1

Temat: Dojrzałość emocjonalna a związki

Dziwi mnie podejście wielu ludzi do relacji w początkowej fazie poznania.

Z jednej strony człowiek wyznający wielką miłość już po tygodniu, miesiącu tworzenia relacji i to na odległość łącza. Z drugiej strony człowiek łykający wszelkie deklaracje i obietnice, jak żaba muł.

Potem płacz. Złamane serce, niespełnione obietnice.

Kto łyka? Wielu ludzi nie umie rozpoznać uczucia i go nazwać. Zakochują się. Zakochują się w tej drugiej osobie, czy może we własnym odbiciu w jej oczach?

Gdy ktoś sypie cukier łopatami, jest to przyjemne, ale należy zachować dystans. Łyknie to ktoś z niskim poczuciem własnej wartości. Ktoś o niskim poczuciu własnej wartości też będzie przedwcześnie składał deklaracje, obietnice których najprawdopodobniej nigdy nie spełni.

Wystarczy, że się uśmiechniesz, a on/ona zacznie płonąć. Tylko trzeba pamiętać, że  to daje duży płomień, ale zero ciepła. Jeśli ktoś nie kocha siebie, nie umie kochać innych. Można spodziewać się, że po utracie kogoś  będzie błędnie określać swoje uczucia. "Złamane serce" , "Zranione serce" - to nie serce , tylko ego jest zranione.

Nic nie jest wieczne. Każdy ma prawo wyboru. Każdy ma prawo odejść.

Jeśli człowiek nauczy się żyć chwilą, będzie świadom siebie jego ego nie ucierpi tak bardzo. Będzie umieć żyć bez tego kogoś. Będzie umiał cieszyć się, że ktoś jest szczęśliwy, nie ważne gdzie, nie ważne jak i nie ważne z kim.

Bardzo często ludzie obwiniają tę osobę, która śmiała odejść. To jest naturalne. Chronią swoją psychikę. Przecież.. jak to? Ktoś odszedł, bo nie jestem doskonały/ła ? Bo mam wady?

Moja rada: Lepiej chronić swoją psychikę przed, niż po.

2

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Masz trochę racji, choć wiadomo, że zauroczenie to zawsze na początku różowe okulary, nie można ludzi winić, że poddają się działaniu hormonów:)

3

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

A może nie trzeba tak analizować uczuć, tylko poddać się pięknu chwili i dać się porwać uczuciu, nawet jeśli potrwa ono krótko?
Ale wtedy i tak zostaną miłe wspomnienia:)

4

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

trzeba umiec odróżnić zauroczenie od zakochania

5

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Z własnego doświadczenia już wiem, że obrączka nie zawsze jest oznaką męskiej dojrzałości emocjonalnej, a bywa, że jest tylko zwykłym kaprysem bądź brakiem odpowiedzialności za swoje decyzje i zdrowie partnerki. Nie doceniają partnerki ani za jej wartość ani za jakość jaką wnosi do ich życia i do związku, w który wkłada 105%. Doceniają za piękny wygląd bo mają świadomość, że i inni faceci do niej wzdychają z każdej strony. Pierścionkiem chcą sobie "zaklepać miejsce".  I ten słaby typ faceta, utwierdził mnie w przekonaniu, że tam gdzie taki powiedzmy "słaby Miecio" widzi nieustannie zagrożenie, tam fajny facet widzi zalety. W niezależnej kobiecie widzi kogoś kto będzie wnosił do jego życia wartość. W jej inteligencji widzi brak nudy i opokę. W jej samodyscyplinie i walce o swoje marzenia widzi podziw. W jej uporze dostrzega powody, dla których warto się o nią starać. W jej kłopotach widzi sens bycia jej kotwicą emocjonalną, o którą może się zaczepić, gdy tonie.

