Jak Ty to delikatnie nazwałaś... ja bym to określiła wprost: WSTRĘT.
Myślałam sobie o tym wszystkim sprzątając i przypomniało mi się, że... kiedyś ktoś mi powiedział, że gdzieś przeczytał, czy jakoś tak, ale jest pewien sposób pomocny w określeniu się, kiedy jest się w takiej właśnie niepewności, ze niby ok, bo jest miłość, bo chcę z nim, ale coś jest nie tak. Otóż:
Trzeba sobie wyobrazić siebie i jego za kilkanaście lat, kiedy jesteście małżeństwem, a najlepiej rodziną, kiedy mieszkacie opod jednym dachem od lat - jaki on jest, jak wygląda, jaka jesteś Ty , jak wyglądasz, jak się zachowujecie, jakie są wasze relacjie, itd.
Ja tak zrobiłam i powiem szczerze - przeraziłam się. Rezeczywiście na podstawie tych wszystkich informacji o partnerze i swoich odczuciach, zakodowanych w głowie, jesteśmy w stanie stworzyć taką symulację związku w przyszłości. moja nie wypadła za ciekawie. Widziałam przed oczyma kłótnie przy nastoletnich dzieciakach - córce i synu, jego trzymał krótko, ją trochę lżej, dzieci mialy dość naszych sprzeczek, chodził do pracy, więc praktycznie w ciągu dnia go nie było, widziałam wiele scen z rodzinnego życia, wykreowanych na podstawie naszych cech, zachowań, tego co chcemy osiągnąć teraz, bo to wszystko przecież będzie miało wpływ na naszą przyszłość. Tzn. aż tak tragicznie nie było, bo jak syn do mnie pyskował, to mąż stanął w mojej obronie, ale zlośliwości i kłótnie pozostały, tak jak są teraz.