Edytuj profil
Zmień awatar
Skrzynka pocztowa
Dodaj zdjęcie
Dodaj przepis
Dodaj wpis na bloga
Dodaj dowcip
Szukaj użytkownika
Wyloguj

Blogi użytkowników

Profile użytkowników

Ostatnie komentarze do blogów
 
przez: eva45
dn.: 2010-08-30 18:15:26
mrożone

przez: Pinia
dn.: 2010-08-30 11:49:00
a krewetki świeże czy mrożone?

przez: Kacha
dn.: 2010-08-28 09:08:55
uwielbiam kawę, z tego co wiem zrobienie w domowych warunkach takiej kawusi graniczy z cudem

przez: Kolorowapani
dn.: 2010-08-28 08:00:59
osobiście marzę też o wysokiej klasy zaparzaczu do kawy expresso, latte, mochito itp, bajka!

przez: Gosc
dn.: 2010-08-26 13:02:52
haha

przez: Pimkie
dn.: 2010-08-26 13:02:44
no no kurczak zaraz zacznie tanczyć!

przez: JoannB
dn.: 2010-08-26 12:23:37
raz na jakiś czas można zaszaleć...

przez: Ola123
dn.: 2010-08-26 12:21:15
koleżanki drogie, ale to nie najtańsza potrawa

przez: Pinia
dn.: 2010-08-26 12:20:51
jadłam ostatnio takiego kurczaka, potwierdzam: mięsko jest soczyste i smaczne

przez: Asia
dn.: 2010-08-26 10:50:48
ja nie przepadam, z mięs tylko uznaję kurczaka...

przez: Gość
dn.: 2010-08-26 10:50:31
własnie trzeba dać koniecznie przepis na indyka jak zrobić

przez: Kacha
dn.: 2010-08-26 10:50:08
Polecam też dziewczyny - może z czasem wstawię do serwisu - indyka pieczonego w całości. U ans mniej popularny niż w Stanach, ale indyk ma niesamowite smaki mięsa

przez: Gość
dn.: 2010-08-26 10:29:11
ale smakowitosci kobitki robicie

przez: Kolorowapani
dn.: 2010-08-26 10:12:56
aaa juz wiem, no smaczne:)

przez: pinkmause
dn.: 2010-08-25 16:40:51
Gołąbki leniwe, wyczytałam kiedyś na blogu i mnie podkusiło. I było warto :)

przez: Kolorowapani
dn.: 2010-08-25 15:13:58
a jakie gołąbki?

przez: Kolorowapani
dn.: 2010-08-25 15:13:44
no zdjęcie nie jest za ciekawe ale naprawdę polecam

przez: pinkmause
dn.: 2010-08-25 14:25:02
Gołąbki już robiłam i były naprawdę genialne. Kurczak też wpadł mi w oko - więc na pewno będę miała ochotę wypróbować, tym bardziej, że od samego patrzenia ślinka cieknie...

przez: Gabrysia
dn.: 2010-08-25 10:52:34
Ja uwielbiam porcelanowe figurki, mam całą kolekcję...

przez: dorcik999
dn.: 2010-08-24 11:27:07
Tak, tak wiem...brak pleców to brak nagrody :)

przez: dorcik999
dn.: 2010-08-24 11:26:32
Byłam nad Zalewem Koronowskim

przez: Paulla
dn.: 2010-08-24 11:24:02
Więc wiele zależy od genów i samego organizmu, a nie od kolejnego \"cudotwórczego\" produktu...

przez: Paulla
dn.: 2010-08-24 11:23:24
A mój dziadek dożył 92 lat, pił i palił, jadł słoninę surową i ogólnie robił wszystko żeby jak najszybciej pożegnać się ze światem. A w szpitalu był tylko raz, po 80., jak mu wrzody operowali

przez: Paulla
dn.: 2010-08-24 11:20:22
No trochę za duży urósł misiek...

przez: Paulla
dn.: 2010-08-24 11:19:43
Tak, żeby Cię czasem nie docenili... Jak nie masz znajomości w kierownictwie, to wiesz...

przez: Kacha
dn.: 2010-08-24 08:38:14
a nad jakim byłas jeziorkiem?

przez: Eugeniusz Nowak
dn.: 2010-08-23 18:45:43
Witam, oczywiscie masz racje, tez mialem babcie w tym wieku. Jedna pochodzila ze wsi podkrakowskiej a druga z Lwowa. Roznila ich olbrzymia roznica stylu zycia, a jednak obie doczekaly sedziwego wieku w niezlej kondycji. Niestety to juz historia, za ich mlodych lat nie bylo konserwantow, spolchniaczy, wypelniaczy, barwnikow i calej chemii zawartej dzis w zywnosci ktora spozywamy, popijajac skazona woda i oddychajac zatrutym powietrzem. To sa warunki w ktorych dzis mlode pokolenie choruje na choroby wieku starczego. Nie wystarczy dzis jesc, trzeba zabdac o nalezyte odzywianie naszego organizmu. Pozdrawiam, zycze duzo zdrowia i dobrej kondycji do 100 lat.

przez: Pinia
dn.: 2010-08-23 09:25:26
Moja babcia zyła 90 lat,chcoiać nie powiem, że nie chorowała, ale ogólnie jadła najzwyczajniej w świecie: białe pieczywo, piła mleko, jadła mnóstwo słodyczy i piła alkohol okazjonalnie. Lubiła tłuste mięso - po prostu wiejskie normalne tradycyjne polskie gotowanie. Rzadko narzekała na zdrowie.

przez: Eugeniusz Nowak
dn.: 2010-08-21 08:30:04
Witaj kropka939, nie chodzi o to by stosowac jakas drastyczna diete i zabraniac sobie przyjemnosci. Jestem pierwszym grzesznikiem, jem wszystko. Nie zaluje sobie niczego co mi smakuje, madrzy lekarze mowia \"najlepsza dieta jest brak diety\" i to mi sie podoba. Za moje grzechy zywieniowe obarczylem Alveo, pije by zrobilo porzadek w moim organizmie i usunelo co niepotrzebne. Robi to fantastycznie wiec nie mam zadnych wyrzutow sumienia. Pozdrawiam. Zycze duzo zdrowia.

przez: kropka939
dn.: 2010-08-21 06:46:05
Niestety ja lubię fast foody... Ale staram się jeść je tylko raz w tygodniu...
Najnowsze blogi
 
Blog użytkownika: eva45
(dodano: 2010-08-31 23:09:51)
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: eva45
(dodano: 2010-08-28 23:21:50)
Długo się przybierałam, aż w końcu kupiłam krewetki i zrobiłam w cieście piwnym. Nawet dzieci próbowali, ale jakoś nie za bardzo im to szło, chociaż wyszły super.
Do krewetek zrobiłam sos i naprawdę można się było degustować...

oto przepis:

Krewetki w cieście piwnym dla 4 osób:
1 szklanka jasnego schłodzonego piwa
3/4 szklanki mąki + 3 dodatkowe łyżki do obtoczenia krewetek
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sproszkowanej chilli
sól olej do głębokiego smażenia
300 g surowych krewetek, obranych, z ogonkiem
cytryna
Z podanych składników zrobić dosyć gęste ciasto (najlepiej mikserem). Krewetki maczać w mące a następnie w cieście i smażyć na rozgrzanym oleju na złoty kolor.