6

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Ostatnio myślę, że w przyrodzie wszystko jest oparte na wzajemnych korzyściach. Związek to też taki układ dwóch osób, których chwilowe interesy są zbieżne i nic więcej. To umowa, w której
najlepiej na samym początku dokładnie zdefiniować sobie dlaczego jestem z drugą osobą. Kiedy interesy wspólne zostają zaspokojone, nic już nie spaja związku. A niestety interesy samic są odmienne od interesów samców, tak było jest i będzie, bo tak ułożyła to natura i nic tego nie zmieni. To dwa całkowicie różne stworzenia i dlatego 99% gatunków na Ziemi nie tworzy stałych związków. Ludzie próbują oszukać naturę i to jest przyczyna wszystkich nieporozumień w związkach...

7

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Dojrzałość do związku jest nabyta, nie wrodzona. Zależy jak było w domu rodzinnym...
Pierwszy typ:  to Ci, którzy wynoszą z domu właściwe wzorce wiedzą, że partnerki się nie krzywdzi i nie zdradza. Ci mają wysokie poczucie własnej wartości, które pociąga za sobą takie cechy jak: sprawczość, dojrzałość emocjonalna, pewność siebie wynikająca z braku większych kompleksów, osiągnięcia i szanowanie autonomii innych osób.
Drugi typ: to Ci, wychowani najczęściej bez ojca, którzy są tak krusi w środku, że z przerażeniem spoglądają na silniejsze kobiety od siebie. Z podziwem patrzą na ich zewnętrzne piękno, ale siła ich kompleksów i słaba psychika są tak wielkie, że tego wewnętrznego nie potrafią docenić wcale. Z tego powodu uprawiają w sobie poletko kompleksów maskowanych na dziesiątki rozmaitych sposobów. Gdzieś po drodze zabrakło im właściwych wzorców, autorytetu, dojrzałości. A to odbija się na partnerce i sposobie jej traktowania.  Związek oparty na kłamstwach. Atrapa miłości i fałszywie stworzone poczucie bezpieczeństwa.

8

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Tak, czasem ciężko o dojrzałość w związkach i w ogóle w życiu:
Bo po pierwsze: życie w pewnych aspektach jest po prostu trudne i nieraz wykładamy się na banałach.
Nie jest mi znana ani jedna osoba, która wchodząc w dorosłe życie wiedziałaby czego chce i nie miałaby wątpliwości. Miałaby udany związek. Zarabiałaby więcej niż potrzebuje. Spełniała się w swojej pracy i miała tak świetny lifestyle, że do pełni szczęścia brakowałoby jej już chyba tylko słodziutkiego pieska rasy buldog francuski. Do wszystkiego w życiu dochodzi się powoli i niełatwą drogą bo nie wiedzieć czemu, o wiele prościej jest tyć (także w ego :-) niż wyrabiać formę. Szybciej traci się zaufanie i szacunek niż je buduje i zdobywa, i dużo prościej jest wydawać pieniądze niż je oszczędzać, akumulować, czy dzielić się z potrzebującymi. Więc żeby po latach stworzyć obraz, na którym widnieje coś więcej niż zaledwie krzywo narysowany ku*as i nierówno napompowane balony, potrzeba nieco wysiłku…
Bo po drugie: ciężka praca nie gwarantuje sukcesu bo jest on wypadkową wielu czynników, które nie zawsze są ode nas zależne. I z tego właśnie powodu trudno jest wiedzieć, komu można ufać a od kogo uciekać. Życie nie jest bajką i trudno przewidzieć co się może w nim wydarzyć. Przecież nic nie trwa wiecznie i wszystko się zmienia, ludzie się zmieniają.. Za chwilę przecież mnie może nie być a tak wiele jeszcze chciałabym przeżyć i osiągnąć. Ja mam wpływ tylko na swoje myśli i działania, dlatego zwykle mam nadzieję na najlepsze, ale jestem przygotowana na najgorsze bo naiwnym jest myślenie, że wszystko co dobre może trwać wiecznie.
Bo po trzecie: chciałabym żeby jakiś gin z butelki albo chociaż złota rybka spełniły moje trzy życzenia bo czasami fajnie byłoby poczuć jak dobro wraca...

