URODA I ZDROWIE

Przestawić się w życiu na większy luz…

25 stycznia 2021, dodał: pinkmause

Dzień Dobry, Pani Marto!

Bardzo dziękuję za możliwość przeprowadzenia wywiadu i przybliżenia naszym czytelniczkom Pani osoby i twórczości, może zechce Pani nam też zdradzić kilka tajemnic osobistych, kto wie. Dziękuję również za nową książkę (Do trzech chłopów sztuka), którą właśnie udało mi się zabrać do łóżka. A spotkanie i konsumpcja, mówiąc krótko i zwięźle, były nadzwyczaj udane, a także przerywane głośnymi wybuchami niepowstrzymanego śmiechu. Głębokie ukłony…

 

 

Redakcja: Nowy rok, nowe nadzieje, nowa książka. Właśnie na rynku pojawiła się Pani najnowsza powieść pt. Do trzech chłopów sztuka. Wiem, że pasjonuje Panią numerologia, zatem pytanie: czy data jej wydania ma dla Pani jakieś szczególne znaczenie? A może to tytuł jest bardziej istotny?

Marta Obuch: Numerologia to moje zainteresowanie, zgadza się, jednak zawsze puszczam do siebie przy tym oko, nie traktuję tego śmiertelnie poważnie, to bardziej zabawa, czasem sugestia, niż wytyczany przez cyfry konkretny kierunek. Zainteresowanie wypłynęło na fali mojej fascynacji matematyką i fizyką kwantową i tego, jak cyfry zapisują świat, jak determinują naszą rzeczywistość. Tytuł książki jest o wiele ważniejszy; daty, przyznam szczerze, nie przeliczałam. A tytuł – przewrotny, nie wszystkie kobiety mają szczęście i od razu trafiają na tego jednego, jedynego. Życie pisze różne scenariusze.

Redakcja: Jest Pani autorką książek, które można śmiało zaliczyć do gatunku literatury przyjemnej i finezyjnej zarazem. Jak narodził się pomysł na tworzenie właśnie komedii kryminalno-obyczajowych?

Marta Obuch: To nawet nie był pomysł, pisanie czułam w tkankach od zawsze. Produkowałam rozmaite utwory, kiedy tylko nauczyłam się sklecać zdania. To było dla mnie oczywiste. Był jednak pewien moment, który zdecydował o zmianie w moim życiu: o porzuceniu ciepłej posadki i poświęceniu się pisarstwu. I tu wkracza do akcji wredna baba. Chodzi o moją przełożoną, z którą niezbyt się kochałyśmy, najdelikatniej rzecz ujmując. Nie byłam już w stanie z nią pracować i stwierdziłam: wóz albo przewóz. Dlatego dziś nie przerażają mnie konfrontacje z trudnymi ludźmi. Wychodzę z założenia, że są po coś – po to, żebym się czegoś nauczyła.

Redakcja: Katowice to miejsce akcji najnowszej książki. Czy topografia jest mocno realna czy stanowi w dużej mierze fikcję literacką? Może zdradzi Pani kilka szczegółów dla osób nieznających miasta…

Marta Obuch: Ależ żadnych przekłamań! Katowice są zawsze obecne w moich książkach. Piszę o tym, co znam, czego dotknęłam, co zobaczyłam, na co się wkurzyłam i co mnie zachwyciło. A moje miasto potrafi wzbudzać przeróżne emocje. Całą ich paletę. Poza tym czytelnicy na Śląsku mają, zresztą nie tylko w moich książkach, możliwość śledzenia losów bohaterów w bliskiej ich sercu przestrzeni. W Do trzech chłopów sztuka zabieram czytelników do parku, do obsypanej pączkami Alei Klonów, na randkę przy zniczach w Kręgu Tanecznym, włóczę się też na kartach komedii po opuszczonym alpinarium, po Osiedlu Tysiąclecia. Tam, gdzie jest zielono, ładnie, czasem strasznie.

