełniającej standardy dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. To było moje pierwsze wyjście między ludzi od czasu wypadku. Oczywiście bliscy zapewniali mi możliwość korzystania z terenów zielonych, sklepów, ośrodków zdrowia i kultury. To był jednak pierwszy raz, gdy uczestniczyłam w czymś bez ich asekuracji.
Zajęcia okazały się fantastyczne. Ludzie, których poznałam, są niezwykle inspirujący. Grupa osób, które raz w tygodniu spotykają się, by oddawać się pasji. Po to, aby się uczyć, dzielić, spędzać razem czas w sposób twórczy. Nikt się nade mną nie litował, nie użalał. Nikt nie dał mi poznać, że jestem inna. Bałam się, że jak wrócę do pracy to ludzie, którzy znali mnie wcześniej, zaczną mnie traktować inaczej. Nie ukrywam, że niektórzy z moich znajomych nie poradzili sobie z tym. A w tej grupie nikt nie miał porównania, więc nie porównywał.
Doświadczanie całkowitej akceptacji sprawiło, że poczułam się gotowa wrócić do pracy. Znowu coś robić. Być tak niezależną, jak byłam kiedyś, mimo że już nie tak samodzielną. Znalazłam pracę, którą mogę świadczyć w systemie hybrydowym. W firmie, która jest nowoczesnym miejscem pracy, przyjaznym dla osób z ograniczeniami takimi jak moje.
Potrzebowałam półtora roku, żeby dojrzeć do ponownego wyjścia w świat poza domem. Dzięki mojej wspaniałej rodzinie i najukochańszemu mężowi przetrwałam najgorszy czas. Jestem wdzięczna za opiekę i obecność. I za to, że pozwolili mi zdrowieć bez wywierania presji. Kontakt ze sztuką sprawił, że nauczyłam się wydobywać z siebie emocje. Pomógł mi nawiązać nić porozumienia ze światem i do niego wrócić.
Zrozumiałam, że prawdziwa siła tkwi w codziennych wyborach, cierpliwości i otwarciu na nowe doświadczenia. Kreatywność i wspólnota dają poczucie sensu i radości, nawet jeśli życie wygląda inaczej niż wcześniej. Każdy dzień stał się okazją do rozwoju, do twórczych eksperymentów i bliskości z osobami, które rozumieją moje wyzwania.
Dziś życie jest pełniejsze, barwniejsze i bardziej świadome. Malowanie stało się moją codzienną pasją, a mąż – moim największym wsparciem.
nadesłała: Anastazja
Każda historia ma znaczenie.
Jeśli chcesz, by Twoja została usłyszana, napisz do nas: [email protected] z dopiskiem MOJA HISTORIA.
Listy można przesyłać anonimowo – czasem opowiedzenie prawdy to pierwszy krok do zmiany.