9

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Dużo złego robi też to, że czasem stajemy się tacy jak ci, co nas źle potraktowali. Bo przekonujemy się, że tak można, można być wrednym, niesłownym, nieodpowiedzialnym...

10

Odp: Dojrzałość emocjonalna a związki

Ja sama nauczyłam się w pierwszym poważnym związku takiego wstrętnego zachowania, że jak coś mi nie odpowiada, to mówię, że odchodzę. Pamiętam jak bardzo się czułam pokrzywdzona przez takie traktowanie, bo są takie rzeczy, o których wiem, że powinnam je zmienić, ale też wiem, że nieraz się potknę, bo nie są łatwe do zmiany, nie uda się od razu, a zamiast wsparcia dostawałam odtrącanie. I potem podobnie postępowałam z partnerami.
Owszem, są też rzeczy, których akceptować nie możemy i zachowania, które usprawiedliwiają natychmiastowe rozstanie, jednak te moje wady to były po prostu problemy, z którymi sama sobie nie radziłam i potrzebna mi była pomoc, żeby z nich wybrnąć, a nie odrzucanie mnie, bo znów np. zapaliłam papierosa, a on nie chce być z dziewczyną, która pali, albo przytyłam 5 kg, a on nie chce być z miśkiem. Na zmiany potrzebny jest czas, potrzebne jest wsparcie, nie strach. W tamtej relacji wykształciłam w sobie taki właśnie brak cierpliwości. A to bardzo niedojrzałe zachowanie. Jeśli chcemy z kimś być, to powinniśmy okazać więcej wyrozumiałości względem wad partnera, zwłaszcza tych, które chce zmienić.

Mam problem ze stawianiem granic partnerowi i wymaganiem tego, aby zaprzestał zachowań, które bardzo mi przeszkadzają. Kiedy on nie chce dostrzec, że powinien coś zmienić (konieczność zmiany istnieje nie tylko w moim odczuciu, ale też ludzi wokół), to wtedy mam mieszane uczucia, czy przypadkiem znów nie zachowuję się jak mój były i nie wymagam za dużo i za szybko od partnera. Naprawdę są takie rzeczy, które on bezwzględnie musi zmienić, jeśli mamy być razem i mam prawo ich wymagać, ale chyba egzekwowanie tego prawa mi nie wychodzi, bo mieszają mi się sytuacje, kiedy okazywałam za mało cierpliwości z tymi, kiedy okazywałam za dużo pobłażliwości... Bo przecież mam prawo wymagać od partnera, aby nie obrażał moich znajomych. Może ich sobie nie lubić, może z nimi nie rozmawiać, nie spotykać się, ale niech ze względu na mnie powstrzyma się od wyzywania ich podczas rozmów ze mną. Uważam, że mam prawo tego oczekiwać. Uważam, ze to byłaby oznaka szacunku względem mnie samej.

Czasami czuję się taka bezsilna przez to, że brak mi asertywności. Czuję się ignorowana, jeśli zwracam partnerowi uwagę na coś, co naprawdę mi przeszkadza, a on odbiera to jako atak, a nie jako prośbę o to, żeby zrobić coś, co sprawi, że nasza relacja będzie lepsza. Ja chcę, żeby i on mi mówił, które moje zachowania go krzywdzą, bo może nie mam świadomości. I tak utknęłam pomiędzy wymaganiem czegoś, co mam prawo wymagać jako partnerka, a wymaganiem zmian, których brak albo powinnam zaakceptować, albo okazać więcej wyrozumiałości, by partner mógł to w sobie zmienić.
Nie chcę żądać, żeby był taki czy owaki, zmieniać go na siłę. Ja bym chciała, żebyśmy oboje dostrzegali potrzebę pewnych zmian, których wprowadzenie sprawi, że będziemy szczęśliwsi. Do tego trzeba cholernie dużej dojrzałości emocjonalnej.