Do tego zrobiłam dip:
3 łyżki majonezu
1 łyżka jogurtu naturalnego
natka pietruszki
ostre ogórki z chili
cebula
przyprawy
Ogórki i cebulę pokroić w drobną kosteczkę, natkę też drobno posiekać. Wymieszać, przyprawić wedle uznania.
SMACZNEGO !
komentarze (2)   Oceń wpis

Blog użytkownika: eva45
(dodano: 2010-08-28 19:00:55)
Podaję dobry przepis na suszone pomidorki, zrobiłam z jednej porcji i zjadłam - zrobiłam następną porcję, są naprawdę pyszne - do zapiekanek, makaronów pizzy czy sałatek. Nawet na kanpkę położyć to smakuje wyśmienicie.

podłużne pomidory 2 kg
czosnek 1 główka
papryczki chili 4 szt
sól
pieprz
rozmaryn
tymianek
bazylia
oregano
olej słonecznikowy 1/2 l

Pomidory trzeba umyć, przekroić na pół ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia skórką do dołu, posolić i posypać pieprzem. Wsadzić do piekarnika, temperatura 100 stopni i suszyć. Suszenie trwa kilka ładnych godzin. Te już wysuszone można po prostu wyjąć na miseczkę, a resztę dalej suszyć, a kiedy już wszystkie będą gotowe wsadzić jeszcze na chwilę do piekarnika, żeby były ciepłe. Pod koniec suszenia należy przygotować sobie resztę składników. Trzeba obrać czosnek i pokroić w plasterki, z papryczek chili wyjąć pestki i pokroić w paski, przygotować zioła. Ciepłe pomidory wkładamy do wyparzonych słoiczków warstwami tzn. Warstwę pomidorów, na to sypiemy czosnek, paprykę, gałązki ziół i znów pomidory. W słoiku musi być ciasno, ale nie za ciasno. Zalewamy gorącym, nie wrzącym olejem do pełna, zakręcamy i potrząsamy żeby olej dostał się między wszystkie pomidory. Zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Można je przechowywać kilka miesięcy. Jeśli chodzi o proporcje ziół, czosnku i papryki, wszystko zależy od naszych potrzeb. Można też suszyć pomidory w suszarce do grzybów. (Ja dodałam zioła suszone z rorebki).
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: eva45
(dodano: 2010-08-28 18:52:52)
wakacje, wakacje i po wakacjach
Po powrocie znów wróciły stare obowiązki. Trzeba było wziąć się za przetwory. W piątek do południa nosiłam torby, a po południu wzięłam się za przetwarzanie. Na soborę nie wiele już zostało do zrobienia. A było tego około 15 - 20 kg - nie liczyłam...
A oto efekt mojej pracy:
- sałatka królewska - od lewej
- koreczki z ogórków
- arbuz w rumie
- buraczki na zimę
- sałatka z ogórków z koncentratrm pomidorowym
- korniszonki z magii
i jeszcze w między czasie suszyłam pomidorki i gotowałam duuuży gar lecza też w słoiki no i obiad w między czasie.

razem - około 40 słoików, myślałam że padnę...
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: casablanca12
(dodano: 2010-08-28 10:43:17)
Tak sobie siedzę i myśle,co ja podam do kawy,jak przyjdzie koleżanka. Myślałam,myślałam,aż wy myśliłam. Wyciągnę konfiturę z rózy,którą robiłam już dawno,bo w maju. Należy zebrac wczesnym rankiem płatki róży,zanim rosa nie obeschnie. Najgorsze było wstawanie,bo jestem śpiochem,no,ale czego się nie robi dla zapachu konfitury i dla samego pichcenia. Trzeba zebrac około 150 g płatków-to nie jest mało,bo płatki sa zazwyczaj małe,wiec to praca dla cierpiliwych. W końcu płatki nalezy oczyścic z szypułek,porwac na małe kawałki i całośc rozcierac
w możdżieżu. Gdy uzyskamy jednolitą masę wsypac do tego 500 g cukru i sok z całej cytryny i ponownie ucierac. Konfitura jest gotowa.Można przełożyc do słoika i trzymac na jesienne wiczory, Jest takze inna wersja,ja nie stosowałam,która polega na zagatowaniu wody z cukrem,a póżniej do tego włożenia roztartych płatków. Ja wolę swoją-sprawdzoną. Teraz przydała się jak znalazł.Do biszkopcików ( posmarowac dzemek i gotowe ). Można używac do nalesników, gofrów, do ciasta iitp. Piszę i podjadam,muszę ostawic trochę,bo co podam do kawki.
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: casablanca12
(dodano: 2010-08-28 09:38:00)
Wczorajsza tarta była pyszna. Przyznaje,ziadłam malutki kawałek zanim ostygł.Dzisiaj zastanawiam się,co zrobic na obiad. Nie chce mi się robic wielkiego obiady,bo w niedzielę zapo
wiedzieli się goście,więc wystawnie będzie w niedzielę. Po wczorajszym ciastowym łakomstwie,żołądek też musi odpocząc. Pora na coś lekkiego. Uznałam,że najszybsza i najzdrowsza będzie zapiekanka z makaronem. Przygotowałam już 500 g makaronu typu świderki lub wstązki ( wybór pozostawiam paniom ), do tego towarzystwa pasuje mięso mielone-tyle samo, cebula ( według uznania ), mogą byc dwie lub trzy,jak ktoś woli na ostro, 1/2 pieczrek, 1/2 sera żółtego, czosnek, sól i pieprz. Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie. W tym czasie, na patelni smażymy mięso mielone, pieczarki, czosnek ( wcześniej przeciśnięty przez praskę ), cebulę drobno pokrojoną w kosteczkę, sól i pieprz do smaku, mogą byc też zioła-ja dodaję majeranek i troche oregano. Ser żółty należy zetrzec na dużych otworach.Makaron podzielic na trzy częsci, a ser na dwie.Częśc makaronu włożyc do nacynia żaroodpornego i na niego wsypac 1/3 sera i wymieszac.Na to włożyc mięso mielone z dodatkami i posypac żółtym serem. Znowu włożyc makaroni, ser i mięso i tak wkoło,aż się skończą składniki.Całośc zapiec około 20-40 minut,aż ser się rozpuści.Prosty obiad,prosto zrobiony i człowiek najedzony i brzuszek zadowolony. 
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: casablanca12
(dodano: 2010-08-27 20:06:03)
W miedzyczasie poszłam pobuszowac po sklepach. Nie było nic ciekawego,ale mój wzrok przykuło uwagę stoisko z kawą. Jak ja nie mogłam podejśc,ja-kawoszka. Pani z wymuszonym uśmiechem i za ciasnym żakieciku, zachęcała do kupienia najnowszego ekspresu do kawy. Co prawda,nie przepadam za taką lurą ( przepraszam zwolenniczki kawy bez fusów ), ale myślę sobie,raz warto. tym bardziej, że owa pani częstowała kawą latte. Przyznam-była pyszna. Z ciekawością przyglądałam się, jak w wysokiej szklance powstaje  w zaledwie parę minut małe dzieło sztuki. Zawsze chciałam dowiedziec się,jak powstają te trzy kolorowe paseczki,a teraz juz odkryłam ten sekret i zaspokoiłam tym samym swoją ciekawośc. Postanowiłam,że po przyjściu do domu zrobię sobie podobną. Zaparzyłam jak zwykle kawę, odsaczając od niej fusy. Następnym krokiem było spienienie mleka,zrobiłam tak,jak tamta pani.Z tym,że nie miałam takiego sprzętu tylko urzyła do tego celu zwykłego miksera. Mleko było spienione, a wczesniej też podgrzane. No i wystarczylo wlac do srodka tej kawy. Zamiast kawy i trzech pasków,miałam szklankę mleka doprawionego lekko kawą.Wszystko wylałam do zlewu. Mojej koleżance się za to udało, bo ma lepszy sprzęt i sprawniejszą rękę. Ja zaparzyłam kawę,a ona spieniła mleko i oto wyszedł taki efekt.   
komentarze (2)   Oceń wpis