Redakcja: Pani książki cechuje ogromne, inteligentne poczucie humoru. Czy optymizmu, radosnego spojrzenia na świat i ciętej riposty można się nauczyć, czy jest to raczej cecha którą trzeba wypracować? Osobiście uważam, że wielu kobietom taka ,,szczepionka” mogłaby się bardzo przydać…

Marta Obuch: Bardzo dziękuję za komplement. Optymizm w moim przekonaniu można wypracować, poczucie humoru – niekoniecznie. Choć można się nauczyć przestawiać w życiu na większy luz, to z pewnością. Ja tego luzu mam w sobie z upływem czasu coraz więcej. Po prostu rośnie we mnie świadomość, że nie będziemy na tym padole przez całą wieczność. Mamy tylko okruchy czasu, więc po co je tracić na kopanie się z koniem? Jeśli czuję opór świata, już nie walczę, nie latam z motyką i nie próbuję przedziurawić nią słońca. Szkoda energii, wolę ją spożytkować na coś, na co mam wpływ. Spojrzenie na swoje dokonania z boku, z dystansu, bardzo pomaga. Człowiek się tak nie napina, ma się większy komfort.

Redakcja: Skąd bierze Pani pomysły na kolejne perypetie kryminalne? Czy w każdej szafie i pod każdym łóżkiem jest Pani w stanie dostrzec ukrytego denata? Pomaga uważna obserwacja i rzeczywistość utrwalona pod powiekami czy bujna wyobraźnia podsuwająca kolejne możliwości?

Marta Obuch: Mogę śmiało powiedzieć, że jestem dzieckiem świata, który powoli odchodzi. Świata, w którym nie dostaje się wszystkiego gotowego i na ekranie wyświetlacza. Żyłam bez Google, wśród żywych ludzi, patrzyłam w żywe twarze i musiałam się nauczyć kombinować, stwarzać, wymyślać. Mnóstwo przy tym czytałam, co mnie budowało i nadal buduje, bo bez czytania nie istnieję. A pomysły przychodzą same. Patrzę dookoła, słucham przeróżnych historyjek, czasem przyśni mi się coś pysznie krwawego, jeśli mam szczęście, wręcz cała fabuła. Tak, denatów widzę czasem w najmniej spodziewanych okolicznościach. Pandemia też się do tego przyczynia. Worki z ciałami zmarłych na Covid, których nie można otwierać, maski na twarzy utrudniające identyfikację – siłą rzeczy to całe mnóstwo kryminalnych skojarzeń…

 

Redakcja: To teraz coś może bardziej optymistycznego. Lusia, jedna z bohaterek nowej książki, twierdzi, że, inni ją uwielbiają, dlatego że… ona sama siebie uwielbia. Dodaje także, że każda z nas powinna być dla siebie dobra, powinna siebie lubić i szanować. To prawdziwy, ale i trudny przepis na sukces i tak naprawdę niewiele kobiet się do niego stosuje. Czy to jedno z przesłań, które chciała Pani przekazać czytelniczkom, czy jedynie oczywista oczywistość?

Marta Obuch: Lubienie siebie to bardzo trudna sztuka. To się niby wie, bo docierają do nas urywki z różnych artykułów i słowa psychologów, ale to się kobietom nie zawsze udaje. Dla mnie to zupełna podstawa. Rusztowanie. Stosunek do siebie decyduje o jakości całego naszego życia. Tak, bardzo chciałabym, żeby kobietom żyło się lepiej, że świadomie uderzyłam w tę nutę. Moja bohaterka wie, że ta umiejętność jest konieczna, tyle że w tych wszystkich poradnikach nikt nie pisze konkretnie: jak, do cholery, ćwiczyć lubienie siebie. I to ją frustruje. Dalszego ciągu nie zdradzę…

Redakcja: Jest Pani autorką wielu książek, żeby wspomnieć chociażby: Łopatą do serca, Mąż przez zasiedzenie, Wiedźma duszona w winie, Metoda na wnuczkę. Która z bohaterek Pani książek jest najbardziej podobna do Pani? A może są to tylko odbicia w krzywym zwierciadle będące zupełnym przeciwieństwem Pani charakteru?

