26

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

A nie myślałaś o terapii? Są pary którym to pomaga przetrwać kryzys...

27

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

No i karuzela kręci się dalej. Kontynuuje...

...Dziewucha pyta o rady, potem za nie dziękuje, następnie stwierdza, że właściwie nic z tym nie zrobi, jeno sobie pomarzy o czasie przyszłym, a jej rozmówczyni, kolejna już, doradza terapię.

Czy Wy koniecznie musicie opierać sposób działania na zawikłaniu?
Nie można łatwo, dokładnie tak jak intuicja/krocze/mózgowina podpowiada?

Czy do wszystkiego dziś trzeba specjalisty? Od podrywu, od łatania związków, od depresji, od jakości seksu, od chronicznych migren, od balansu z naturą, od leczącego dotyku, od nawet przeziębienia?

Mi nie wmówili, nie dałęm sobie - a zaczęło się już w podstawówce.
Pani wychowawczyni mówi: Jak jesteśmy chorzy toooooooo?
A szkrabki: idziemy do lekarza.
Pani dopytuje: a jak lekarz nas zbada, to gdzie idziemy?
Szkrabki: do apteki plosie Pani!

Ej Rzęsista, a czemu mi nie dziękujesz, toć przecie dałem Tobie najlepszą radę - idź za głosem serca lub ykhm "serduszka" - tego spomiędzy no wiesz kąd! smile


36 - nawet gdy tego nie robię, to fantazjuję. Te rzucające się same, no hmm, też się zdarzają, ale wracając do mojego sposobu określania częstości (metoda "na inżyniera") zdarza się to tak w... 15 % przypadków.

Odnośnie wypowiedzi milady, to zwróć Wschodnia Ściano uwagę, że celowo wtrąciłem coś "śmierdzącego" do podniecającej przypowiastki, dla właśnie takich malkontentek, jak Ty.

Pamiętasz li przysłowie?

"Nieważne jak. Ważne z kim."
"Nieważne jak. Ważne z kim".
"Nieważne jak. Ważne z kim.".         (gdzie powinna być osatnia kropka?)

Ostatnio edytowany przez incognito (2013-05-16 14:50:16)

28

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Proponuję:
Nieważne, jak ważne. Z kim?

29

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Przecież nagminnie wiadomo, że kobiety nie pytaj ą o radę po to żeby ją usłyszeć tylko po to żeby się podzielić emocjami, zyskać współczucie... Same wiemy co robić wink

30

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

[quote=incognito]Odnośnie wypowiedzi milady, to zwróć Wschodnia Ściano uwagę, że celowo wtrąciłem coś "śmierdzącego" do podniecającej przypowiastki, dla właśnie takich malkontentek, jak Ty.

Pamiętasz li przysłowie?

"Nieważne jak. Ważne z kim."
"Nieważne jak. Ważne z kim".
"Nieważne jak. Ważne z kim.".         (gdzie powinna być osatnia kropka?)[/quote]

Nie jestem wcale taką straszną malkontentką, tylko nie lubię wąchać dziwnych woni a kropki powinny być na końcu trzy...

31

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Póki Majewski był ciekawy, a jego żarty miały nieco wyższy lot, prowadził program Słów Cięcie Gięcie. Remember - 36? Teraz zresztą na tapetę mych myśli weszło pytanie czy jesteś tak samo dobrą ORALISTKĄ, jak WERBALISTKĄ? smile

Ksymena - plusik od Minusika, za szczerość. Pachnie niepotrzebną stratą energii ot choćby na pisanie, ale ok. Uzewnętrznianie to przecież to, co i ja kocham w kobietach, szczególnie jeśli mowa o uzewnętrznianiu atrybutów fizycznych.

Milagro ujawnia ponownie swe ukryte potrzeby niedopowiedzeniowe.
Ciebie to bym mógł................

Ostatnio edytowany przez incognito (2013-05-20 11:33:05)

32

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Tutaj zawsze jestem szczera, to taka odmiana od życia realnego które często wymusza dyplomację...