Blog użytkownika: casablanca12
(dodano: 2010-08-27 15:56:44)
Jutro jest sobota,więc warto coś smacznego i słodkiego sobie safundowac. Nie chciałam biec do cukierni, bo te pleśniaki, lodowe i inne dziwne nazwy ciast już mi się znudziły. Tu mam przynajmniej pewnośc,ze ciasto jest świeże. Zostało mi trochę gruszek i migdałow sypkich, więc zrobię tartę. Nie wiem,jak mi wyjdzie,bo jeszcze tego nie robiłam.No,ale kiedyś trzeba.
Jestem leniwa i wcześniej kupiłam ciasto francuskie w pobliskim sklepie. To wersja dla leniwych,dla chcących się wykazac i mających więcej czasu,chęci i zapału-wersja pt.zrob ciasto w domu. Ciasto rozłożyłam na blasze, podziurkowałam widelcem,tak,jak w przepisieWszystko zrobiłam,tak jak w tym przepisie,no,widzę,że zaczynam sie powtarzac. na ciasto wlalam budyń śmietankowy-to moja własna inwencja-tak widziałam w sklepie,ze tarty mają budyń. Na to położyłam gruszki-ładnie je przeciełam, posypałam płatkami migdałow i całośc zakryłam ciastem. Nie wiem, co z tego będzie, powiem wam po zjedzeniu.Najwyżej wyrzucę, ptaki będą miały co jeśc. Przecież cukiernie sa otwarte do póżnych godzin, także ewentualni goście czy też moja skromna osoba, nie będą głodni.
Aha, wstawiłam ją na 45 minut, na 180C.Po tym czasie, wuaga wyjmuję, a jeszcze gorąca. aj kusi,żeby skubnąc kawałek,ale gorącej się nie je, bo brzuch boli. A jednak się skuszę, odłamałam kawałek,dobre,jak ostygnie spróbuję resztę.
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: casablanca12
(dodano: 2010-08-27 15:28:52)
Wczoraj wpadły nieoczekiwanie do mnie moje dwie koleżanki. Od razu zrobiłam im kawkę, no, ale myśle sobie, co do tej kawki. Wszystkie słodkości zjedzone, jedynie jakies cukierki się znalazły. Trochę mi było głupio,że nie mam nicdo kawy, ale w końcu to są przyjaciółki, one wybaczą wszystko. Wpadły tylko na chwilę, więc nie miałam czym się martwic,że sobie coś złego o mnie pomyślą. spotkanie przeciągnęło się do 2 nad ranem. W trakcie niego, przypomniałam sobie,że robiła kiedyś nalewkę z kuułek-przepis miałam z jakiejś prasy. Juz nie pamiętam z jakiej. Postanowiłam,że uraczę szanowne kolezanki tym specjałem.Trochę się obawiałam, bo sama jej nie próbowałam,ale była taka pszna,że wypiłyśmy do pstatniej kropelki. Pytały się o przepis,więc podałam: 40dkg kukułek i pół litra wódki. Kukułki najlepiej rozgnieśc tłuczkiem i zalac wódką. Odstawic na 2 tygodnie,codziennie mieszając łyżką. Można na koniec,jak nalewka już będzie gotowa,dodac mleka skondensowanego-będzie łagodniejsza.Ja tak zrobilam i o dziwo,wyszło mi. 
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kizia Mizia
(dodano: 2010-08-27 09:06:40)
Bardzo lubię różnego rodzaju kuchnie całego świata, szczególnie kuchnie gdzie stosuje się dużo przypraw - do tego najlepiej bardzo ostrych. Taką kuchnią jest kuchnia meksykańska - jedna z moich ulubionych i dlatego postanowiłam zrobic kilka meksykańskich potraw i zaprosić znajomych na wieczór meksykański. Najpierw podałam zupę meksykańską z mięsnymi kuleczkami, fasolą czerwoną, kukurydzą oraz pomidorami. Podałam ją w specjalnym kociołku podgrzewanym tak, aby każdy mógł sobie dolać gorącą porcję. Wszystkim bardzo smakowała. Potem wypiliśmy tequilę, oczywiście podałam kawałki cytryny i sól w malutkich miseczkach. Taka wódka niesamowicie smakuje i nie czuć alkoholu, zresztą tequila ma 38 %. Potem podałam tortillę z mięsem mielonym, warzywami (papryka, ogórek, sałata, pomidor itp), podałam też sosik do polania (guaqamole i sos ostry salsa). Wszystko zostało spałaszowane do ostatniego okruszka. Deser był już bardziej polski - lody z owocami liczi. W tle leciała muzyka meksykańska. Wieczór był bardzo udany!
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kolorowapani
(dodano: 2010-08-25 12:24:22)

Jesli tylko mam w specjalny sposób ugościć znajomych i w dość spektakularny  sposób podać kurczaka decyduję się zwykle na kurczaka na piwie. Kiedyś w programie Magdy Gesler była taka propozycja i podaję go według jej wskazówek. Kupuję niezbyt wielkiego kurczaka, jednego buraka, czosnek. Kurczaka podaję z ziemniakami pieczonymi, gruszkami i jabłkami w tymianku. Szpikuję też pod koniec pieczenia kurczaka fantazyjnie pokrojonym buraczkiem, wbijam w niego ząbki czosnku na wykałaczce. Dekoruję pomarańczami, kawałkami limonki i obowiązkowo pióropuszem z pora. Efekt murowany! Oto szczegółowy przepis.

składniki:

- kurczak cały
- małe piwo (to najmniejsze)
- sól, pieprz, papryka
- jabłka, gruszki, ziemniaki
- kminek do ziemniaków lub tymianek do ziemniaków np. Prymat

sposób wykonania:

- kurczaka umyć i osuszyć, w tym czasie już nagrzewać piekarnik, z piwa zdjąć nalepki i umyć butelkę, otworzyć, odlać troszkę piwa – lub wypić. Kurczaka natrzeć porządnie solą, papryką i pieprzem.
Jak piekarnik się nagrzeje nadziać kurczaka, piec około godziny, potem położyć obok niego ziemniaki, jabłka posypane kminkiem lub tymiankiem, piec jeszcze godzinę.

komentarze (14)   Oceń wpis

Blog użytkownika: magdawrzosek
(dodano: 2010-08-24 15:24:02)

Córka Helle i Junichi - Lea Danae Hakamaki przyszła na świat w sierpniu 2002.

“Kiedy miała 2 latka wpatrywała się w kwitnącą różową japońską kamelię, którą było widać       z okna naszego apartamentu w Paryżu. W ten sposób wypowiedziała swoje pierwsze słowo, wyraz łącząc język duński i japoński. Wskazała na różowy kwiat mówiąc po japońsku Hana, potem dodała Blomst, które pochodzi z języka duńskiego” – tak o swoich inspiracjach opowiadają twórcy marki Hana Blomst.

To był początek konceptu pod nazwą Hana Blomst. Tak o sobie mówią założyciele tego japońsko-duńskiego tandemu. “Chcemy kreować takie produkty, które odzwierciedlają Leę – jej charakter i piękno. Wprowadzają one idealną harmonię pomiędzy dwiema kulturami – japońską i duńską. Jest ona kolorowa, romantyczna, sentymentalna, nieprzewidywalna, kapryśna i piękna: te produkty wypełniają nasze życie miłością, radością, śmiechem” – przyznają Helle i Junichi.

            Akcesoria i wyroby Hana Blomst są już dostępne w Coocoo, internetowym butiku z ekskluzywną modą dziecięcą. W ofercie Coocoo pojawiło się 11 produktów tej marki. Materiały, z których powstają te prawdziwe dzieła sztuki użytkowej to porcelana i matowe tworzywo ABS.

Przypomnijmy, że porcelana pojawiła się już w VII wieku w Chinach. Jest wytwarzana z mieszanki glinki kaolinowej ze skaleniem i kwarcem poprzez wypalanie uformowanych wyrobów w wysokiej temperaturze. Jest bardzo wytrzymała mechanicznie i odporna na działanie czynników chemicznych. Poza przedmiotami sztuki użytkowej stosuje się ją jako materiał do produkcji sprzętu laboratoryjnego.

W ofercie butiku dostępne są: kubek z pomarańczową lub zieloną żyrafą, miska z pomarańczową lub zieloną owieczką, talerzyk z pomarańczowym, różowym, niebieskim lub zielonym słoniem i trzy rodzaje miski w duże kolorowe kropki. Skompletuj dla swoich maleństw kilkuczęściowy dziecięcy serwis, z którego każde dziecko będzie korzystać z ogromną frajdą. Przekonaj się ile radości możesz sprawić swojemu dziecku. To może być też świetna lekcja – wprowadzenie, oswajanie i przyzwyczajanie malucha do mycia po sobie naczyń i pomocy rodzicom w codziennej, kuchennej krzątaninie.