Marta Obuch: Żadna z moich bohaterek nie jest moim odbiciem 1:1. Wyposażam je czasem w moje przekonania, moje przeżycia, sięgam do swojego wnętrza, oczywista sprawa, ale nie utożsamiam się jakoś szczególnie z żadną z nich.

Redakcja: „Doskonała szczęśliwość to utopia, bezruch, a bezruch to śmierć. W ludziach musi być trochę paskudztwa, trochę brzydoty, trochę podlizny, żeby koło się toczyło, żeby ludzie mogli się zmieniać”. W świetle Pani powyższych słów, rozumiem, że myśli komisarza Marchewki odzwierciedlają Pani spojrzenie na sens życia i potrzebę dostrzegania piękna w każdym człowieku?

Marta Obuch: Dokładnie tak. Świat postrzegam jako coś doskonałego – pomimo cierpienia, brzydoty i podlizny, jaką serwują nam czasem inni. Tak po prostu jest. Jest dobro i zło. Piękno i brzydota. Można to zmieniać na tyle, na ile możemy, ale ja nie mam złudzeń, tylko że to wcale nie psuje mi to humoru. Życie jest różnorodne i możemy składać zażalenia, ale ono i tak będzie, jakie będzie. Możemy jednak zrobić coś innego – zmienić do tego całego bałaganu nastawienie. Na akceptujące, na tyle, o ile, damy radę, oczywiście.

Redakcja: Tajemniczy notesik, w którym zapisuje Pani wszystko, nosi Pani najczęściej w kieszeni, dużej torbie, a może w maleńkiej stylowej torebeczce? Styl mody codziennej Marty Obuch to…?

Marta Obuch: W torbie przewieszonej przez ramię, żeby było wygodnie. Robię też notatki w telefonie. Codzienny styl? Lubię kobiecość i ją podkreślam, ale wybieram wygodę, bo bardzo dużo chodzę. Trampki, dżinsy, coś seksownego na górę i wisienka na torcie w postaci jakiegoś dodatku: pierścionek w rozmiarze małego słonia, korale, apaszka w groszki. O, właśnie. Kocham groszki, paski i kratkę. Innych wzorów zbytnio nie uznaję.

Redakcja: Żyjemy w czasach trudnych i dziwnych. Czy Pani zdaniem dobra książka może być lekiem i remedium? Czy ma Pani swoich ulubionych autorów, których książki można dodać do podręcznej apteczki?

Marta Obuch: Dla mnie książka, oprócz filmu, spaceru, rozmowy z bliską osobą i przytulenia się do męża, to podstawowe leki szybkiego reagowania. Zawsze coś czytam, zwykle jest to literatura psychologiczna. Jeśli chodzi o kryminały – unikam, żeby się nie sugerować czyimiś pomysłami. Poza tym językowo mało która książka mnie zachwyca. Ludzie piszą prosto, coraz prościej, mam wrażenie, a ja jestem zboczeńcem stylowym. Kocham, kiedy język książki na mnie działa, to wręcz zmysłowe doznanie, ale przydarza mi się niezmiernie rzadko. Ostatnio udało się to przy frazach Adama Wodnickiego. Oszołomił mnie swoimi słowami i to trwa, ale to autor esejów, a przy tym artysta plastyk. Kryminalnie uwiódł mnie natomiast swoim tryptykiem Zygmunt Miłoszewski. W tym gatunku robię dla niego wyjątek. I dla Chmielewskiej, rzecz jasna.

Redakcja: Jedną z Pani pasji jest gotowanie. Czy zdradzi nam Pani menu swojej ulubionej kolacji codziennej lub ulubionej potrawy obiadowej? A może przepis na fantazyjny deser prosto z piekarnika (lodówki) Marty Obuch?