33

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

[quote=incognito]Milagro ujawnia ponownie swe ukryte potrzeby niedopowiedzeniowe.
Ciebie to bym mógł................[/quote]

Dziś to chyba tylko pozdrowić wink

34

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

[quote=incognito]Póki Majewski był ciekawy, a jego żarty miały nieco wyższy lot, prowadził program Słów Cięcie Gięcie. Remember - 36? Teraz zresztą na tapetę mych myśli weszło pytanie czy jesteś tak samo dobrą ORALISTKĄ, jak WERBALISTKĄ? smile[/quote]

Oczywiście, że pamiętam, potem dowcip mu się stępił... A co do twojego pytania, to myślę, że jeśli to jest to, czego się domyślam, to nie powinnam odpowiadać!

35

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Chyba reanimuję temat bo mam trochę 'inny' problem mianowicie ponad rok byłam z chlopakiem o 16 lat starszym ( błagam nie oceniajcie tego źle- nie żaden sponsoring czy coś bo on nie jest piękny i nie ma wiele) . Historia zaczęła się od tego, że był moim nauczycielem i się zakochał... o czym napisał ma na fb. Ja tam na niego nie zwracałam uwagi.. dużo starszy.. wyglądem też nie grzeszył. Wiec olałam jego zaloty, ale że pomagał mi dużo do matury z własnej woli(wtedy jeszcze nie wiedziałam,że coś do mnie ma) to czułam jakiś długo i nie zrywałam kontaktu. Potem rozmowy rozkręcały się tak,ze pisaliśmy godzinami na fb a potem od 20 do 6 rano gadaliśmy o wszystkim ( nawet sie zwierzał z problemów) nabrałam zaufania po jakiś 3 mies. prawie codziennych rozmów dałam się namówić na kino za kilka dni wycieczka za miasto tak na spontanie.. bardzo długie szczere rozmowy i zrozumiałam,ze spotkałam pokrewną dusze. Zakochałam się i tak się zaczeło.. o zwiazku bałam się powiedzieć rodzicom... wiec do tej pory nic nie wiedzą (ps. żeby było ciekawiej to dodam,ze jest wychowawcą młodszej siostry obecnie smile wiec rodzice go znają tylko od tej innej strony ;p ) Początki związku były trudne bo zastanawiałam się nad przyszłościa.. po co mi facet starszy o 16lat?!  Po jakims czasie nie widzieliśmy poza sobą świata.. było trochę cieżko bo ja studiowałam ,ale w domu byłam co weekend. Wiec nie było tragicznie. Było cudownie.. przez 10 godzin potrafiliśmy siedzieć w łóżku ( z przerwami na jedzenie i toalete) klejąc się cały czas do siebie i gadając. Każdy z nas chciał dać sobie ile tylko mógł. Zawsze się wspieraliśmy .. Było nam obojętne co bedzie dalej.. mogliśmy mieć kawałek kąta.. nawet takiego brudnego smile ale najważniejsze,ze byliśmy razem. On mówił,ze nie wie na czym opierały się poprzednie zwiżaku bo dopiwero przy mnie poczuł co znaczy kochac kogoś...ja czułam to samo. Bardzo dużo gadaliśmy przez tel. gdy mnie nie było w domu ( w mieście gdzie mieszka on ) dodam,ze dzieliło nas jakieś 150km. Czasem też on przyjeżdzał po pracy w tygodniu. niestety po ok. pół roku znowu zaczęło się coś psuć.. zauważyłam,ze