Zapraszamy na stronę butiku www.coocoo.pl .

komentarze (1)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-08-23 15:34:04)
Bardzo ciążko się wraca po długie, urlopowje przerwie. Ale wszystko co dobre szybko sie kończy. Trzeba było wrócić do rzeczywistości. I teraz znów rok czekania...Pocieszam się myślą, że znów za rok...Na urlopie było bardzo fajnie. Byłam nad cudownym jeziorem. Może przyczepiłabym się do plaży bo zaniedbana i brudna - ale za to woda czysta i dno piaszczyste.
Teraz przydałoby się, żeby pogoda się lekko ale na prawdę lekko popsuła nie byłoby żal siedzieć w pracy. Potem jeszcze we wrześniu planuje kilka dni na grzyby :)
A teraz trzeba zakasać rękawy i pracować, pracować....może jakaś nagroda się trafi?? ;)
komentarze (4)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Eugeniusz Nowak
(dodano: 2010-08-20 21:55:32)
Naukowcy już sto lat temu stwierdzili, że lekarz przyszłości nie będzie
 przepisywał pacjentom leków, będzie natomiast mówił, jak dbać o zdrowie, 
jak prawidłowo się odżywiać i zapobiegać chorobom. Właśnie teraz żyjemy w tych
 czasach. Mój wykład będzie dotyczył Alveo i Onyxu. Na początku chcę
 podkreślić, że Afveo i Onyx nie są lekarstwami, ale ze względu na
 zapobieganie chorobom pełnią niezwykle ważną funkcję.

 Złe odżywianie
 Na całej planecie nie ma dwóch takich samych osób.
 Ponieważ jesteśmy różni, chorujemy na inne choroby. Często mają one swój
 początek w dzieciństwie. Kiedy nasze dziecko ma wysypkę na twarzy, musimy
 wiedzieć, że problem nie dotyczy tylko twarzy, ale całego organizmu.
 Przyczyna pochodzi z wewnątrz, najczęściej z układu pokarmowego. Nasze
 dziecko jest źle odżywiane. Tu nasuwa się nam pytanie: kiedy zacząć
 stosowanie suplementów żywieniowych? Według mnie, jak najwcześniej.

 Gdy mój syn miał piętnaście lat, na jego twarzy pojawiły się wypryski.
 Poprosił mnie o pomoc: -Tato, czy mógłbyś mi polecić jakieś chińskie zioła?  - zapytał.
 Poradziłem mu, aby otworzył lodówkę. Tam stało Alveo. Nie mógł
 zrozumieć, dlaczego ma pić Alveo i dlaczego ma się czuć po nim lepiej, ale
 powiedziałem mu, żeby po prostu pił, a ja potem odpowiem mu na wszystkie
 pytania. Krosty zniknęły po jakimś czasie. Cera wyglądała dobrze, ale mój
 syn zjadł hamburgera w fast foodzie i znów nastąpiło pogorszenie. Wtedy
 zrozumiał, że jeśli nie będzie się właściwie odżywiał, nie będzie zdrowy. 
Od tamtego czasu minęło 1,5 roku. Mój syn nadal pije Alveo i chociaż czasem 
zje coś w fast  foodzie, wie, jak ważne jest właściwe odżywianie.

 Flora bakteryjna.
 Około 90% problemów zdrowotnych ma swój początek w okrężnicy. Według 
danych statystycznych 144 tysiące Amerykanów może w tym roku zachorować na 
nowotwór okrężnicy. Połowa z nich umrze. Milion innych osób będzie cierpiało z 
powodu okrężnicy. Czterdziestoletnia osoba nosi w jelitach około 4 kg masy, która
 się nie przesuwa. Dzieje się tak dlatego, że jelito nie jest w stanie
 wydalać dużej ilości toksyn, dlatego zostają one w naszym organizmie.

 Ta masa gromadzi się w miejscach przejściowych i przy ujściu jelita 
grubego, które nie jest tylko rurą, jak wiele osób twierdzi. Tam znajduje się 85%
 przyjaznych bakterii, które istnieją w naszym organizmie. Te bakterie
 funkcjonują w nas od urodzenia i możemy je nazwać przyjaznymi. Brak
 równowagi między bakteriami przyjaznymi i nieprzyjaznymi może być 
przyczyną problemów zdrowotnych. Problemy te mogą być nabyte już w dzieciństwie. 
Jeśli dziecko przynajmniej raz w roku przyjmuje antybiotyki, to flora 
bakteryjna, która uległa zniszczeniu, potrzebuje około pół roku, aby się odbudować.

 Możemy sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy dziecko otrzymuje antybiotyki
 cztery razy w roku. Powoduje to trwałe uszkodzenie flory bakteryjnej i tu
 zaczynają się ogólne symptomy, np. zaparcie. Dziecko nie otrzymuje
 odpowiednich składników odżywczych i co za tym idzie, rozwija się
 nieprawidłowo. To dotyczy 50% wszystkich dzieci. Jeżeli w organizmie 
brakuje przyjaznych bakterii, kwasu mlekowego, organizm atakują drożdżaki,
 gronkowiec. Nic nie dzieje się z dnia na dzień. Jest to powolny proces. Na
 wiele chorób pracujemy bardzo długo, począwszy już od dzieciństwa, np.
 rozwój raka żołądka trwa około 25 lat.

 Układ odpornościowy.
 Jak wspomniałem na początku, nie jesteśmy jednakowi, ale pod pewnymi
 względami jesteśmy do siebie podobni. Nie można powiedzieć, że choroba, na
 którą cierpi jedna osoba, tak samo przebiega u innej. Najpierw trzeba więc
 dokładnie poznać chorego, potem rodzaj schorzenia, w myśl zasady doktora
 Wiliama Olsera: "O wiele bardziej ważna jest znajomość osoby, która 
posiada daną chorobę, niż znajomość choroby, którą ma ta osoba".

 Niezmiernie istotne jest, aby zastosować leczenie dobrane do każdej osoby
 indywidualnie. Osobno i wszechstronnie należy podejść do problemu chorób
 zakaźnych. Niektórzy są na nie bardziej podatni, inni mniej. Przykładem 
może być ptasia grypa. W Europie i na świecie szerzy się panika, bo okazało 
się, że nie ma wystarczającej ilości leków na tę chorobę, że nie możemy się 
przed nią bronić. Ale spokojnie możemy powiedzieć, że nie potrzebujemy żadnych
 leków na ptasią grypę. Jedyne, co jest nam potrzebne to dobrze 
funkcjonujący organizm i silny układ odpornościowy.

 Niestety, trzeba stwierdzić, że około 75% ludzi nie ma dobrze działającego
 układu immunologicznego. Bo 75% ludzi nie ma zdrowej okrężnicy. Każdy z 
nas ma bloki komórek, a między nimi znajdują się przestrzenie międzykomórkowe.
 Te przestrzenie to miejsca odżywiania się komórek. Każda komórka 
potrzebuje substancji odżywczych, aby funkcjonować, produkować energię. Wewnątrz
 komórki następują reakcje chemiczne. Do pełnego przebiegu tych procesów
 potrzebne są substancje, takie jak witaminy, minerały i tlen. W każdej z
 tych reakcji produkowane są odpady, toksyny.
 Aby się ich pozbyć, potrzebujemy dobrze działającego systemu 
transportowego (czerwonych krwinek).

 Właściwe środowisko.
 Każdy gatunek na ziemi wymaga specyficznych czynników środowiska i 
człowiek nie jest wyjątkiem od tej zasady. Im bardziej środowisko jest właściwe dla
 danego gatunku, tym mocniejsza i lepsza jest jakość życia. Znane 
powiedzenie mówi: "Nie można wyhodować stokrotek w cemencie". One potrzebują do życia
 dobrych warunków. Tak samo nasz organizm potrzebuje odpowiedniego
 środowiska, aby sprawnie działać. Możemy to osiągnąć i utrzymać dzięki 
Alveo i Onyxowi. Codziennie jesteśmy narażeni na różnego rodzaju zapalenia i choroby.

 Im środowisko naszych jelit jest bardziej zakwaszone, tym łatwiej się one
 rozwijają. Dlatego ważne jest, aby pamiętać o uzasadowieniu naszej flory
 bakteryjnej. To, co jemy, ma kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia i może
 zdecydować o tym, jak przeżyjemy następne dziesięciolecia. Suplementy
 żywnościowe są decydującym czynnikiem w uzyskaniu i zachowaniu zdrowego
 ciała i umysłu. Musimy mieć na uwadze, że często nie dostarczamy 
wszystkich substancji odżywczych, niezbędnych naszemu organizmowi do utrzymania
zdrowia. To powoduje liczne następstwa, a schorzenie lub choroba jest
 zazwyczaj wierzchołkiem góry lodowej, podczas gdy tak naprawdę musimy
 zwalczać dolną część góry lodowej, niewidoczną gołym okiem.