Marta Obuch: He, he. Ziemniaki w koszulkach. Takie ,,królewskie” danie jedliśmy z mężem ostatnio na Sylwestra. Wybór był powodowany różnymi względami, ale bawiła nas ta swojskość ogromnie, tym bardziej, że znajomi opychali się w tym samym czasie kawiorem. A moje ulubione danie? Chyba pierogi (ruskie i z mięsem), które sama lepię i faktycznie, nie jadłam lepszych. Wszyscy potwierdzają, więc to nie jest autoreklama. Przepis na idealne ciasto podałam w Wiedźmie duszonej w winie. Wszystkie przepisy, które przemycam w książkach, są sprawdzone, dzielę się z czytelnikami i tą pasją, bo czytanie o jedzeniu jest prawie tak samo przyjemne jak gotowanie. To jest dla mnie ważne – żeby moje książki dawały ludziom na różnych poziomach właśnie PRZYJEMNOŚĆ.

Redakcja: Jest Pani kobietą, której nazwisko pojawiło się w rankingu Najładniejsze polskie pisarki oraz w artykule magazynu „Playboy” zatytułowanym Polskie pisarki są sexy. Czy Pani zdaniem uroda pomaga w karierze?

Marta Obuch: Myślę, że uroda pomaga w wielu sferach życia, i to bezwzględnie potwierdzają badania. Pomaga to zresztą bardzo dobre słowo. Pomaga, ale wszystkiego nie załatwia. Jeśli za ładną twarzą nie idzie głębia, prawda, bystrość i inteligencja, to ta kariera nie będzie raczej długotrwała, takie są moje obserwacje. A jak się ma uroda do bycia pisarką? Joanna Chmielewska sama miała do swojej powierzchowności duży dystans, choć ja uważałam ją za interesującą kobietę, potrafiła się śmiać ze swojego wyglądu i nie chodziła po wybiegach. Umiała za to zakraść się do ludzkich serc.

Redakcja: Prowadzi Pani bardzo aktywne życie zawodowe, oprócz pisania książek pracuje Pani na uniwersytecie, prowadzi Pani rozmaite warsztaty, fotografuje. Ma Pani też męża i dwóch dorosłych synów. Na temat zwierząt domowych niestety nic nie wiem…Czy zechciałaby nam Pani zdradzić, jak wygląda pisarska codzienność autorki poczytnych kryminałów?

Marta Obuch: Zazwyczaj dzielę tydzień na pisanie i uczelnię – dwa bloki czasowe, których staram się ze sobą nie łączyć. Pisanie absorbuje mnie maksymalnie i kiedy piszę książkę, co zwykle trwa około czterech miesięcy, na ten czas ograniczam życie towarzyskie, z czego nie jestem zadowolona, jednak to konieczność. Potrzebuję być wtedy skoncentrowana na świecie, który tworzę – to tam wtedy przede wszystkim żyję. Ale żeby nie zwariować, w trakcie pisania chodzę codziennie do mojego ukochanego Parku Śląskiego. To mi pomaga stanąć głową na nogi. Najważniejszy dla mnie cytat związany z pisaniem: ,,Kiedy inspiracja nie chce do mnie przychodzić, wychodzę jej naprzeciwko i spotykamy się w połowie drogi”. To Freud. Trzeba coś z siebie dać, postarać się, wena jest nagrodą.

Redakcja: Czy obecna sytuacja pandemii bardzo uderzyła w Pani życie?

Marta Obuch: Uderzyła. Wszyscy pracujemy w domu zdalnie, skończył się ten bardzo potrzebny mi w ciągu dnia czas – czas samotności. Dziś, żeby pobyć sama ze sobą, wychodzę z domu. I tego mi czasem brakuje, choć cieszę się, że bliscy są… blisko. To trzeba sobie cenić, nie wiadomo, czy taka sytuacja się jeszcze powtórzy, czy kiedyś nie będętego z rzewnością wspominać. Pandemia uderzyła też we mnie lękiem. Kiedy człowiek wejdzie na FB i się naczyta, co to się strasznego zaraz nie wydarzy, kiedy znajomi, zupełnie nieodpowiedzialnie, choć w dobrej wierze, zasypują nas fejkami… To trudne, żeby nie wpuścić do środka strachu i nie pozwolić mu się rozrastać. Przyjęłam więc taką zasadę: będę się bać, kiedy będzie do tego realny powód. Wtedy się zastanowię. Zero myśli katastroficznych, staram się je powstrzymywać, takie myślimi nie służą.