często pije sam wieczorami a wmawiał mi,ze nie.. wiec traciłam zaufanie i zaczynałam sie nad nami zastanawiac. Oczywiście mówiłam mu wprost o swoich obawach. Sam sie przyznał,ze ma z tym problem.. wiec zaczełam szukać pomocy u terapeuty.. terapeuta stwierdził,że nie jest z nim źle, ale ja widziałam problem. Mimo,ze coś było nie tak dalej był dla mnie wszystkim.. jednak po jakiś 2 mies gdy byłam w domu zadzwoniłam do niego okazało sie,że już wypił i zaczął kłamać,że jest trzeźwy to o godzinie 22 poszłam do niego (przez całe miasto!) żeby to sprwdzić... oczywiście miałam racje. Zaczełam krzyczeć (faktycznie jestem wybuchowa) on stał cicho a ja krzyczałam w końcu uderzyłam go w twarz bo nie odpowiadał na pytania co dalej z nami. Zostałam na noc, nasz zwiazek strasznie się ochłodził... czepiałam sie ,że on za dużo pije, pali i czasem,że spotyka się z kolegami i chleją do upadłego. po miesiącu podobna sytuacja z tym,ze piłam z nim wino a on wypił coś wczesniej.. przykra rozmowa- i dostał w twarz sad natychmiast kazał mi się wynosić z domu potem uderzył mnie w ramie gdy chciałam sie przytulic,żeby sie uspokoił. W swoim domu powiedziałm,że zostaję u koleżanki na noc wiec nie na reke było mi tam wracać. Poszłam do drugiego pokoju by zaczekać aż ochłoniemy oboje. Potem poszłam do niego żeby się przytulić to mnie odepchnął dość mocno.. po 20 minutach nam przeszła złość i przytuliliśmy sie do siebie bardzo mocno i zaczeliśmy oboje płakać.... przez 2 tyg było prawie ok.. relecje nam sie ochłodziły,ale jakoś dawalismy rade. W między czasie dowiedziałam sie,że dzwoni i spotyka sie z jakąś dziewczyną okazało sie,ze to kolżeanka (też uczennica), którą zna 10 lat...twierdził,ze nic ich nie łaczy.. wczesniej straciłam zaufanie wiec wziełam jego tel.. i faktycznie- normalne esy tak raz na tydzien jak do znajomej.w ostatni weekend naszego zwiazku  pojechaliśmy nad jezioro- było cudownie. TERAZ NAJWAŻNIEJSZE : 3 dni później ja miałam egzamin po którym spotkałam się z przyjacielem o którego mój chłopak był zazdrosny- nie odebrałam podczas tego spotkania od niego tel. potem oddzwoniłam i gdy zapytal co tak długo powiedziałam,ze widziałam sie z Krystianem- natychmiast zmienił mu sie głos.. wiedziałam, że sie zdenerwował, ale ustaliliśmy ,że tego dnia nie wracam do domu a do niego i tak zostało. Gdy już przyjechałam na miejsce wyczułam,ze coś pił.. ale stwierdziłam,ze to wczorajsze opary bo przyjechał po mnie samochodem. Wieczorem miałam mego ochote na drinki to pojechaliśmy do sklepu po zakupy.Potem sie okazało,ze po południu wypił 2 dembowe mocne (7%)  i prowadził!!!!!  ;/  Ale dalej.. Wieczór był fajny.. ogladaliśmy film, piliśmy pyszne drinki.. w pewnym momencie stwierdził,ze chce zapalić - stwierdziłam,ze 1 raz ok ( bo nie lubię zapachu po papierosach) dalej ogladaliśmy fizl.. drinki nas już trochę ścięły było ok24 jak stwierdził,że chce zapalić ja oczywiście nie chcialam go puścic na balkon, zaczełam nawet inicjowac gre wstępna jednak on stwierdził, że bardzo chce zapalić.. wiec sie wkurzyłam i zamknęłam go na balkonie a potem się położyłam ( chciałam na CHWILE) do łóżka.. i ZASNEŁAM!!! przespałam tak ponad godzine i zoriętowałam się ,ze on jest na balkonie.. szybko otworzyłam siedział skulony w kącie ( na dworze było jakieś 18 stopni a ten tylko w bokserkach)  podeszłam,zeby się przytulić i przeprosić a ten mnie odepchnął z całej siły.. weszliśmy do domu a on zaczął krzyczeć,że z nami koniec... położył się na kanapie a ja usidłam na fotelu obok i zrobiłam mu rachunek sumienia mówiąc jakim jest dnem, że ma tyle lat i nikt go nie chce, że jest pijaczyną, ze nie wiem co ja w nim widziałam itd..... Potem wstałam żeby sie przytulić  to złapał mnie za rękę i powiedził,żebym szła spac do sypialni a on zostanie na kanapie. Powiedziłam,ze bez niego nigdzie nie ide to złapał mnie mocniej i zaczął ciągnąć do sypialni,żebym się położyła(nie dotarliśmy tam jednak) w drodze ja uderzyłam go chyba pięscią w twarz i zaczełam sie szarpać,zeby walnąć do kolejny raz.. potem chyba nawet kopnęłam to złapał mnie za kark- nachylił do dołu i kopnął prosto w mostek. Potem nagle wytrzewieliśmy.. jak tylko się ocknął co zrobił natychmiast zaprowadził mnie do salonu i otworzył okno.. ja cieżko oddychałam i płakałam.. siedział przy mnie przestraszony i wycierał łzy.. pytał co moze zrobić żeby mi pomóc.. przyniósł lód i położył na mostku ja wściekła i pijana krzyczałam,ze jest ch*jem i e go nienawidze. Jak mój stan zdrowia się poprawił po ok.30 min. to powiedział, zebym szła do łóżka - na co ja że sama nie pójde wiec bez słowa poszedł i położył sie obok. ja zasnęłam odrazu a on nie spał całą noc.. rano miał zapłakane i spuchnięte oczy. ja zaczełam zbierac wszystkie rzeczy by konsekwentnie wyjść z domu. Na koniec nie mogłam sie powstrzymać i poprosiłam,zeby ostatni raz mnie przytulił- to przytulił tak z serca i podziękował za wszystko. Zamieniliśmy kilka słów i odwiózł mnie do domu.. gdy wysiadałam dodałam,zeby nie dzwonił w najblizszym czasie bo chce być dziewczyną Krystiana ( w rzeczywistości ona ma dziewczyne od roku) chciałam go tylko tym zdenerwowac- bo wiedziałam jak bardzo był o niego zazdrosny. Teraz siedzę.. płaczę i to pisze.... Bo NIE WIEM CO MAM ROBIĆ!!! wiem tylko tyle,że mimo wszystko bardzo go kocham..  dopiero teraz (po kilku dniach ) zauważyłam swoje błedy... czesto się czepiłam o picie.. mimo,ze obiecywał poprawe prawie nic z tym nie robił... ja z każdej strony szukałam pomocy by go ratowac.. i to ja uderzyłam pierwsza.. sad czuje się winna.. bo gdybym tego nie zrobiła to i on by mnie nie odpychał. teraz nie wiem co robić.. ;( CZY TO MA SENS ?  Siedzę w 4 ścianach i nie chce nikogo widziec. Musze się jeszcze z nim spotkać by oddać mu jego rzeczy, które mam u siebie.