 Samo leczenie objawów choroby, lub jednego tylko organu na niewiele się
zda, gdy problem dotyczy całego organizmu.  I zazwyczaj zaczyna się w
 okrężnicy. Dlatego potrzebujemy m.in. witamin, aminokwasów, minerałów,
 mikro- i makroelementów. Dlatego powinniśmy codziennie sięgać po Alveo i
 Onyx. My sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze zdrowie. Wpływamy na nie
 każdego dnia. Mamy wiele toksyn i musimy je właściwie usuwać. Mamy 
niedobory substancji odżywczych, więc musimy je uzupełniać. Każdy z nas może pomóc
 zdrowiu na tej planecie. Nie ma przecież osoby, która nie cierpi na żadne
 schorzenia. Pamiętajmy, że Alveo i Onyx są dla wszystkich tych, dla 
których zdrowie jest przyjętym stylem życia, a nie tylko wyjątkiem.

komentarze (8)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Ksymena
(dodano: 2010-08-20 09:33:50)
Buszując w internecie co rusz napotykam fotki nienaturalnie wyglądających zwierzaków domowych, których gabaryty wskazują na przekarmienie. Początkowo sądziłam, że jest to wynik komputerowej ingerencji w zdjęcie. Kot, składający się głównie z... olbrzymiej piłki zamiast tułowia, z mikroskopijnie wyglądającą przy nim głową budzi współczucie, gdyż jego aktywność życiowa ogranicza się do leżenia (z ewentualną zmianą pozycji) i oczywiście podjadania. Zadziwająca jest bezmyślność właścicieli, którym wygodnictwo każe się ograniczyć do karmienia swojego ulubieńca gotową karmą z puszki, która powoduje monstrualny rozrost układu kostno-mięśniowego. Sama to "przetestowałam" na moim kocie, który uległ pewnemu wypadkowi (dostał się pod koło samochodu), po którym nie mógł nabrać w miarę normalnego, a nie zagłodzonego wyglądu. Odkryłam to przypadkiem - kotek zagustował w psiej karmie z puszki, którą podjadał psu siostry i po ok. 2 tygodniach zauważyłam, że znacznie podrósł (miał wtedy ok. 8 miesięcy) oraz nieco nabrał ciała, że się tak wyrażę. Po miesiącu zaczął wreszcie wyglądać jak należy i wtedy przestał dostawać "sterydy". Należy więc uświadomić sobie, że tak niestety działa gotowa karma dla zwierząt. Powoduje, że nabierają nienaturalnych rozmiarów, niejednokrotnie upodabniając się do swoich właścicieli - wielbicieli fast-foodów...

komentarze (11)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kolorowapani
(dodano: 2010-08-05 11:45:36)
Od dawna krąży wiele przepisów na gołąbki po kawalersku tzw. leniwe gołąbki z mielonego mięsa i kapusty szatkowanej. Oto mój sprawdzony przepis, gołabki są mięciutkie, smaczne i cala rodzina je uwielbia:

składniki:

- 70 dag mielonego mięsa
- woreczek ryżu ugotowany
- 2 cebule
- marchewka
- pół główki kapusty (może być też wloska)
- marchewka
- puszka pomidorów bez skórki
- przyprawy: ziele angielskie, pieprz, majeranek, czosnek, papryka mielona
- jajko

Mielone mięso wymieszać z czosnkiem, pokrojoną cebulą, przyprawami, jajkiem, dodać ewentualnie bułkę tartą. Ugotować poszatkowaną kapustę z kostką bulionu, maggi, vegetą przez około 25 minut.  Troszkę kapusty odlożyć na dno garnka. Kiedy kapusta troszkę ostygnie dodać do mięsa po kolei:  2 cebulki usmażone na maśle, odciśniętą kapustę, ryż. Wymieszać, obtaczać w mące i smażyć przez około 3-4 minuty do zrozumienienia kotleciki, wkładać do garnka na część poszatkowanej kapusty, zalać wodą z bulionem w której gotowała się kapusta. Dodać startą marchewkę, gotować około 35 minut na wolnym ogniu. Ja zgęściłam na koniec wodą z mąką, dodałam troszkę cukru, sól, paprykę w proszku, dodałam też posiekany koperek.

Rady: można do mięsa dodać też posieany koperek, kmin mielony, cząber, natkę pietruszki - co kto lubi.

Smacznego!!!
komentarze (9)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Barbie1290
(dodano: 2010-07-23 16:21:18)

 


Ulubione miejsca na seks? Niektórzy robią to tradycyjnie bez żadnej spontaniczności, ale uwierzcie ze nie ma nic lepszego niż szalony, nieokiełznany seks z ukochaną osobą w miejscu uznanym powszechnie za publiczne... Czasem wystarczy odrobina wyobraźni i zaskoczenie partnera, aby miłość fizyczna była namiętna i gorąca. Moje ulubione miejsca na seks to: winda (ale trzeba uważać), przymierzalnia w marketach, przedział w pociągu, kuchenne meble i urządzenia (pralka, blat, parapet) byle jak najdalej od łóżka - bo tu jest monotonia i nuda! A wy lubicie takie  miejsca?

komentarze (12)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-07-23 15:58:12)
Tak bardzo oczekiwałam weekendu...jeszcze tylko angielski...i do domu. Już pomijam że wszystko się klei do mnie. Ale strasznie ten tydzień dał mi w kość a dwa, że następny nie będzie lżejszy. Sezon urlopowy i dlatego też robie wszystko za wszystkich i za siebie.
Ale mój urlop za 2 tygodnie i mam nadzieję, że pogoda nie będzie aż tak upalna. Życzę miłego weekendu.
komentarze (4)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-07-20 09:35:43)
Dziśo dziwo mam mniej energii niż wczoraj. Jestem normalnie wymordowana a do urlopu jeszcze tyle czasu. Pomijam fakt upałów...bo to w ogóle cud, że dało się wyrobić w murach. A teraz mimo, że troszkę chłodniej to ja jakoś nie mam siły. Przesilenie jakieś czy coś. A na dodatek spływają na mnie w pracy wszystkie możliwe "śmieci". Ale co zrobić - takie życie. Przydałby mi się choć jeden dzień "nic nie robienia". Ale na razie to nie możliwe. Tak poza tym to mimo diety nic mi waga nie spada. Już zaczynam tracić nadzieję. I w ogóle jakoś ostatnio mam stan depresyjno - maniakalny.Trzeba się zebrać w sobie bo tak nie może być. Ale najperw ten upał teraz ta niemoc.
komentarze (11)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kolorowapani
(dodano: 2010-07-19 11:38:51)
Kochani, żałujcie, że Was nie było na weselichu! A ja tym byłam, swoje wypiłam i wytańczyłam, miód kapał po gębie i inne wiejskie przysmaki. Muzyka świetna, zespół składał się z dwóch Panów koło 50 oraz z młodziutkiej wokalistki o silnym głosie. Hity leciały na okrągło: Anna Jantar, Rodowicz i inni, oczywiście nie zabrakło hitów typu: Żono Moja czy Wspaniałych rodziców mam. Młoda Para wygląała cudnie: Panna Młoda miała śliczną sukienkę z kryształkami Svarowskiego i co bardzo mi się podobało dbała o gości, pytała jak się bawią itp - to było miłe. Niejdena łezka poleciała, najbardziej boję się oczywiście nagrania na dvd, jak wyszłam: grubo czy ładnie itp, to się okaże niebawem. Ogólnie jestem zadowolona, bolą mnie nogi, plecy i biodra od wywijania na parkiecie, ale jak wesele to wesele, trzeba dać z siebie wszystko!
komentarze (5)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kolorowapani
(dodano: 2010-07-12 11:07:31)
Och jak ja lubię wesela: to jedyna taka okazja (przynajmniej w moim wypadku) żeby założyć oszałamiająca długą suknię, wysokie szpilki, uczesać się w szałowego koka, potańczyć. W tym roku czekają mnie dwa wesela, co prawda nie planowałam na nie iść, ale tyle osób zrezygnowało, najparwdopodobniej przez okres urlopowy, że nie miałam serca odmówić! Teraz jednak nie żałuję, bo kupiłam naprawdę przepiękną suknie i cudowne szpilki. Co najbardziej kocham na weselach: wspaniałą rodzinną atmosferę, przepyszne jedzonko, muzykę i oczywiście tańce do białego rana.  Co prawda uważam, że wesele mojego zycia mam juz za soba (i nie jest to moje wesele), które odbyło się w zeszłym roku, wesele z poprawinami na którym bawiłam się najlepiej na świecie, ale licze na to, że może chociaż w części powtórzy się w te wakacje? A wy lubicie wesela?
komentarze (6)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-07-08 15:50:42)
Ależ ostatnio zaniedbałam wpisy. Ale to wszystko dlatego, że mam bardzo dużo zajęć w rpacy i po pracy. Ale dzięki temu może miesiąc szybko zleci. Zapisałam się na kurs wakacyjny i teraz 3 razyw tygodniu wracam do domu ok 20. A pozostałe dni też jakoś szybko lecą.W ogóle ten czas ostatnio tak szybko leci - jeszcze niedawno był kwiecień. A teraz - prawie połowa lipca. Mój urlop dopiero w sierpniu a ostatnie 2 tygodnie dały mi w kość. Ale co tam nie ma co marudzic - bo przecież ciężką pracą ludzie się bogacą ;)
komentarze (2)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Kizia Mizia
(dodano: 2010-07-08 11:48:40)
Pamiętacie migawki z PRL-u? Dzisiaj przypomniała mi się ówcześnie panująca moda. Moda, która była niezmienna przez kilkanaście sezonów, postarzająca kobiety o prawie 10 lat. Co prawda nie mogę powiedzieć, że było nudno: kobiety bez względu na grubość ud nosiły króciutkie miniówki (często też mimo skończonej 50...). Natapirowane włosy, kreski na powiekach, usta szminkowane jasna perłową pomadką.Koszmarne wydawały mi się wtedy - zresztą do dzisiaj nie darzę ich uznaniem - szerokie, okropne dzwony z bistoru i wysokie buty na koturnach, które też nosili Panowie! Polskie kobiety, potrafiły zawsze wymyślec jakąś ciekawą bluzkę z zasłony i starały sie dodatkami zmieniać garderobę. Wtedy trendy wyznaczała Telimena i Centra Handlowe -w końcu wprowadzono buty na kartki i ma się rozumieć wybór był zerowy. Dzisiaj oszałamiający wybór ciuchów, dodatków i zmieniające się szlagiery co sezon doprowadzają mnie do ruiny finansowej. I kiedy było lepiej?
komentarze (2)   Oceń wpis