Redakcja: Czy jest coś, czego Pani ogromnie w czasach pandemii brakuje, za czym Pani prawdziwie tęskni? I pierwsza rzecz, którą chciałaby Pani zrobić po powrocie „normalności”?

Marta Obuch: KOCHAM LOKALE! Jestem stworzeniem lokalowym, restauracyjnym, kawiarnianym. Z tym brakiem jest mi się najtrudniej pogodzić, a to brak związany jednocześnie z ludźmi. Każdy tydzień w moim życiu był wypełniony spotkaniami. Delektowanie się jedzeniem i ciekawą rozmową to była jedna z większych rozpust w moim życiu. I źródło radości. W Katowicach chyba nie było lokalu, którego bym nie odwiedziła. Plus wycieczki ze znajomymi. Koniecznie pociągiem, do okolicznych małych miasteczek, po których… buszowaliśmy gdzie? Po lokalach, parkach, zameczkach. Eh! I to właśnie zrobię. Pójdę w tango na miasto z przyjaciółmi i zaszaleję przy mocno wysmażonym kotleciku!

 

Najnowsza powieść reklamowana jest hasłem: „A to ci heca! Najnowsza komedia kryminalna Marty Obuch sprawi, że wyskoczysz ze szpilek!”. Zatem, Drogie Czytelniczki, zamieniamy szpilki na wygodne kapcie i przy lampce GooseBump oraz krakersikach lub domowych zapiekankach oddajemy się przyjemności rozkoszowania się przezabawną fabułą z udziałem głównej bohaterki, Matyldy…

Pięknie dziękuję za rozmowę ;)

Marta Dudzińska

Marta Obuch – autorka komedii kryminalnych, fotograf, poetka. Urodzona 5 stycznia 1975 r. w Częstochowie, gdzie uczęszczała do Ogólnokształcącego Liceum Wojskowego. Po zdaniu matury zamieszkała w Katowicach. Tam ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Śląskim, fotografię cyfrową w Śląskiej Akademii Fotografii, mediacje i negocjacje na GWSH, a aktualnie pisze doktorat z językoznawstwa i wykłada na UŚ.

Debiutowała w 2007 r. powieścią Precz z brunetami! Następnie wyszły: Odrobina fałszerstwa (2008), Diabelska ewolucja (2009), Miłość, szkielet i spaghetti (2012), Łopatą do serca (2013, wznowienie 2020), Szajba na peronie 5. (2014), Francuski piesek (2016), Metoda na wnuczkę (2017), Wiedźma duszona w winie (2018), Księgarenka przy ulicy Wiśniowej (2019, wznowienie 2020, w zbiorze autorstwo opowiadania Niezła szopka), Mąż przez zasiedzenie (2019), Do trzech chłopów sztuka (2021) .

Marta Obuch jest laureatką konkursów poetyckich, drukowała swoje wiersze w wydawnictwach pokonkursowych oraz w Miesięczniku Społeczno – Kulturalnym ŚLĄSK. Należała do grupy literackiej skupionej wokół powieściopisarki i poetki Marty Fox. Autorka ceni sobie humor Joanny Chmielewskiej, dlatego poszła w jej ślady. Twórczość Marty Obuch znalazła wielu czytelników ze względu na lekką fabułę i postacie, które wplątują się w najrozmaitsze afery kryminalne.

Obecnie pisarka mieszka w Katowicach, gdzie tworzy, uczy studentów, a w wolnych chwilach fotografuje. Wyszła za mąż, ma dwóch dorosłych synów. Uwielbia gotować i oglądać dobre filmy.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0





Możesz śledzić wszystkie odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał .

Dodaj komentarz