Uniwersum przyrody i człowieka – Mikołaj Golachowski: Czochrałem antarktycznego słonia
dodał: Marta Dudzińska
„Czochrałem antarktycznego słonia” autorstwa Mikołaja Golachowskiego to książka, która już od pierwszych stron zaskakuje rzadko spotykaną mieszanką humoru, pasji badawczej i autentycznego szacunku dla świata przyrody. Golachowski zestawia ze sobą dwa światy: surową, majestatyczną naturę i zgoła ludzkie, często nieprzewidywalne reakcje badaczy, podróżników czy zwykłych miłośników przyrody, którzy zjawiają się tam, gdzie większość ludzi nawet nie planuje wyruszyć.
„Czochrałem antarktycznego słonia” autorstwa Mikołaja Golachowskiego to nie jest suchy reportaż naukowy ani typowa relacja podróżnicza, to opowieść, w której naukowa precyzja łączy się z osobistą fascynacją, a anegdotyczny styl autora sprawia, że nawet najbardziej nietypowe sytuacje stają się pełne uroku i refleksji. Golachowski, znany ze swojego poczucia humoru i błyskotliwych obserwacji, prowadzi czytelnika przez zaskakujące zakątki życia naukowców, często przekraczając granice stereotypowej literatury popularnonaukowej.
Już sam tytuł „Czochrałem antarktycznego słonia” sugeruje, że mamy do czynienia z tekstem nietuzinkowym, takim, który umie bawić się językiem i rzeczywistością. Już w pierwszych rozdziałach autor prowadzi czytelnika przez własne doświadczenia z dalekich, ekstremalnych zakątków Ziemi, z których najważniejsze nie są same miejsca, lecz to, co się tam dzieje między człowiekiem a przyrodą. Główną siłą książki jest sposób, w jaki Golachowski opowiada o swoich spotkaniach z fauną i florą, nie tylko jako opowieści o rzadkich gatunkach czy trudnych warunkach terenowych, ale jako świadectwie głębokiego zanurzenia w realia pracy badawczej. To właśnie ten ludzki wymiar, pełen drobnych obserwacji i błyskotliwych refleksji, sprawia, że nawet najbardziej „surowe” ekosystemy i ich mieszkańcy stają się bliscy czytelnikowi. Nie jest to więc zwykły przewodnik po krainach zimna i pustki, ale narracja, w której coraz bardziej wyraźny staje się związek między autorem a jego bohaterami, zarówno tymi z krwi i kości, jak i tymi skrzącymi się w śniegu czy wodzie.
To, co odróżnia tę książkę od typowych tekstów popularnonaukowych, to umiejętność Golachowskiego do prezentowania przyrody nie jako odległego obiektu badań, lecz jako żywy, dynamiczny świat, w którym badacz nie zawsze jest panem sytuacji. Momentami człowiek zdaje się być jedynie obserwatorem, a momentami zaskoczonym uczestnikiem wydarzeń, których wcześniej nie dało się przewidzieć. To podejście sprawia, że lektura staje się fascynującym doświadczeniem również dla tych, którzy dotychczas myśleli, że temat dzikich zwierząt lub skrajnych środowisk ich nie interesuje.
Od Wydawcy:
Kto wie, że do poznania śpiewu wielorybów przyczynił się amerykański wywiad, który sądził, że rozpracowuje tajne sygnały sowieckich łodzi podwodnych? Albo że płeć pingwinów najłatwiej poznać po tym, czy mają brudne brzuszki czy plecy? Albo że lodowce się cielą, a inne krwawią?
Mikołaj Golachowski w polskich i rosyjskich lasach obserwował norki, lisy, jenoty, wilki i łosie, ale w końcu znalazł swoje miejsce na ziemi. Od 2002 roku pracuje w rejonach polarnych. Spędził dwie zimy oraz cztery sezony letnie w Antarktyce, badając ekologię słoni morskich i skupiając się na ich niezwykłych obyczajach seksualnych. Od ponad dwudziestu lat jest przewodnikiem turystycznym w Antarktyce i Arktyce. Praca na statku oraz pływanie po dzikich rejonach pontonem i żaglówką dały mu okazje do dokładnego przyjrzenia się kolejnym gatunkom, zwłaszcza niedźwiedziom polarnym i waleniom.
W swojej książce opowiada nie tylko o bliskich spotkaniach z dzikimi zwierzętami, ale też o pierwszych zdobywcach Arktyki i Antarktyki – o tych, którzy przeżyli, i o tych, po których słuch zaginął. O arktycznych plemionach, ich obyczajach (często zaskakujących), wierzeniach, i o tym, jak się skończył ich kontakt z białym człowiekiem. A także o najsmutniejszym dzieciństwie pewnego słodkiego puchatego ptaka – pochwodzioba.
Drugie wydanie rozchwytywanej książki, poprzedzone wstępem autora.
„Co nowego?” Znacie to pytanie zadawane przez znajomych. Jakby ciągła zmiana była niezbędnikiem szczęśliwego życia. Gdyby zapytać Mikołaja Golachowskiego, to od pierwszego wydania tej książki dekadę temu niewiele się u niego zmieniło. Nadal pływa po lodowatych wodach. Nadal obserwuje zwierzołki. I to są najlepsze wieści. Dla nas – czytelników – i dla regionów polarnych. Jeśli Arktyce i Antarktyce potrzeba ludzi, to właśnie takich jak Mikołaj. Ludzi, którzy mają do nich wielki szacunek, a jednocześnie potrafią je opisać z taką czułością, że samemu miałoby się ochotę zostać wyczochranym. [Ilona Wiśniewska]