Blog użytkownika: kurs masaz tajski
(dodano: 2010-07-06 16:44:10)
Ponizej recenzja Jarka z kursy zaawansowanego, ktory wlasnie skonczyl w Krakowie w szkole masazu na ul. Krolewskiej:
http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/t/25134f78551f3b69
"Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja 
Witajcie!
W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego w Krakowie na terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz  moich odczuciach, co do szkolenia i jego organizacji, pisałem rok temu. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące drugiego etapu.
Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy ukończyli podstawowe szkolenie.
Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było na podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy stopą. Jak utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od siebie pacjentem wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym kierunku techniki podstawowe. Co i kiedy jest dozwolone a co nie. Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni, kręgosłupa. 
O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny nacisk na to, gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy masaż tajski, oraz na co zwracać uwagę podczas wykonywania poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do czynienia z różnymi wariacjami i urozmaiceniem owych technik. 
Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na kursie podstawowym można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z nich jest intensywniejszym w odczuciu dla pacjenta i głębiej działającym na jego mięśnie.Ponad to jak wspominałem doszły też nowe techniki.
Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż. 
Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to wszystko w spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało technik, by zrobić dobry zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało. 
Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa, inna niż to co do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale jednak podstawa. Po drugim etapie tego masażu wiem, że gdy go będę praktykował, to posiądę dobre rozwiązania na wiele problemów, które do tej pory spotykałem u pacjentów. 
Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała nam, jak radzić sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych pacjentem. Sam będąc szczupłym facetem od dawna poszukiwałem takich rozwiązań. 
Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym kursie musi przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya pokazuje zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają, uciskają, trenują i trenują aż do bólu. 
Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd. 
W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu materiału z pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości zaczyna się praca ze sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami. To jest jak kwiatek, który z rana sam w sobie jest ładny, ale gdy się rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać dużo światła, dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki. Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki możemy czuć się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich o wiele więcej i jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i jak potoczy się akcja, to jesteśmy lepsi.
Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać sobie jak w supermarkecie i dostosowywać zabieg  wg. potrzeb własnych i pacjenta.
Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż dobrze należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar wykonywać go zawodowo. Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze raz trening, bo w tajskim diabeł i jego siła tkwi w szczegółach i precyzji. 
Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas wykonywanej terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.
Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12, z czego 3 osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a wokół nas same restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po prostu Kraków, Królewska, logistyczny ful wypas i nic tylko się uczyć.
Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też uczestnikiem pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w Polsce.
Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na kursie, w którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na pewno nie czułby się zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.
Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka dokładnie krok po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało się, że nie jest on niezbędny. Uważam jednak, że podczas zaawansowanego kursu powinien być tłumacz. Powody są dwa. Po pierwszym etapie są często niejasności, pytania i prośby o wyjaśnienie szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i ciekawsze.
Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama organizacja logistyczna, na 6.
Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś polskiego Taja czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś dobrze "spika".
Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje wyczulenie na logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię niewygód, gdy muszę skupiać się na czymś innym. Warunki więc mieliśmy bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem korzystać z wiedzy Kanya ile chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym, podstawowym kursie.
Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili lokalizacje szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo agroturystyczne faktycznie wygląda o niebo lepiej, ale te wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję ten wie co i jak tam wyglądało. [ "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/browse_thread/thread/4b0b8b4a0dd14316# ]
Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie zadowolony.
Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W pierwszym był nieporęcznego formatu A3.
Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i pokazująca każdą technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna osoba.
Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.
PS.
To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu  nie wiąże mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.
 Pozdrawiam - Jarek 
Nr. GG: 4050549 "
http://massagethai.info
Ponizej recenzja Jarka z kursy zaawansowanego, ktory wlasnie skonczyl w Krakowie w szkole masazu na ul. Krolewskiej:
http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/t/25134f78551f3b69
"Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja 
Witajcie!
W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego w Krakowie na terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz  moich odczuciach, co do szkolenia i jego organizacji, pisałem rok temu. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące drugiego etapu.
Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy ukończyli podstawowe szkolenie.
Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było na podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy stopą. Jak utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od siebie pacjentem wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym kierunku techniki podstawowe. Co i kiedy jest dozwolone a co nie. Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni, kręgosłupa. 
O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny nacisk na to, gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy masaż tajski, oraz na co zwracać uwagę podczas wykonywania poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do czynienia z różnymi wariacjami i urozmaiceniem owych technik. 
Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na kursie podstawowym można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z nich jest intensywniejszym w odczuciu dla pacjenta i głębiej działającym na jego mięśnie.Ponad to jak wspominałem doszły też nowe techniki.
Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż. 
Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to wszystko w spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało technik, by zrobić dobry zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało. 
Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa, inna niż to co do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale jednak podstawa. Po drugim etapie tego masażu wiem, że gdy go będę praktykował, to posiądę dobre rozwiązania na wiele problemów, które do tej pory spotykałem u pacjentów. 
Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała nam, jak radzić sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych pacjentem. Sam będąc szczupłym facetem od dawna poszukiwałem takich rozwiązań. 
Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym kursie musi przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya pokazuje zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają, uciskają, trenują i trenują aż do bólu. 
Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd. 
W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu materiału z pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości zaczyna się praca ze sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami. To jest jak kwiatek, który z rana sam w sobie jest ładny, ale gdy się rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać dużo światła, dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki. Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki możemy czuć się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich o wiele więcej i jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i jak potoczy się akcja, to jesteśmy lepsi.
Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać sobie jak w supermarkecie i dostosowywać zabieg  wg. potrzeb własnych i pacjenta.
Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż dobrze należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar wykonywać go zawodowo. Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze raz trening, bo w tajskim diabeł i jego siła tkwi w szczegółach i precyzji. 
Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas wykonywanej terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.
Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12, z czego 3 osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a wokół nas same restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po prostu Kraków, Królewska, logistyczny ful wypas i nic tylko się uczyć.
Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też uczestnikiem pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w Polsce.
Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na kursie, w którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na pewno nie czułby się zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.
Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka dokładnie krok po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało się, że nie jest on niezbędny. Uważam jednak, że podczas zaawansowanego kursu powinien być tłumacz. Powody są dwa. Po pierwszym etapie są często niejasności, pytania i prośby o wyjaśnienie szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i ciekawsze.
Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama organizacja logistyczna, na 6.
Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś polskiego Taja czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś dobrze "spika".
Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje wyczulenie na logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię niewygód, gdy muszę skupiać się na czymś innym. Warunki więc mieliśmy bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem korzystać z wiedzy Kanya ile chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym, podstawowym kursie.
Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili lokalizacje szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo agroturystyczne faktycznie wygląda o niebo lepiej, ale te wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję ten wie co i jak tam wyglądało. [ "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/browse_thread/thread/4b0b8b4a0dd14316# ]
Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie zadowolony.
Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W pierwszym był nieporęcznego formatu A3.
Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i pokazująca każdą technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna osoba.
Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.
PS.
To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu  nie wiąże mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.
 Pozdrawiam - Jarek 
Nr. GG: 4050549 "
http://massagethai.info
komentarze (2)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Barbie1290
(dodano: 2010-07-05 09:55:19)
A kobiety? Przyjęło się, że kobieta ma być kusząca, pachnąca, wydepilowana, wymuskana od stóp do głów. Większość z nas nie wyjdzie z domu bez makijażu, kropelki perfum, zadbanych włosów i fajnego stroju. Jednak Panowie zapominają, że kobiety to też wzrokowcy! Dla mnie również jest istotne jak prezentuje się mężczyzna z którym rozmawiam na co dzień. Większość Panów wychodzi jednak z założenia, że dobrze trzeba wyglądać np. na ślubie u kumpla lub weselu, skoro jednak idzie do pracy może sobie pozwolić na zaniedbanie swojego wizerunku. I przez to mamy wokoło siebie mnóstwo zaniedbanych hydraulików, kierowców bez podkoszulek, sprzedawców nieogolonych, brzuchatych kelnerów itp. Kiedy wychodzę na ulicę bardzo rzadko spotykam mężczyznę, na którym mój wzrok skupi się dłużej niż pół sekundy. Uwierzcie Drodzy Panowie: kobiety to też wzrokowcy, chcemy spotykać wokół siebie zadbanych, umięśnionych i dopieszczonych facetów! Dajcie coś z siebie i nie oczekujecie, że to tylko płeć piękna ma być piękna! Chyba wyemigruję do Włoch lub Hiszpanii - tam chyba jest więcej atrakcyjnych mężczyzn...
komentarze (6)   Oceń wpis