Wiem baaaardzo to długie. jednak jeśli znajdzie się jakaś dobra lub mniej dobra:) dusza, która to przeczyta i napisze co o tym myśli to będe bardzo wdzięczna :**

36

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Dodam jeszcze, że ostatnie 2 mies to był związek na przyzwyczajenie.. wiedziałam,że w końcu sie rozejdziemu , ale nie wyobrazałam sobie,że mogę go stracić.

37

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Nooo, jak chcesz się kiedyś mu dać zabić z tej miłości to zostań... Gość jest patologiczny i go już nie zmienisz, jeśli tego nie zrozumiesz to tylko sobie zmarnujesz młodość a jemu i  tak nie pomożesz

38

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

To jest wszystko nic, o Ty tam, tak wylewnie opowiadająca Istoto!
Czepiłaś się chwili obecnej, jak to zakochane małe dziewczątko i w sumie nic w tym złego, acz...

...Weź teraz obczaj motyw za kilka lat. Ty - trzydziestka, chcąca bawić się życiem, ciekawa świata, rozwijająca karierę, posiadająca niedawno nabyte znajomości (no studia itd.), a on 45-latek, prawdopodobnie już ze spieprzoną wątrobą, siwawy, obolałby, znużony chybioną karierą (no za nauczycielskie uposażenia Lexusa to Ci na pewno nie kupi).

Pókiś młoda, myśl trzeźwo.
Jak dla mnie - spier----laj stamtąd. smile

Ale ja nie radzę! Jedynie obrazuję! wink

39

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Jesteś młodziutka, znajdziesz sobie kogoś normalnego. A on jest dorosłym chlopcem, albo sobie sam poradzi ze swoimi problemami albo przez nie zejdzie na dno meliny.

40

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

A może lubisz się poświęcać i czuć się potrzebna?.. Wtedy zostań, a alkohol będzie tym trzecim w Waszym domu i może nawet sama zaczniesz pić - tak do towarzystwa?...

41

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

W takiej sytuacji trzeba być egoistką i pomyśleć o swojej przyszłości...

42

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

dziś stwierdził,że chce odbyć terapię. Ja oczywiście pójdę na terapie dla współuzależnionych. Tylko czy jest sens ?.... ;((
Między moimi rodzicami jest 13 lat różnicy i jest ok. Wiec sam fakt, że jest starszy i różnica wieku może być uciażliwa na dłuższą mete ,mnie nie przekonuje.  W sumie to wewnętrznie jestem starsza i czasem poważniejsza od niego (jeśli o rozrywki chodzi)

43

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Kurcze nie wiedzialam,ze ten temat tak sie rozwinie.
Rzesista smile

44

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

To jeśli on jest taki wieczny chłopcem to lepiej trzymaj się od niego z daleka bo jak nawet wyjdzie z nałogu to i tak pewnego dnia sie Tobą znudzi i zostawi dla innej, bo wiadomo chlopcy muszą często zmieniać zabawki...

45

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Akurat o to martwić się nie muszę.. ( chyba) nie budzi on specjalnego zainteresowania wśród kobiet.
Zanim byliśmy razem miał 3-lrtną przerwe w zwiazkach.  I jest to sprawadzone smile Bo ta akurat czas całego mojego LO..

46

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Aha i jeśli chodzi o rozrywki to nie jakieś imprezy czy dyskoteki.. bo nie przepadamy za tym.
Ale wspólne wyjścia do kona, spontaniczne wyjzady, krengle, kino itd.... itp...

47

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Każdy uzależniony gdy widzi że może stracić partnerkę, obiecuje poprawę, idzie na terapię... - a ile razy już na niej był?... Co z tego wyszło?
Nie marnuj sobie z nim młodości bo życie jest za krótkie żeby je byle jak przeżyć, a tu nie ma widoków na "fajerwerki"...

48

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Oczywiście można się poświęcać dla ukochanego, tylko sama widzisz, jak on cię traktuje, poprostu jakby cię odpychał od siebie... Może jakbyś odeszła to by zrozumiał co traci i się zmienił?

49

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

No jesteś kobietą, toteż i zawsze będziesz nieco bardziej poważna. smile
Zresztą facet dojrzewa w wieku 45 lat, a już za chwilę - po 50'tce znowu dziecinnieje...

Ty na terapię dla współuzależnionych?
Ja p----lę, nawkładali ludziom do głów niepotrzbnych bzdur.

Jeszcze powiedz, że za nią zapłacisz?!

Na pewno nie jesteś winna jego popadaniu w nałóg.
Za głupotę każdy winien odpowiadać osobiście.

Ty to byś mogła iść na terapię dla nieszczęśliwie zakochanych.
On tam, Ty tu. smile

50

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie?

Oto Incognito - pierwszy terapeuta miłosnych uzależnień - polecam, choć nie korzystałam wink