Blog użytkownika: kurs masaz tajski
(dodano: 2010-07-03 10:44:11)
dzisiejszy artykul z gazety katowickiej
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,8011150,Bolalo__ale_nogi_mam_rowne__a_kolana_chodza_jak_nowe.html
Diagnoza terapeutki była brutalna: mam krótszą nogę, przyblokowane kolana, problemy z żebrami. Terapia manualna nie była przyjemna, ale po niej czułem się jak nowo narodzony.
Masaż kojarzył mi się z zapachem wonnych olejków, relaksem i wypoczynkiem. Nie protestowałem więc, kiedy zaproponowano mi wzięcie udziału w sesji terapii manualnej. Byłem przekonany, że czeka mnie wielka przyjemność. Nie byłem jednak przygotowany na to, co mnie spotkało.
Ewa Wróblewska, wykładowca w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, a zarazem masażystka i rehabilitantka, bardzo szybko pozbawiła mnie złudzeń. Wystarczyło jej tylko jedno spojrzenie na moje ciało. - Masz krótszą nogę, przyblokowane kolana i problemy z żebrami - wyliczyła jednym tchem. - Nic się nie martw, popracuję nad tobą, to wszystko się wyrówna - dodała. I jak powiedziała, tak zrobiła.
Terapia manualna to połączenie masażu z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi. Większość z nich, niestety, nie jest przyjemna. Pani Ewa najpierw zajęła się moją miednicą i kręgosłupem. Badając palcami strukturę kostną i mięśnie, bezbłędnie wskazała, na którym ramieniu noszę torbę, w jakiej pozycji pracuję przed komputerem i które części kręgosłupa mnie bolą. 
Potem zaczęła mi go wyginać, masować, ugniatać, a momentami wbijać w niego łokieć. Bolało tak, że łzy napływały do oczu, a z gardła wydobywał się krzyk. Jednak kiedy pani Ewa skończyła, ból kręgosłupa, który męczył mnie od dłuższego czasu, cudownie ustąpił.
Po miednicy i kręgosłupie czas na nogi. Pani Ewa powyginała mi je na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy mówiła: "rozluźnij się", wiedziałem, że za chwilę będzie bolało.
Po kilkudziesięciu minutach pastwienia się nad moim ciałem pani Ewa triumfalnie ogłosiła, że nogi są równe, a kolana chodzą jak nowe. - A teraz zajmiemy się resztą - oznajmiła z entuzjazmem. Byłem przerażony.
Zaczęło się od rozgrzania klatki piersiowej. To było całkiem miłe. Jednak po chwili masażystka zaczęła naciągać moją rękę i wyrównywać trzy wystające żebra. Bolało jak diabli. Ale klatka piersiowa zrobiła się równa i symetryczna. - I było tak krzyczeć? - zapytała rehabilitantka z uśmiechem.
Kiedy wzięła się za moje ręce, było mi już wszystko jedno. Słyszałem, jak z głośnym trzaskiem chrupią kości palców. Jak zaczęła nastawiać kręgi szyi, bałem się, że skręci mi kark. Potem, masując okolice brzucha, zrobiła "więcej" miejsca dla narządów wewnętrznych. Kiedy to robiła, momentami ciemniało mi przed oczami. Przeżyłem jednak całą terapię. A kiedy wstałem z łóżka, czułem się jak nowo narodzony. - Sposób poruszania się, siedzenia, leżenia czy nawet załatwiania potrzeb fizjologicznych mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmy - wyjaśnia Wróblewska.
Dlatego siedząc, nie należy zakładać nogi na nogę czy krzyżować ich pod stołem. Pośladki należy trzymać blisko oparcia krzesła, rozluźnić plecy i pochylić się, zginając w biodrach. - Nie powinniśmy wtedy napinać łopatek - podkreśla rehabilitantka.
Z kolei stojąc, nie powinno się wysuwać jednej nogi do przodu, napinać pośladków czy wciągać brzucha. - To może i efektownie wygląda, ale ma fatalne skutki dla naszego organizmu - podkreśla wykładowczyni ŚUM.
Ogromne znaczenie ma także pozycja, w jakiej załatwiamy potrzeby fizjologiczne. Zdaniem Wróblewskiej mężczyźni powinni oddawać mocz, stojąc na ugiętych nogach tuż nad muszlą sedesową. Kobiety powinny to natomiast robić w przykucu, z wypiętymi pośladkami. - Dzięki temu całkowicie opróżnimy pęcherz i pozbędziemy się osiadającego w nim piasku - przekonuje rehabilitantka.
artykul z gazety katowickiej
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,8011150,Bolalo__ale_nogi_mam_rowne__a_kolana_chodza_jak_nowe.html
Diagnoza terapeutki była brutalna: mam krótszą nogę, przyblokowane kolana, problemy z żebrami. Terapia manualna nie była przyjemna, ale po niej czułem się jak nowo narodzony.
Masaż kojarzył mi się z zapachem wonnych olejków, relaksem i wypoczynkiem. Nie protestowałem więc, kiedy zaproponowano mi wzięcie udziału w sesji terapii manualnej. Byłem przekonany, że czeka mnie wielka przyjemność. Nie byłem jednak przygotowany na to, co mnie spotkało.
Ewa Wróblewska, wykładowca w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, a zarazem masażystka i rehabilitantka, bardzo szybko pozbawiła mnie złudzeń. Wystarczyło jej tylko jedno spojrzenie na moje ciało. - Masz krótszą nogę, przyblokowane kolana i problemy z żebrami - wyliczyła jednym tchem. - Nic się nie martw, popracuję nad tobą, to wszystko się wyrówna - dodała. I jak powiedziała, tak zrobiła.
Terapia manualna to połączenie masażu z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi. Większość z nich, niestety, nie jest przyjemna. Pani Ewa najpierw zajęła się moją miednicą i kręgosłupem. Badając palcami strukturę kostną i mięśnie, bezbłędnie wskazała, na którym ramieniu noszę torbę, w jakiej pozycji pracuję przed komputerem i które części kręgosłupa mnie bolą. 
Potem zaczęła mi go wyginać, masować, ugniatać, a momentami wbijać w niego łokieć. Bolało tak, że łzy napływały do oczu, a z gardła wydobywał się krzyk. Jednak kiedy pani Ewa skończyła, ból kręgosłupa, który męczył mnie od dłuższego czasu, cudownie ustąpił.
Po miednicy i kręgosłupie czas na nogi. Pani Ewa powyginała mi je na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy mówiła: "rozluźnij się", wiedziałem, że za chwilę będzie bolało.
Po kilkudziesięciu minutach pastwienia się nad moim ciałem pani Ewa triumfalnie ogłosiła, że nogi są równe, a kolana chodzą jak nowe. - A teraz zajmiemy się resztą - oznajmiła z entuzjazmem. Byłem przerażony.
Zaczęło się od rozgrzania klatki piersiowej. To było całkiem miłe. Jednak po chwili masażystka zaczęła naciągać moją rękę i wyrównywać trzy wystające żebra. Bolało jak diabli. Ale klatka piersiowa zrobiła się równa i symetryczna. - I było tak krzyczeć? - zapytała rehabilitantka z uśmiechem.
Kiedy wzięła się za moje ręce, było mi już wszystko jedno. Słyszałem, jak z głośnym trzaskiem chrupią kości palców. Jak zaczęła nastawiać kręgi szyi, bałem się, że skręci mi kark. Potem, masując okolice brzucha, zrobiła "więcej" miejsca dla narządów wewnętrznych. Kiedy to robiła, momentami ciemniało mi przed oczami. Przeżyłem jednak całą terapię. A kiedy wstałem z łóżka, czułem się jak nowo narodzony. - Sposób poruszania się, siedzenia, leżenia czy nawet załatwiania potrzeb fizjologicznych mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmy - wyjaśnia Wróblewska.
Dlatego siedząc, nie należy zakładać nogi na nogę czy krzyżować ich pod stołem. Pośladki należy trzymać blisko oparcia krzesła, rozluźnić plecy i pochylić się, zginając w biodrach. - Nie powinniśmy wtedy napinać łopatek - podkreśla rehabilitantka.
Z kolei stojąc, nie powinno się wysuwać jednej nogi do przodu, napinać pośladków czy wciągać brzucha. - To może i efektownie wygląda, ale ma fatalne skutki dla naszego organizmu - podkreśla wykładowczyni ŚUM.
Ogromne znaczenie ma także pozycja, w jakiej załatwiamy potrzeby fizjologiczne. Zdaniem Wróblewskiej mężczyźni powinni oddawać mocz, stojąc na ugiętych nogach tuż nad muszlą sedesową. Kobiety powinny to natomiast robić w przykucu, z wypiętymi pośladkami. - Dzięki temu całkowicie opróżnimy pęcherz i pozbędziemy się osiadającego w nim piasku - przekonuje rehabilitantka.
http://massagethai.info kurs masaz tajski 
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: kurs masaz tajski
(dodano: 2010-07-03 10:41:37)
obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ...
Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.
Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.
Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk". 
Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.
Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.
 
Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ...
Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.
Teraz kilka słów o samym szkoleniu. 
Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.
Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.
Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...
Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.
Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...
Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.
http://massagethai.info kurs masaż tajski, indonezyjski, tajskimi stemplami ziołowymi, tajskiego masażu stop warszawa wrocław kraków gdańsk poznań nowy targ wiecbork k bydgoszcz
obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ...
Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.
Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.
Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk". 
Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.
Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.
 
Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ...
Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.
Teraz kilka słów o samym szkoleniu. 
Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.
Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.
Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...
Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.
Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...
Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.
http://massagethai.info kurs masaż tajski, indonezyjski, tajskimi stemplami ziołowymi, tajskiego masażu stop warszawa wrocław kraków gdańsk poznań nowy targ wiecbork k bydgoszczobszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ...
Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.
Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.
Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk". 
Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.
Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.
 
Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ...
Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.
Teraz kilka słów o samym szkoleniu. 
Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.
Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.
Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...
Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.
Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...
Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.
http://massagethai.info kurs masaż tajski, indonezyjski, tajskimi stemplami ziołowymi, tajskiego masażu stop warszawa wrocław kraków gdańsk poznań nowy targ wiecbork k bydgoszcz
komentarze (0)   Oceń wpis

Blog użytkownika: Barbie1290
(dodano: 2010-07-01 14:12:09)
Tak, wreszcie zdecydowałam się na ten krok: powiększam sobie usta! W związku z tym, że moje usta nie są najgorsze, ale moim niedościgłym ideałem jest Aneglina Jolie - uzbierałam w końcu pieniądze i zamierzam teraz skorzystać z najlepszego specjalisty w Warszawie i dokonać zabiegu, który przemieni mnie w lalkę Barbie o imieniu Angelina. Może to śmiesznie brzmi co piszę, ale tak naprawdę obawiam się troszkę zabiegu a właściwie jego efektów. Nie wiem jak zareaguje moja mam kiedy mnie zobaczy, pewno znowu powie, że użądliła mnie osa i niczego się nie domyśli. Będę musiała przez jakiś czas brać Heviran, żeby zwalczyć opryszczkę i do dzieła! Strasznie się cieszę, że będę teraz kusiła swoimi ustami nowe zdobycze i stanę się po prostu najpiękniejszą kobietą na osiedlu!
komentarze (7)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-06-28 10:41:04)

To jak mogę określić dzisiejszy stan to brak energii. Niby weekend zleciał na odpoczynku ale strasznie wyczerpana jestem. Dodatkowo wstyd się przyznać ale nie mam w ogóle silnej woli. Jaki człowiek jest słaby jeśli chodzi o dietę. Ale postanowiłam być twarda!! A co!! Ja nie dam rady. (jakoś ostatnio nie dawałam) ale nie trzeba się dołować. Przecież tyle ludzi sobie daje radę. Mam silną motywację - jak zawsze zresztą ;)ale tym razem musi mi się udać.
PRzydałby mi się jakiś urlopik - nawet taki 3 dniowy. A do mojego długiego został jeszcze ponad miesiąc. Ehh


Myśl pochodzi ze strony http://montini.w.interia.pl/aforyzmy/m.htm

komentarze (4)   Oceń wpis

Blog użytkownika: dorcik999
(dodano: 2010-06-22 09:35:07)
Jakoś dzis mało optymizmu we mnie i nadziei na taką przyszłośc o jakiej marzyłam. Myślę, że to za sprawą ksiązki Paolo Cohelo " Alchemik". Przyznam, że dawno żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia i nie trafiła tak do serca. Czytałm już wcześniej książki tego autora - jednakże żadna nie przemówiła tak jak "Alchemik". Mogę z czystym sumieniem polecic ją każdemu.  Wszystkie ksiązki Cohleo, które do tej pory czytałam odwołują się do wiary w Boga. Ja co prawda jestem agnostykiem ale pommo to książki "mówią" do mnie.
Dlatego też wsłuchując się w "głos serca" zaczęłam rozpatrywać czy wszystkie podjęte przeze mnie decyzje były słuszne?? Co zrobiłam z rozsądku a co było wbrew serce?? Ja wiem, że teraz już nic się nie zmieni, nie cofnie się czasu - tylko żałować mogę nie podjęcia ryzyka.
Czasem chciałabym znać moją przyszłość....gdyby tak można było spojrzeć w gwiazdy i zobaczyć to co nas czeka. Jedni mówią, że życie wtedy nie byłoby ciekawe...ale przecież, jeżeli mamy wolną wolę to zawsze można by było coś zmienić...


Myśl pochodzi ze strony : http://www.cytaty.info/temat/nadzieja/2
komentarze (4)   Oceń wpis
statystyka
Strona główna | O nas | Regulamin | Kontakt | Reklama | perfumy
Wszelkie prawa zastrzeżone urodaizdrowie.pl © 2007-2010